Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Co dalej z kryzysem? - Polska

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków.

 Polska

Po raz pierwszy od 2009 r. media mówią o kryzysie, stagnacji, recesji i podobnych, nieprzyjemnych zjawiskach w Polsce. Zwykle to spowolnienie gospodarcze w strefie euro obarcza się odpowiedzialnością za nie najlepszą kondycję nadwiślańskich przedsiębiorstw. To spowolnienie nie przeszkadza jednak rozwijać się takim krajom jak Estonia czy Łotwa. W państwach tych udział eksportu do państw UE w PKB jest większy niż w przypadku Polski (65% w Estonii, 38% na Łotwie, 35% w Polsce), co raczej sugerowałoby, że te gospodarki powinny być bardziej wrażliwe na zmiany koniunktury w państwach starej Unii. Dlaczego zatem ciemne chmury zbierają się akurat nad polską gospodarką?

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w zmianach dynamiki ekspansji kredytowej i wydatków publicznych w RP. Żeby lepiej zrozumieć obecną sytuację, należałoby cofnąć się do wydarzeń z okresu wybuchu kryzysu finansowego, a może nawet nieco wcześniejszych.

Między 2002 a 2006 r. mieliśmy do czynienie z ekspansją kredytową, która przejawiała się w mniej więcej 15-20% rocznych przyrostach M1[1]. Następnie w 2006 i 2007 ta ekspansja przyspieszyła i M1 rósł już prawie w tempie 30% rocznie. Napędzana świeżym kredytem gospodarka notowała oszałamiające wzrosty PKB i zatrudnienia. Ekspansja ta jednak gwałtownie wyhamowała w 2008 r., a rok 2009 zapisał się bardzo wolnym, około 5% przyrostem zasobów pieniężnych. To ozdrowieńcze wyhamowanie ekspansji kredytu, dzięki któremu można było ujawnić błędne inwestycje z okresu boomu, nie trwało jednak długo. Aktywna polityka pieniężna sprawiła, że już w 2010 r. podaż pieniądza rosła ponownie w dwucyfrowym tempie. Jednocześnie polski rząd, przygotowując sobie betonowe i asfaltowe pomniki z okazji Euro 2012, znacznie zwiększył wydatki na publiczne inwestycje. Tym samym proces restrukturyzacji w polskiej gospodarce został przerwany. Zasoby z przedsięwzięć zyskownych jedynie dzięki polityce banku centralnego nie zostały przeniesione tam, gdzie życzyliby sobie tego konsumenci, ale tam, gdzie zechciała je widzieć Rada Ministrów.

Na szczęście NBP dał polskiej gospodarce szansę na dokończenie rozpoczętych w 2009 r. procesów. Od 2011 r. dynamika akcji kredytowej wyraźnie zmalała, a w ciągu ostatnich miesięcy roczne przyrosty M1 wahają się pomiędzy 0 a 5%. Już obecnie proces spowolnienia akcji kredytowej trwa dłużej niż w 2009 r., można się zatem spodziewać, że przyniesie bardziej trwałe rezultaty. Rekordowa liczba ogłoszonych upadłości przedsiębiorstw, o której łatwo usłyszeć w mediach, to jeden z symptomów trwającej restrukturyzacji. Jednocześnie polskie władze zmniejszyły tempo wzrostu wydatków, dzięki czemu wskaźnik wydatki publiczne/PKB zaczął w Polsce powoli spadać (z ponad 45% w 2010 r. do nieco ponad 43% w roku minionym). Tym samym sektor prywatny w odrobinę mniejszym stopniu musi konkurować o czynniki produkcji z władzą, a wycena tych czynników lepiej oddaje przewidywania przedsiębiorców co do potrzeb konsumentów. Dodać także można, że niski wzrost podaży pieniądza spowodował wyraźne ograniczenie wskaźnika inflacji.

Rodzi się oczywiście pytanie, jak długo ta restrukturyzacja potrwa oraz co mogłoby ją przyspieszyć lub co w dokończeniu takiego procesu przeszkadza. Wśród różnych projektów realizowanych w ramach polityki gospodarczej polskiego rządu można wskazać na dwa, które pomagają w uporządkowaniu polskiej gospodarki. Po pierwsze, konsekwentnie co roku Ministerstwo Skarbu Państwa sprzedaje udziały w około 100 spółkach[2]. Tym samym dokonuje się oceny procesów produkcyjnych pod względem ich rentowności, a nie politycznej atrakcyjności. Po drugie, pojawiają się pewne nieśmiałe symptomy deregulacji np. w obszarze rynku pracy. Choć szumnie zapowiadana akcja otwarcia dostępu do różnych zawodów dość mocno się wlecze, to jednak istnieją widoki na rychłe uchwalenie pierwszej z ustaw obniżającej bariery wejścia do pewnych zawodów. To z kolei rodzi nadzieję na lepszą, bardziej zgodną z preferencjami konsumentów, alokację środków produkcji.

