Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Najważniejsza w życiu lekcja ekonomii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pocieszające jest, że istnieje wybitna książka, która przekona każdego do poparcia wolności gospodarczej i zdrowej polityki gospodarczej. Właśnie trzymasz tę książkę. Po lekturze otworzysz oczy — jak miliony czytelników przed Tobą.

 Wstęp do niedawnego amerykańskiego wydania Ekonomii w jednej lekcji

Ta książka może zmienić Twoje życie. Uwierz mi — moje zmieniła.

Kiedy byłem w gimnazjum, ciągle powtarzałem, że chcę zostać fizykiem teoretycznym. Jako nastolatek podziwiałem Richarda Feynmana. Po ukończeniu liceum obrałem jednak inną ścieżkę życiową — zdecydowałem się na studia na Hillsdale College. To tam miałem rozpocząć karierę jako profesor austriackiej szkoły ekonomii. Ekonomia w jednej lekcji Henry’ego Hazlitta była odpowiedzialna za zmianę moich planów bardziej niż jakakolwiek inna książka.

Już sam tytuł mówi sam za siebie — książka Hazlitta rzeczywiście uczy ekonomii w jednej lekcji. Co jeszcze bardziej zaskakujące, sama lekcja sprowadza się do kilku początkowych stron. Większa część książki dotyczy praktycznego zastosowania lekcji oraz uświadamia nam, jak proste mogą być rozwiązania dla gospodarczych problemów dnia dzisiejszego.

Formuła, jaką zastosował Hazlitt, jest doprawdy niesamowita. Ktoś, kto nie czytał jego książki, pewnie się ze mną nie zgodzi. Oczywiście, nie jest możliwe wnikliwe przeanalizowanie większości trudności, z jakimi zmaga się społeczeństwo, na kilku stronach książki o ekonomii. Niektórzy mogą zadać sobie zatem pytanie — co dalej — książka, w której lekarstwo na raka możemy znaleźć już we wstępie?

Jednak dzieło Hazlitta dostarcza nam odpowiedzi na wiele pytań w książce niezbyt dużych rozmiarów. Ta książka jest doprawdy niesamowita. Już na początkowych stronach, gdzie Hazlitt wykłada swoją lekcję, możemy znaleźć zdanie, które jak w soczewce skupia cały geniusz książki: „Sztuka ekonomii polega nie tylko na dostrzeganiu krótkoterminowych, lecz także długoterminowych efektów każdego działania czy decyzji politycznej; polega na obserwowaniu skutków tych decyzji nie tylko dla jednej grupy społecznej, ale dla całego społeczeństwa”.

To niewiarygodne, że tak oczywista obserwacja może prowadzić do tak daleko idących wniosków. Jak dobitnie pokazuje Hazlitt w dalszej części swojej książki, jego prosta sentencja rozprawia się jeden po drugim z mitami dotyczącymi  m.in. ceł ochronnych, kontroli czynszów, płac minimalnych i (rzekomego) przekleństwa mechanizacji pracy.

Pierwsze wydanie Ekonomii w jednej lekcji ukazało się w 1946 r., a sam Hazlitt odwoływał się do dorobku Frédérica Bastiata, XIX-wiecznego francuskiego myśliciela. Mimo to książka jest nadal aktualna, ponieważ ekonomiczne absurdy cyklicznie przybierają na sile. Właśnie dlatego ta książka stała się dla mnie taka ważna w czasie liceum. Eksperci zazwyczaj dowodzą, że katastrofy naturalne mogą być w gruncie rzeczy czymś korzystnym i pożądanym dla gospodarki. Jeden z wolnorynkowych pisarzy, którego lubiłem w szkole średniej, napisał kiedyś: „Henry Hazlitt przewróciłby się w grobie, gdyby mógł zobaczyć, że jego lekcje poszły na marne”, a następnie przywołał metaforę zbitej szyby (która jest pierwszą i najbardziej zapadającą w pamięć praktyczną lekcją w książce Hazlitta). Właśnie dopełnił się kolejny cykl bzdur — niedawno pisałem właśnie na ten temat w odpowiedzi na twierdzenia Paula Krugmana i innych keynesistów o zbawiennej mocy katastrof.

