Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Budujemy mosty dla pana starosty

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego.

Pośród wielu negatywnych informacji w nowym roku — takich jak wzrost akcyzy na wyroby tytoniowe, objęcie tą opłatą suszu tytoniowego, ograniczenie ulgi podatkowej na dzieci oraz na Internet — jedna z nich napawa optymizmem. Polska zajęła zaszczytne czwarte miejsce w pewnym rankingu gospodarczym. Co prawda pesymiści zaraz wytkną, że chodzi o ranking wzrostu liczby upadłości przedsiębiorstw, ale można na to odpowiedzieć, że przecież kryzys, że strefa euro, że jednak dopiero czwarte miejsce, że w takich Czechach upadło znacznie więcej firm (pod względem absolutnym).

W każdym razie, w Polsce w 2012 r. upadło aż o 28 proc. firm więcej niż w roku ubiegłym. Choć tym samym przeganiamy Hiszpanię (+24 proc.) i zbliżamy się do znanego bałkańskiego tygrysa, czyli Grecji (+28 proc.), to niekoniecznie jest to zła wiadomość. Jak bowiem zauważył Mateusz Benedyk w niedawnym wpisie na Kryzys Blogu, „rekordowa liczba ogłoszonych upadłości przedsiębiorstw, o której łatwo usłyszeć w mediach, to jeden z symptomów trwającej restrukturyzacji”). Interesujący jest jednak jeden aspekt tego zjawiska. Otóż, 29 proc. wszystkich upadłości dotknęło firmy budowlane (mniej więcej drugie tyle upadłości dotyczyło przedsiębiorstw zaopatrujących „budowlankę”). Te same firmy, które miało czekaćfinansowe Eldorado w związku z organizacją Euro 2012 w Polsce. Na tej podstawie nie wydaje się, aby za bankructwa odpowiadały „problemy gospodarcze w strefie euro” czy też „słabnący popyt wewnętrzny spowodowany wzrostem bezrobocia oraz niską dynamiką płac”, jak np. uważa portal forsal.pl. Problemem przedsiębiorstw budowlanych nie były bowiem przychody ze sprzedaży, tylko marże realizowane na projektach. Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Jak widać bowiem na wykresie nr 1, liczba upadłości zwiększa się rok do roku od 2009 r., czyli gdy wartość inwestycji drogowych przeprowadzanych przez GDDKiA wzrosła o 35 proc. r/r. (vide: wykres nr 2). Można zatem zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego.

Wykres nr 1. Liczba upadłości firm w Polsce w latach 2000–2012

Źródło: wyborcza.biz

Wykres nr 2. Wydatki inwestycyjne Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w latach 1995–2010

Źródło: gddkia.gov.pl

Anatomia kryzysu
Co było przyczyną bankructw firm budowlanych? Znaczny wzrost środków finansowych kierowanych do tej branży przyciągnął do niej wiele nowych przedsiębiorstw, co istotnie zwiększyło konkurencję i podbiło ceny surowców. Firmy walczące o to, aby nie wypaść z rynku, godziły się kontrakty o zerowej bądź nawet ujemnej marży, wychodząc być może z nie do końca błędnego założenia — jak pokazał przykład Polimexu — że w razie kłopotów rząd im pomoże (tzw. pokusa nadużycia)[1]. Oprócz tego nałożyły się na to typowe biurokratyczne czynniki, czyli przeciągające się w czasie procedury skutkujące opóźnieniami płatności, długie dochodzenie należności (685 dni zajmuje ten proces wg raportu Doing Business 2013) oraz nieefektywne prawo upadłościowe[2], a także posługiwanie się wyłącznie kryterium najniższej ceny w organizowanych przetargach, które — jak sądzi Jerzy Polaczek, były minister transportu — „nie zapewnia dostatecznej kontroli nad jakością robót”. Skłoniło ono firmy do zgłaszania jak najniższych ofert, co wraz z brakiem uwzględniania w kontraktach waloryzacji materiałów budowlanych musiało spowodować upadek części firm, gdy ceny surowców istotnie wzrosły (przykładowo, cena asfaltu w 2010 r. wzrosła o ok. 25 proc. r/r).