Te dwie jasno świecące na polskim niebie gwiazdy mogą jednak zostać wchłonięte przez czyhające na każdym kroku czarne dziury fiskusa, biurokracji i interwencjonizmu. W ramach konsolidacji finansów publicznych po kryzysowych hulankach rząd postanowił niestety podnieść lub stworzyć szereg podatków (VAT, akcyzy, składka rentowa, podatek od wydobycia miedzi itp.), zniechęcając właścicieli czynników produkcji do ich produktywnego wykorzystania. Do tego jak co roku podniesiono w Polsce płacę minimalną, utrudniając tysiącom osób znalezienie pracy i zdobycie zawodowych kwalifikacji. W obliczu pogarszających się danych o wzroście PKB rząd postanowił do tego aktywnie zaangażować się w inwestycje państwowych spółek. Minister Budzanowski już chyba widzi ulice swojego imienia na wzór tych Eugeniusza Kwiatkowskiego. W wywiadach prasowych snuje bowiem wizje „bałtyckiego okręgu przemysłowego”, gdzie państwowe spółki będą wprowadzać polską gospodarkę w nową, świetlaną erę[3]. Kiedy podobne pomysły przedstawiał kilka miesięcy wcześniej Leszek Miller, było to poniekąd zrozumiałe (bo niby co innego ma proponować socjaldemokrata), a przez swoją niedorzeczność i anachronizm nawet zabawne. Kiedy tę wizję przedstawia jednak rząd, który dotychczas nie bał się prywatyzować, to człowiekowi mogą przejść po plecach ciarki.

To, niestety, nie koniec. Polskie państwo postanowiło dokonać także własnego „bailoutu” — ratuje przed bankructwem Polimex-Mostostal. Wsparło finansowo także własną spółkę — LOT. Polityczna kontrola inwestycji to kiepski pomysł, który tylko utrudni i przedłuży potrzebne polskiej gospodarce procesy dostosowawcze. Jedyną chyba dobrą wiadomością w tym względzie jest informacja, że finansowanie tworzonej właśnie spółki Inwestycje Polskie, która ma wspierać te wiekopomne plany, będzie polegało głównie na sprzedaży przez państwo udziałów w takich firmach jak PGE, PKOBP czy PZU.

Polska gospodarka ma szansę na wejście na ścieżkę stabilnego i zrównoważonego, a nie opartego na iluzji taniego kredytu, rozwoju gospodarczego. Żeby tak się stało, polskie państwo musi przyspieszyć procesy deregulacyjne i myśleć o sposobach obniżania wydatków publicznych zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły na rozwój autorstwa rządzących nami polityków.

 


[1] Jeśli dobrze rozumiem ten dokument, to środki na wszelkiego rodzaju rachunkach oszczędnościowych są zaliczane do środków na depozytach bieżących, zatem do M1. Taka konstrukcja sprawia, że M1 wydaje mi się miarą podobną do TMS (konstruowanego przez austriaków), tym samym jest użyteczna jako zmienna obrazująca dynamikę akcji kredytowej.

[2] Część z tych prywatyzacji jest lekko naciągana — przybiera postać komunalizacji lub sprzedaży udziałów spółkom, które też należą do Skarbu Państwa. Pomimo tego spora część z tych 100 spółek naprawdę staje się prywatna. Ponadto polskie państwo konsekwentnie pozbywa się ziemi rolnej, choć w obecnym tempie proces ten zajmie chyba jeszcze jakieś 30 lat.

[3] Czytając ten sam wywiad, można się przekonać, że ministrowi Budzanowskiemu doskonale znana jest koncepcja Kirznerowskiego procesu odkrywania czystego przedsiębiorczego zysku: „Stąd pomysł ściślejszej współpracy sektora chemicznego i rafinerii. Przyszedł mi do głowy, kiedy analizowałem ujemny bilans polskiego handlu zagranicznego w zakresie produktów petrochemicznych. Dziś przekracza 7 mld euro, ale cały czas się pogłębia. Nie widzę powodów, dla których nowe potrzebne linie technologiczne nie miałyby powstać w Polsce, zmniejszając konieczność importu półproduktów dla zakładów chemicznych. Jednocześnie w Gdańsku mamy wiele atutów, które można wykorzystać. Po pierwsze, mamy wolny, przygotowany obszar inwestycyjny na terenie rafinerii Lotosu – miejsce na potężny plac budowy. Po drugie, po zakończeniu Programu 10+ spółka dysponuje jedną z najnowocześniejszych instalacji rafineryjnych w Europie, która będzie dostarczać wsad do petrochemii. W końcu mamy dostęp do morza, a w niedługim czasie także nowe magazyny na ropę i substancje chemiczne w ramach realizowanego przez PERN terminalu w Gdańsku”.