Przywołanie keynesistów jest bardzo ciekawe. Wydawałoby się, że naiwny laik zakochuje się w ekonomicznych mitach, podczas gdy zdecydowana większość zawodowych ekonomistów nie. Niestety, nie w tym przypadku. Na prawie każdy temat poruszany w książce współcześni doktorzy ekonomii przywołują argumenty, z którymi Hazlitt rozprawił się na dobre. Jest to przypadek, kiedy laik — uzbrojony tylko w zdrowy rozsądek i otwartość na podążanie za pewnym racjonalnym tokiem myślenia — może łatwo dostrzec, jakie błędy ciągle popełniają tak zwani eksperci (czasami wystarczy zrobić doktorat, aby wylądować w intelektualnym dołku i zacząć wychwalać zniszczenia jako korzystne dla gospodarki).

Henry Hazlitt potrafił zmagać się z uczonymi na ich własnych zasadach. Napisał książkę The Failure of the „New Economics”, w której zdecydowanie przeciwstawił się tezom Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza Johna Meynarda Keynesa. Hazlitt był zatem świadom wyrafinowanych argumentów, które wielu z dzisiejszych zawodowych ekonomistów stara się przytoczyć, aby zaprzeczyć niecodziennej mądrości zawartej w Ekonomii w jednej lekcji; był również w stanie dokładnie pokazać, że te argumenty nie mają racji bytu.

Jednak ta książka nie jest przeznaczona dla zawodowych ekonomistów. Hazlitt — dziennikarz z zawodu — napisał Ekonomię w jednej lekcji dla laików, którzy desperacko pragną zrozumieć gospodarkę. Każdy ustrój — od demokratycznego po jawną dyktaturę — ostatecznie musi się liczyć z opinią społeczną. Aby polityka gospodarcza była sensowna, społeczeństwo musi zdawać sobie sprawę z konsekwencji każdej interwencji rządu w wolny rynek.

Patrząc na tę książkę, można być wielkim optymistą lub wielkim pesymistą. Z jednej strony, przeraża fakt, że większość naszych problemów społecznych jest wynikiem interwencji rządowych, które mają miejsce tylko dlatego, że opinia publiczna nie jest zaznajomiona z jedną rewelacyjnie napisaną książką.

Z drugiej strony, pocieszające jest, że istnieje wybitna książka, która przekona każdego do poparcia wolności gospodarczej i zdrowej polityki gospodarczej. Właśnie trzymasz tę książkę. Po lekturze otworzysz oczy — jak miliony czytelników przed Tobą.

Autor: Robert Murphy
Tłumaczenie: Mateusz Cyrzan

Z przyjemnością informjemy, że najnowsze polskie wydanie Ekonomii w jednej lekcji, przygotowane przez zespół Instytutu Misesa, trafiło już do sprzedaży. Serdecznie polecamy!

KOMENTARZE

  • kolejny teoretyk
    Jak zwykle zakłada że ludzie kierują się logiką i szerzej rozumem. Planują ignorują zachcianki. Elita jest bezstronna , sędziowie sprawiedliwi.

    Jest taka kraina tylko FAR FAR AWAY

    A świat dookoła skrzeczy i jęczy

    A ładna teoria służy za parawan dla machlojek i afer "równiejszych" z kontaktami
  • @gnago 20:46:50
    >Jak zwykle zakłada że ludzie kierują się logiką i szerzej rozumem.
    >Planują ignorują zachcianki. Elita jest bezstronna , sędziowie
    >sprawiedliwi.