Kryterium najniższej ceny — jak widać na wykresie nr 3 — nie było zawsze powszechnie stosowane. Urzędnicy zaczęli je coraz częściej wybierać ze względu na wejście Polski do UE w 2004 r., kiedy to znacząco „zwiększyła się ilość wydawanych pieniędzy za pośrednictwem systemu zamówień publicznych, co skutkowało również bardziej szczegółowymi i częstymi kontrolami”, jak uważa Witold Jarzyński, ekspert z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju. Biurokraci zrobili to, co przewiduje teoria wyboru publicznego — którą współtworzył niedawno zmarły laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii James M. Buchanan — czyli zadbali przede wszystkim o własny interes i zaczęli szerzej stosować to kryterium, które było dla nich po prostu najbardziej przejrzyste, a więc bezpieczne w przypadku jakiejś kontroli.Ot, jaworowi ludzie.

Znaczny wzrost inwestycji infrastrukturalnych nie tylko wyjaśnia kłopoty branży budowlanej, ale może także tłumaczyć, dlaczego Polska była w tym okresie „zieloną wyspą”. Jak można wyczytać w prezentacji raportu Ministerstwa Finansów, w latach 2008–2011 skumulowana zmiana udziału inwestycji publicznych w PKB wyniosła 2,2 p. p., co spowodowało, że w 2011 r. wyniósł on 6,4 proc., czyli najwięcej w UE (średnia wyniosła 2,5 proc.).

Nie mogło to się nie przełożyć na poziom zadłużenia. Deficyt sektora finansów publicznych, który w 2008 r. stanowił 3,7 proc. PKB, w następnym roku niemalże się podwoił i wyniósł 7,3 proc. PKB (vide: wykres nr 4), zaś według prof. Rybińskiego w latach 2008–2013 dług publiczny zwiększy się o ok. 100 mld USD, czyli dwukrotnie więcej niż za rządów tow. Gierka. W tym kontekście — tj. jako pochwałę restrykcyjnej polityki fiskalnej — należy zapewne odczytywać niedawny pomysł SLD, by bieżący rok ogłosić rokiem Gierka.

Wykres nr 3. Umowy, w których niska cena była rozstrzygającym procentem (w %)

Źródło: prawo.money.pl

Wykres nr 4. Deficyt sektora finansów publicznych w Polsce w latach 2004–2013 (jako % PKB)

Źródło: wyborcza.biz

Ciemna strona medalu
Bańka w jednym sektorze siłą rzeczy oznacza niedoinwestowanie w pozostałych. Choć trudno powiedzieć, gdzie trafiłyby pieniądze, gdyby nie boom w budownictwie drogowym, to można pokusić się o wskazanie na pewien sektor, którego dokapitalizowanie prawdopodobnie byłoby bardziej na miejscu niż budowa nierentownych stadionów o dachach, których nie da się zamknąć akurat wtedy, gdy pada (polscy inżynierowie czytają widać Josepha Hellera). Mowa oczywiście o sektorze energetycznym. Jeśli sam Urząd Regulacji Energetyki w swoim raporcie z działalności w 2011 r. przyznaje, że „niedostatek mocy dyspozycyjnej w elektrowniach krajowych w stosunku do zapotrzebowania może natomiast wystąpić od 2015 r.”, to znaczy, że sprawa jest poważna. Zwłaszcza że — jak wskazuje raport — „terminowość realizacji planowanych inwestycji może być jednym z istotnych czynników mających wpływ na bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznych w średnioterminowym horyzoncie czasowym”. Jak zaś wiadomo po Euro 2012, państwo polskie słynie z terminowych realizacji swoich inwestycji[3]. Najlepiej byłoby zatem, aby rząd wyciągnął wnioski ze swojej ingerencji w sektor drogowy i nie wtrącał się w sektor energetyczny (a właściwie rozpoczął jego deregulację i prywatyzację). Tutaj bowiem nieudolność urzędników nie grozi tylko porzuconymi drogami kończącymi się gdzieś w polu czy zupełnie nieracjonalną alokacją dróg[4], ale przekształceniem zielonej w ciemną wyspę z przerwami w dostawach prądu i powrotem do stopni zasilania rodem z PRL-u[5].

 


[1] Firmy mogły także liczyć na możliwość renegocjacji kontraktów, gdy już wygrają przetarg, wychodząc z założenia, że strona zamawiająca, działająca pod presją czasu, będzie wtedy bardziej uległa. Na przyjęcie takiego założenia mogły wpłynąć rozwlekłe procedury przetargowe.

[2] W Polsce koszt postępowania upadłościowego jako procent masy upadłościowej wynosi 15 proc. (Doing Business 2013), podczas gdy średnia dla Unii Europejskiej przyjmuje wartość jednocyfrową.

[3] Oczywiście, zawsze istnieje możliwość importu energii, jednak problemem są nie tylko przestarzałe elektrownie, ale także sieci przesyłowe (przykładowo, jak można tutaj zobaczyć, 80 proc. linii 220 kV ma ponad 30 lat).

