Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Rezerwa cząstkowa i jej oponenci

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dyskusja na temat rezerw stuprocentowych została wyłączona z dyskursu w głównym nurcie. Obecny kryzys jest szansą na to, aby tę dyskusję ponownie przywrócić. A dyskutować warto, bo należy choć rozważyć istotę wielu argumentów „stuprocentowców”.

Autor: Mateusz Machaj
 

Dla każdego współczesnego ekonomisty (a nawet przeciętnego obywatela świata zachodniego) oczywiste jest, że banki mają prawo utrzymywać cząstkowe rezerwy. Oznacza to, że banki mogą bez bezpośredniego upoważnienia przeznaczać na inwestycje i kredyty środki, które ludność składa na depozytach. Jeśli chcielibyśmy być bardziej precyzyjni, to powinniśmy powiedzieć, że banki mają prawo tworzyć nowe depozyty, co de facto sprowadza się do tego samego, czym byłoby „korzystanie” z depozytów dostarczanych przez ludność. O to właśnie chodzi w „rezerwach cząstkowych”, wynalazku, który jest charakterystyczny tylko i wyłącznie dla współczesnych banków i przez który banki mają zupełnie inną księgowość niż normalny biznes.

A jednak tak powszechna i akceptowana instytucja nie jest ekonomiczną oczywistością. Gdzieś w ekonomicznym podziemiu istnieją i istnieli ekonomiści, którzy sprzeciwiali się rezerwie cząstkowej w mniej lub bardziej zaangażowany sposób. Współcześnie sprzeciw wobec rezerw cząstkowych kojarzony jest głównie z niektórymi radykałami szkoły austriackiej (część tej szkoły to zwolennicy rezerwy cząstkowej). Niemniej jednak historia tego sprzeciwu ma swoje długie lata już u zarania teorii pieniężnej. Za jednego z pierwszych przeciwników rezerwy cząstkowej można z przekonaniem uznać ojca ilościowej teorii pieniądza — Davida Hume’a (choć zwracał uwagę na banknoty, a nie depozyty, to jego rozumowanie stosuje się również do depozytów).

Na tym opozycja się nie kończy. Z ideą stuprocentowego pokrycia depozytów sympatyzowali w różnych etapach życia prominentni przedstawiciele szkoły chicagowskiej tacy jak Henry Simons, Frank Knight i Irving Fisher (ten trzeci z kolei to współautor najważniejszego równania w historii teorii monetarnej), którzy znacząco przyczynili się do ukształtowania współczesnej wiedzy ekonomicznej. Nie inaczej było z ich kontynuatorem Miltonem Friedmanem, laureatem ekonomicznej Nagrody Nobla. Jeśli ktoś myśli, iż pomysł stuprocentowych rezerw to wymysł szaleńców austriackich i monetarystycznych, to niech nie pozostaje w błędzie, bowiem do towarzystwa można dołączyć sympatyzującego z tym pomysłem keynesistowskiego noblistę, Jamesa Tobina i „postronnego” Maurice’a Allaisa.

Niech zatem nie przeciera oczu ze zdziwienia ten, który o idei stuprocentowego pokrycia słyszy po raz pierwszy, gdyż opowiadali się za nim niektórzy wybitni ekonomiści już od zarania teorii pieniądza.

 

Stuprocentowa rezerwa z papierowym pieniądzem a stuprocentowa rezerwa z pieniądzem towarowym

Zanim przejdziemy do omówienia zalet i wad systemu rezerwy stuprocentowej warto zdać sobie sprawę z różnicy między stuprocentową rezerwą w wypadku pieniądza papierowego i pieniądza towarowego.

Wybrani przedstawiciele szkoły austriackiej (kontynuatorzy Murraya Rothbarda) opowiadają się za systemem pieniądza stuprocentowego i jednocześnie rzadkiego np. za standardem kruszcowym (złoto lub srebro). W takiej sytuacji dana jednostka monetarna jest zdefiniowana w wagowej ilości określonego metalu. System ten oznacza, że ani państwo, ani banki nie mogą generować dodatkowej ilości pieniądza w obiegu. Ilość jego rośnie tylko na skutek naturalnego wydobycia surowca, a nie na skutek księgowej decyzji. Chodzi w istocie o to, aby pozbawić klasę polityczną i bankową jakiegokolwiek wpływu na ilość pieniądza. Mowa jest tutaj zarówno o samych banknotach jak również depozytach. Produkcja i jednych i drugich byłaby ograniczona, a ich ilość przyrastałaby tylko w wyniku fizycznego wydobycia kruszcu.

Z kolei plan szkoły chicagowskiej oznaczałby utworzenie ładu pieniężnego, w którym produkcja pieniądza jest w całości poddana decyzji politycznej i oznacza de facto druk papierowy. Państwo określałoby, jaka ilość pieniądza jest optymalna w gospodarce. Rezerwa stuprocentowa dotyczyłaby zatem działalności bankowej. Banki komercyjne przyjmujące środki od klientów indywidualnych (banknoty) mogłyby otwierać rachunki, ale tylko pod warunkiem pełnego pokrycia pieniądzem bazowym, czyli właśnie banknotami. Każdy, kto otworzyłby taki rachunek, miałby pewność, że stoją za nim realne banknoty emitowane przez państwo.