    Widać, że nie zna Pan austriackiej szkoły ekonomii.
  • EINSTEIN ...
    Jak tylko zwrócę uwagę na zbieżność pojawienia się ogólnej i szczególnej teorii względności Einsteina z tym KRETYNIZMEM DEBILA keynesa, który swój DEBILNY wytwór CHOREGO MÓZGU nazwał na podobieństwo tych wielkich teorii fizycznych. Przyczyna jest prosta - minęło niewiele lat od pojawienia się teorii Einsteina i cały świat nimi wtedy żył. Dosłownie kilka lat przed tym posranym rzygiem keynesa powstała Mechanika Kwantowa, odkryto rozszerzanie się Wszechświata oraz istnienie galaktyk. Ten DEBIL po prostu zapragnął w swoim chorym obłędzie stać się "Einsteinem ekonomii" !!!

    A tymczasem powinien zostać raczej jej "Napoleonem" i to w najbliższym szpitalu psychiatrycznym ...
  • No właśnie, jest pewien typ książek.
    Jak dla przykładu:
    jak w miesiąc nauczyć się angielskiego,
    jak w rok zostać milionerem.
    Nawet są tacy co wierzą i kupują.
    Żeby naprawdę dobrze rozumieć procesy ekonomiczne, trzeba mieć sporo inteligencji, i przeczytać ze zrozumieniem tak ze dwadzieścia tysięcy stron dobrej literatury ekonomicznej. Takie książki jak ta, też owszem.
    Jeżeli to jest ze szkoły Misesa, to pewnie podstawowy prosty przykład (bo przecież to wszystko jest takie proste) polega na tym, że jedna babcia na wiejskim targu wymienia trzy marchewki na dwie pietruszki z drugą babcią. I wokół tego jakże prostego przykładu osnuta jest cała jakże genialna koncepcja. Oczywiście już w tym momencie robi się bardzo śmiesznie. Bo nawet prowadzący średni biznes w naszym polskim zaścianku rozumie, że to jednak dużo bardziej skomplikowane jest i być musi. Bo trzeba zbudować firmę, technika, technologia, organizacja. Produkcji pietruszki można się nauczyć w dwa dni z książki i ruszyć z nią w przydomowym ogródku. Nie da się tak uruchomić produkcji silników, i tysięcy innych nowoczesnych wyrobów. I jeszcze kooperacja z całym światem, bardzo skomplikowane sieci powiązań, zmienność rynków, gra międzynarodowych korporacji i popierających swoje rządów, itd. To nie to co hodowla marchewki niestety. A gdy popyt spada gwałtownie, ręka w nocniku, bo zainwestowane w maszyny, urządzenia, budynki, budowle, samochody, itd. środki muszą być amortyzowane, muszą zarabiać, albo śmierć firmy i przepadek często ogromnego dorobku, w posiadanej wiedzy pracowników też. Misesowcy jako entuzjaści krótkich kursów na pewno o tym nie wiedzą, że mnóstwo młodych, znakomitych firm upadało z powodu chwilowej utraty płynności. Bo jeżeli taka firma ma tani i bardzo dobry produkt, i trzy razy więcej zamówień, niż jest w stanie zrobić, to bierze kredyt i buduje nową wielką halę. I wystarczy rok załamania koniunktury i bank ich licytuje. Stąd popularność Keynesizmu, który łagodzi takie nagłe skoki. I nie jest przypadkiem że wszystkie kraje obecnie bogate ten Keynesizm stosowały. A było kilka krajów, co na trzymaniu się przedkeynesowskiej ortodoksji straciły mnóstwo gospodarczego potencjału ( w tym Polska).
  • @vortex 00:25:23