[4] Przykładem niech będzie trasa S22 z Elbląga do granicy z Obwodem Kaliningradzkim, na której natężenie ruchu tylko na jednym z trzech odcinków przekroczyło 3 tys. aut na dobę; tymczasem budowa Południowej Obwodnicy Warszawy, gdzie natężenie ruchu szacuje się na 32 tys. aut na dobę, rozpocznie się dopiero po br.).

[5] Oczywiście, opóźnianie niezbędnych inwestycji bierze się także z reżimowej niepewności w postaci nieustalonej polityki klimatycznej UE (chodzi o niepewną cenę uprawnień emisji do dwutlenku węgla) oraz nieznanej skali państwowego wsparcia dla energetyki bazującej na źródłach odnawialnej, ze skomplikowanych procedur administracyjnych i restrykcyjnej polityki ekologicznej, a także z bodźców tworzonych przez regulatorów, w wyniku których rentowność na przesyle prądu jest wyższa niż na jego produkcji — zob. np. ten artykuł — ale to temat na osobny komentarz.

 

Autor: Arkadiusz Sieroń

 

KOMENTARZE

  • Lansujący, jak ten "Instytut Missesa", ekonomiczny "standardowy pakiet dla dzikich" powinni za to płacić.
    Anglia już pod koniec XVIII wieku, gdy stała się fabryką Świata, zaczęła lansować wśród "dzikich" takich jak Niemcy, Francja, USA poglądy skrajnie liberalne - otwórzcie granice, znieście protekcje i wszelkie ograniczenia, a my wam dostarczymy do woli wszelkich wyrobów, wy nam za to dacie surowce i ewentualnie siłę roboczą. Oczywiście zainteresowani potraktowali to jako dobry żart, ale ... gdy już się odkuli, tak pod koniec XIX wieku ... sami zaczęli lansować standardowy pakiet dla dzikich, tym razem innych dzikich. I mamy Missesa intensywnie lansowanego w Europie Środkowej, Ameryce Środkowej i Południowej, gdy Austria nigdy nawet nie próbowała jego oczywistych ekonomicznych bajek wprowadzić w życie. Tak jak USA lansują za granicą Chicagowską szkołę ekonomii, ale tylko na eksport, jako ... "standardowy pakiet dla dzikich". Sami oczywiście nie myślą tych bzdur u siebie wprowadzać w życie. Głównym lanserem tych bzdur w Polsce jest JKM i całe środowisko wokół niego. I tak coś się domyślam że są tacy co ten lans wspierają finansowo, z zagranicy zresztą. Więc jeżeli NE udostępnił już dla nich swoje podwoje, to niech płacą, i ta kasa by się znalazła (jestem tego pewny, są tacy co bardzo dbają aby to miało stałe zasilanie). A jak NE chciał jeszcze frajersko płacić za tę prymitywną propagandę, to już piramidalna głupota i brak poczucia rzeczywistości.
  • Punkt widzenia
    W artykule przyznano, iż przedsiębiorcy liczyli ,że państwo dołoży do kontaktu jak już ruszy budowa. Przeliczyli się, więc do kogo pretensja. Do państwa ,że płaciło zgodnie z umową ,czy przedsiębiorców którzy liczyli ,że te państwo naciągną
    Autor zapomina, że istotne inwestycje w energetyce też będą wymagały interwencji państwa.
    Gdyż sektor prywatny jakoś nie pcha się z nowymi budowani. No chyba ,że w dotowany przez państwo sektor OZE
  • @vortex 19:53:29
    Rozumiem że najważniejszym argumentem w krytyce poglądów skrajnie liberalnych jest to, że nie są one stosowane przez państwa "rozwinięte", mimo tego że propagatorzy tych poglądów wywodzą się z tych właśnie państw.

    "... my wam dostarczymy do woli wszelkich wyrobów, wy nam za to dacie surowce i ewentualnie siłę roboczą. "
    Co jest złego w takim podejściu?
    Czemu uzyskanie większej liczby produktów (lub lepszych produktów) takim samym wysiłkiem ma być złe dlatego, że te produkty wytworzą obywatele innego państwa?
    Czy jedynym zagrożeniem jest to, obywatele tego innego państwa wytworzą wszystko to co się nam wymarzy i z tego powodu nie będziemy mieć żadnego zajęcia zarobkowego?
  • @programista 10:14:00
    "Rozumiem że najważniejszym argumentem w krytyce poglądów skrajnie liberalnych jest to, że nie są one stosowane przez państwa "rozwinięte", mimo tego że propagatorzy tych poglądów wywodzą się z tych właśnie państw."