KOMENTARZE

  • zapraszam na blog:
    http://www.e-ulatowski.pl/
  • Autorze.
    Ten sam człowiek, w ujęciu stricte ekonomicznym, jest zarówno konsumentem jak i producentem, dlatego też tak wychwalana przez fundamentalistów rynkowych konkurencja, łącznie z mitem czystej i idealnie racjonalnej alokacji wolnorynkowej, powoduje jednocześnie u konsumentów zwiększony wybór (abstrahując od jego racjonalności) oraz zwiększony stres i walkę o możliwości swojej alokacji na rynku, przez co tworzy permanentne społeczeństwo neurotyków, co widać w każdym roczniku statystycznym i wzroście ilości zachorowań na choroby, ogólnie mówiąc, psychiczne.
    Już M. Kalecki wykazał, że zyski są odwrotnie proporcjonalne do wynagrodzeń, jeżeli jednak spadają zyski, będące dochodami niewielu to popyt globalny spada nieznacznie, jednak jak spadają realne dochody, jak i rośnie bezrobocie, czyli bieżące dochody wielu równają się zeru, to popyt globalny spada drastycznie , co wywołuje natychmiastową recesje, co właśnie obecnie obserwujemy, a przez to obecne inwestycje stają się jeszcze mniej rentowne a nawet całkowicie zbędne. Spadek zysków jedynie nie wywołuje kolejnych inwestycji a nie przyczynia się do spadku popytu globalnego, przy niewykorzystanych istniejących inwestycjach kolejne i tak są zbędne, bowiem następuje ich realna dekapitalizacja.
  • @max99 17:52:09
    A czy może Pan uściślić poniższe fragmenty i podać argumenty na ich poparcie:

    "powoduje jednocześnie u konsumentów zwiększony wybór" - rozumiem, ze twierdzi Pan, ze wybor powinien byc ograniczony? Ale wtedy do jakiej ilosci? I kto mialby podjac decyzje odnosnie tego?

    " łącznie z mitem czystej i idealnie racjonalnej alokacji wolnorynkowej, " - racjonalnej, w jakim sensie?

    "Już M. Kalecki wykazał, że zyski są odwrotnie proporcjonalne do wynagrodzeń" - to, ze Kalecki tak twierdził wcale nie oznacza, że jest to prawda. Jednym slowem chodzi Panu o to, ze jezeli zyski rosna, to wynagrodzenia maleja? Proszę podać wiec argument, najlepiej empiryczny...
  • @Instytut Misesa 18:06:15
    Nigdy nie śmiałbym ograniczać wyboru konsumentom, którzy jednocześnie są producentami, jednak jak mamy wybór aby posiadać coraz większy wybór towarów i usług w zamian za brak bezpieczeństwa oraz coraz większe presję w zdobywaniu coraz mniej pożytecznych np. gadżetów elektronicznych to jest to irracjonalne.
    Przez kilkanaście lat byłem dyrektorem ekonomicznym i dowodów empirycznych na odwrotność proporcjonalną zysków i wynagrodzeń mam bardzo wiele, jednak wymagałoby by to wielu stron opisu, a istnieją już dostępne opisy w książkach np. Domasiewicza „Finanse krajów kapitalistycznych” a także w pracy Keynesa wiele się znajdzie na to przykładów, jak i wspomnianego Kaleckiego, pisze o tym też Galbraith, Landes i Stiglitz.
    Matematycznie dowiódł inną ekonomiczną sprzeczność Nash za co dostał Nobla.
    Jednak niezaprzeczalnym dowodem empirycznym na taką relację matematyczną są coraz częstsze i ostrzejsze kryzysy ekonomiczne wywoływane przez głębokie recesje, definicji której chyba nie muszę tłumaczyć.
    Wcześniej już pisałem, że nie istnieje jedna racjonalność ekonomiczna dlatego też ekonomia jest nauką opisową o rozwiązywaniu istniejących sprzeczności, dychotomii i niezgodności rynkowych, co właściwie pisze w każdej aktualnej książce ekonomicznej.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930