    Ci misesowcy to zazwyczaj są teoretycy czystej wody, i nawet nie mają pojęcia jak się robi dobrym a tani silnik, samochód, czy lodówkę. To znaczy nie chodzi o samą stronę techniczną, tylko jak to zrobić, żeby tak robić. Ano trzeba (niezależnie od techniki, maszyn, budynków, to łatwe, to jest do kupienia) mieć zespół, i to nie pięciu ludzi. Trzeba zbudować zespół kilku tysięcy ludzi, każdy o bardzo konkretnych kwalifikacjach. A wiele z tej wiedzy nie ma nawet w książkach, ta wiedza jest w konkurencyjnych firmach, u tych ludzi którzy w nich pracują. Można niektórych czasem wyciągnąć, ale to za mało, ci ludzie muszą przez wiele, bardzo wiele lat pracować w danej branży, zgrywając się i poznając jej tajniki. A tu prawda przychodzi tzw. ozdrowieńczy kryzys i ... wszytko poszło się jebać. Tak jak z naszymi stoczniami, tak żeśmy je ozdrowili, że szkoda gadać. Najlepszych fachowców oczywiście chętnie wzięła konkurencja, i teraz bierze zyski, bo kryzys już minął. Tacy Niemcy czy Francuzi nie byli tacy głupi, aby pozwolić upaść swoim stoczniom, i DLATEGO ONI SĄ BOGACI.
  • Widzę że ten Hazlitt, to optymalny misesowiec.
    Studiów ekonomicznych nie posiada. A żeby było ciekawiej nigdy w żadnej normalnej firmie nie pracował, już nie mówiąc o prowadzeniu takowej. Był to szybki dobry dziennikarz, pisarz, felietonista. Lekkie pióro, duża wydajność. Równie dobrze mógł zabłysnąć pisząc powieści S-F, pewnie nie zrobiło by mu różnicy.
    To mi przypomina tego aktora co ostatnio chciał pouczać Polaków, tylko głupio wyszło, bo wyszło że nieuk i idiota.
  • @vortex 01:17:40
    Po pierwsze absurdalne założenie że to konsumenci mają kupować tyle, żeby firmy się utrzymały. W rzeczywistości to firmy mają robić to czego chcą konsumenci. To tak jakby zatrzymać rozwój technologiczny, bo niektóre firmy nie nadążają z wprowadzaniem innowacji i upadają. Po drugie misesowcy doskonale wiedzą o tym, że najważniejsza w produkcji wiedza jest w umysłach ludzi którzy produkują i właśnie dlatego nie chcą ingerencji w rynek by tym ludziom nie przeszkadzać. Oprócz wiedzy o tym jak produkować jest jeszcze wiedza o tym co produkować. Keynesitom się wydaje że wiedzą lepiej od konsumentów i dlatego ingerują w rynek. Powiesz mi po co ludzie mają zgłębiać się w tajniki produkcji kół do wozu, jeśli konsumenci decydują że wolą jeździć samochodami, lub że wozów już wystarczy i przydałoby się więcej pralek?
    Niech bierze fachowców, może tak będzie dla nas lepiej gdy oni będą robić statki, a my miski na pranie? Dlaczego pozwolenie stoczniom upaść miałoby być oznaką głupoty?
    "Bo jeżeli taka firma ma tani i bardzo dobry produkt, i trzy razy więcej zamówień, niż jest w stanie zrobić, to bierze kredyt i buduje nową wielką halę. I wystarczy rok załamania koniunktury i bank ich licytuje." Widocznie produkt nie był tani i dobry, a być może nie w dobrym czasie. Wydawał się taki przez niskie stopy procentowe. Bardzo dobrze że bankrutuje, bo źle zrobiła budując tą wielką halę. Nie spełniła tym preferencji konsumentów więc należy się za to kara, bo na podstawie właśnie preferencji konsumentów określamy czy produkt jest tani i dobry. Źle zaplanowała produkcję, przyjęła że konsumenci będą potrzebowali jej produktów w danym czasie a akurat ich nie potrzebowali, czyli zmarnotrawiła kapitał. Gdyby przewidziała gusty konsumenckie to nie zbudowałaby tej hali lub zbudowałaby po załamaniu koniunktury. To jeszcze tylko napisz mi skąd według Ciebie biorą się te cykle koniunkturalne jeśli nie z keynesowskich manipulacji stopą procentową.
  • @vortex 00:25:23
    To, czy produkcja ma być rozwijana nie ma zależeć od tego jaki jest obecny stan rynku, ale od przewidywania potrzeb w przyszłości. To, że coś przynosi duży zysk teraz nie oznacza że państwo ma zmuszać obywateli do tego żeby kupowali te rzeczy także w przyszłości, bo przecież producent zainwestował w rozwój firmy i musi mu się zwrócić.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Budujemy mosty dla pana starosty

    Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930