    Najoczywistszym nie najważniejszym. To jest argument który nawet osoba mało inteligentna zrozumie, a propagatorzy "standardowego pakietu dla dzikich" stają wobec niego bezradni. Dyskusja szczegółowa argumentów wymaga bardziej szczegółowej i obszernej wiedzy ekonomicznej, która jest potępiana w tym środowisku jako wielkie oszustwo (poza krótkimi kursami liberalizmu Missesa, Hayeka i kogo tam jeszcze). Oczywiście że bez porównania łatwiej jest oszukać dyletantów w danej dziedzinie.
    A co do reszty? Znów, mógłbym wyjaśniać (już nie raz to robiłem) jak to się dzieje, że kraje które wspomagały rozwój swojego przemysłu (i gospodarki) są bogate, a kraje które bezwolnie zostały dostawcami surowców i taniej siły roboczej są biedne. Ale po co wgłębiać się? Pierwszą drogą poszły Niemcy, Francja, USA, Japonia, Korea Południowa i jeszcze kilkanaście krajów obecnie bardzo bogatych. Drugą drogą poszła Afryka, Ameryka Środkowa i Południowa. Różnica jest bez trudu zauważalna nawet dla osób mało inteligentnych, i wnioski też są oczywiste.
  • @programista 10:14:00
    „"... my wam dostarczymy do woli wszelkich wyrobów, wy nam za to dacie surowce i ewentualnie siłę roboczą. "
    Co jest złego w takim podejściu?”

    Postaram się odpowiedzieć

    My wydobędziemy tonę miedzi ,zapłacimy za emisję CO2.
    Powinno nam starczyć aby w rewanżu kupić 130 kg miedzi, w kablu wyprodukowanym w Chinach. Z tego 30 % zostanie w Chinach a resztę zgarnie globalny pośrednik.
    Po pewnym czasie ów pośrednik kupuje sobie naszą kopalnię bo nasze papierki ma w …...

    Proszę sobie policzyć, może się mylę. Założenia
    tona miedzi 8100$=25,1tyś
    z tony miedzi można wyprodukować 188,72 km kabla 3x1,5mm
    kabel taki w detalu to około 2zł za m, zakładam iż hurtownik na granicy płaci około 1zł. Czyli 188,7 tyś za tonę miedzi w kablu.
  • @Cezary Bialik 12:25:06
    "My wydobędziemy tonę miedzi ,(...) Powinno nam starczyć aby w rewanżu kupić 130 kg miedzi, w kablu "

    Uważam, że w tym stwierdzeniu może się kryć nieporozumienie. Nie kupujemy "miedzi w kablu" ale kupujemy kabel.
    Podane przez Pana rozumowanie byłoby jak najbardziej słuszne, gdybyśmy kupionego kabla używali tylko i wyłącznie do tego by odzyskać z niego miedź jaka się w nim znajduje.

    Pytanie, co dalej zrobimy z tym kablem? W jakim celu kupiliśmy ten kabel?
    Być może za jego pomocą będziemy przesyłali energię elektryczną i sprzedawali ją do innego państwa?
    Czy zyskamy więcej, jeżeli będziemy tworzyć własne fabryki wytwarzające kable czy też wtedy gdy będziemy tworzyć nowe zastosowania dla kupionych kabli?

    Można także rozważyć inny przykład:
    rolnik produkuje jęczmień a kupuje piwo. Ile kupuje jęczmienia w piwie za każdą tonę jęczmienia?
    Czy ktoś rozważa kwestię by rolnik budował sobie browar gdy chce się napić piwa?
  • @programista 12:49:53
    Oczywiście że kupujemy kabel dla jego właściwości a nie dla miedzi w nim zawartej.
    Kiedyś mieliśmy własne fabryki go produkujące. Ktoś jednak doszedł do wniosku, że lepiej , taniej produkować go za granicą. Przejmując premię za „technologię”.Biorąc pod uwagę narzut wydaje się to nawet oczywiste:).
    Oczywiście rachunek jest „zgrubny”, mam nadzieję że przebitka nie jest aż tak wysoka.

    „Czy ktoś rozważa kwestię by rolnik budował sobie browar gdy chce się napić piwa?”

    Bynajmniej. Nie chcę jedynie, aby nasze browary były zlikwidowane, bo w Bawarii wyprodukują taniej.
    To znaczy wyprodukują, do momentu likwidacji naszych, potem będzie drożej.
    Przerabialiśmy to z cukrem.
  • @Cezary Bialik 13:53:02
    Znakomity przykład z cukrem!

    Czy pomyślał Pan o tym, że cena cukru zostałą wywindowana dzięki ograniczeniu mocy produkcyjnych, a więc i podaży?

    To jest efekt działań ANTYliberalnych. Obawiam się, że stosuje Pan demagogię, nie wiedząc o tym.

    W przeciwnym razie musiałbym podejrzewać Pana o złą wolę, a to byłoby niegrzeczne.

    Pozdrawiam
  • @ijot 14:22:23
    Jedna kwestia, to limity cukrowe, cła na granicy UE ograniczające dostawy z Brazylii, i wiążący się z tym wzrost cen cukru.
    Druga, likwidacja krajowego przemysłu, aby rodzynki wybierał ten kto powinien.
    Liberalizmu się nie doszukuję, bo no jako taki chyba nigdy nie zaistniał.
    Natomiast w imię tegoż, uwolniono nasz przemysł z widocznymi skutkami.
  • @Cezary Bialik 14:51:10
    Cieszę się z pańskiej odpowiedzi.

    Rzeczywiście, nasz przemysł został unicestwiony "w imię tegoż" liberalizmu, wg "obrządku" lansowanego przez niesławnej pamięci KL-D, ale jest to argument przeciw tym ludziom, a nie powód do krytyki liberalizmu jako takiego.

    Praktyki protekcjonistyczne, które Pan wymienia są zaprzeczeniem liberalizmu i to one powodują negatywne skutki, które każdy widzi.

    Niestety, już nie każdy potrafi zauważyć przyczyny. Dołóżmy do tego propagandę - złą - jaka płynie z przykładów, jak ten z KL-D plus nieograniczone możliwości wygadywania bzdur na ten temat przez różnych "dobrych i wrażliwych ludzi" w mediach, a okaże się, że najlepszym systemem jest socjalizm, a interwencjonizm zabezpieczy nasze interesy.

    A już na początku tego wywodu doszliśmy do przeciwnego wniosku.

    Jak widać z liberalizmem nie ma żartów - broni się w każdej sytuacji, bo jest jak prawo natury - lekceważyć pozwala się tylko do czasu.

    Pozdrawiam serdecznie
  • @ijot 15:24:08
    Nie dostrzega Pan jednego.
    Liberalizm nigdy nie powstanie, bo sprzeczny jest z interesem wielkiego kapitału, nie to żeby nie poradził sobie on w nowych warunkach. Aktualny układ jest po prostu tańszy w utrzymaniu. Zamiast inwestować w maszyny kupuje się polityków. A ludzi karmi się papka o wolności gospodarczej.
    Tak jest taniej.
  • @Cezary Bialik 15:45:49
    Oczywiście ma Pan rację, że taki system "sprzeczny jest z interesem wielkiego kapitału", bo pozwala na zbudowanie kapitału konkurencyjnego i właśni dlatego warto zaprowadzić liberalizm.

    Sam Pan wskazuje słabe ogniwo - "kupuje się polityków". Jeśli many - jak na razie - państwo, stanowimy prawo, mamy nawet specjalne służby od przeciwdziałania korupcji, to dlaczego nie używamy tych narzędzi, tylko utyskujemy, że "wielki kapitał" nie lubi konkurencji?!.

    Nikt nie lubi. Ale w naszym interesie jest ustanowić takie zasady, żeby na własnym poletku mieć coś do powiedzenia.

    Pozdrawiam
  • @vortex 10:47:22
    Wybacz, ale ten argument jest po prostu głupi. Co ma za znaczenie czy w Austrii wprowadzono nauki Misesa czy nie? Mises nie był królem Austrii i to, że w Austrii nie wprowadzono rozwiązań lansowanych przez Austriaka nie oznacza że Mises uważał że te rozwiązania byłyby dla Austrii dobre i że nie chciałby żeby Austria je przyjęła.
  • Polityka prorodzinna
    Przyczyną ostatniego wyżu demograficznego były przerwy w dopływie prądu ....Możliwe, że rządowe wsparcie sektora energetycznego ma na celu wdrożenie podobnego programu w niedalekiej przyszłości.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Zasadnicze problemy ludzkiej egzystencji

    Wiedza ekonomiczna jest zasadniczym elementem konstrukcji ludzkiej cywilizacji. Jest fundamentem, na którym zbudowane zostały wszystkie osiągnięcia współczesnego przemysłu, a także moralne, intelektualne i medyczne osiągnięcia minionych wieków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930