Chociaż poniżej zajmiemy się głównie zaletami w oczach zwolenników rezerwy stuprocentowej i wadami w oczach przeciwników, to pokrótce zauważmy radykalną różnicę między planem austriackim i chicagowskim. W doktrynie austriaków chodzi o to, aby w całości poddać proces produkcji pieniądza procesom rynkowym. Natomiast w planie z Chicago chodzi o coś zupełnie odwrotnego — aby proces produkcji pieniądza był całkowicie kontrolowany przez władze monetarne. To było główne źródło inspiracji dla Friedmana i Fishera. Jeśli państwo w pełni kontroluje ilość pieniądza w obiegu, to może znacząco wpływać na zjawisko cyklu koniunkturalnego i manipulować ilością pieniądza na przykład w zgodzie z monetarystycznymi założeniami. Zatem mimo istotnego podobieństwa w planach „stuprocentowców”, należy pamiętać, że jak i w innych przypadkach dwóch stron debaty: im bardziej człowiek się zagłębia w poglądy dwóch stron, tym bardziej dostrzega, że coś chyba tych stron jest więcej niż dwie (czego dowodem również może być fakt, że część przedstawicieli szkoły austriackiej opowiada się za rezerwami cząstkowymi).

 

Działalność depozytowa a działalność inwestycyjna banków, czyli dlaczego 100% rezerw nie oznacza śmierci kredytu

Jeszcze zanim omówimy zalety przedstawiane przez zwolenników 100% rezerw, powiedzmy, czym te pełne rezerwy są oraz jak zmieniłyby rynek finansowy. A zmieniłyby radykalnie. Wiele osób, szczególnie powierzchownie zaznajomionych z koncepcją stuprocentowych rezerw, reaguje na ten pomysł sugestiami, jakoby taki system miał zabić istnienie kredytu. Doprawdy można ten system skrytykować z wielu różnych stron, ale zarzucanie Tobinowi, Friedmanowi i Fisherowi, że nie mają pojęcia, czym jest kredyt, to zdecydowanie przesada. Nawet dzisiaj istnieje przecież coś takiego jak „kredyt”, który nie jest udzielany przez instytucje stricte bankowe (czyli te, które jako jedyne mogą opierać się na rezerwach cząstkowych).

Otóż w systemie stuprocentowego pokrycia kredyt wcale nie umiera, choć niewątpliwie ilość transakcji kredytowych jest mniejsza (co zwolennicy stuprocentowych rezerw przedstawiają jako zaletę). Przy rezerwach na poziomie 100% banki komercyjne nie mogą tworzyć nowych depozytów i przeznaczać ich na kredyt. Nie oznacza to jednak, że istniejące pieniądze nie mogą zostać przeznaczone na inwestycje i kredytowanie. Istota pełnego pokrycia depozytów oznacza, że środki są bez przerwy dostępne na żądanie klienta i nie zostały przeznaczone pod jakąkolwiek inwestycję. Dopiero kiedy posiadacz depozytu zdecyduje się podpisać umowę kredytowania, wtedy dochodzi do uwolnienia depozytu i przeniesienia środków na podmiot inwestujący. Depozyt zostaje przesunięty, a nie skopiowany.

Trochę trywializując zagadnienie — firma finansowa może wobec tego być bankiem na kształt magazynu albo firmą inwestującą. Możemy albo umieścić środki w magazynie (depozycie) i wtedy mamy pewność, że są w sejfie (nikt ich nie otrzyma na finansowanie inwestycji), albo podejmujemy ryzyko i przeznaczamy pieniądze dla banku, który może je w coś zainwestować. Wtedy tracimy do nich realny dostęp. Jak nietrudno się domyślić, przy stuprocentowych rezerwach na depozyty banki pobierałyby opłaty za ich przechowywanie (ponieważ środki nie pracowałyby na rynku). Jednocześnie nie zabiłoby to transakcji kredytowych. Oznaczałoby to po prostu, że klienci muszą z pełną świadomością podpisać umowę z bankiem o tym, że udzielają mu pewnego rodzaju pożyczki. I ta umowa zawierana przez obywateli byłaby mniej więcej tym, czym jest dzisiaj umowa z funduszem inwestycyjnym.

Jeden z problemów, który od razu się rzuca w oczy, został dobrze wyeksponowany przez przedstawiciela szkoły austriackiej Friedricha von Hayeka — otóż nawet jeśli ustanowimy stuprocentowe rezerwy, to „innowacyjność” banków może zadziałać i mogą zacząć sprytnie obchodzić regulacje, wymyślając instrumenty w stylu „kont oszczędnościowych” albo szybko usuwalnych lokat, które z praktycznego punktu widzenia mogłyby być tak dobre jak depozyty (stosowane byłyby w transakcjach na równi z „normalnymi” depozytami). To ważne zagadnienie, na którego rozważanie nie mamy niestety tutaj miejsca i co do którego każda ze stron ma odmienny pogląd. Dla nas najistotniejsze jest na razie typologiczne rozróżnienie, nawet jeśli w praktyce może zostać mniej lub bardziej zatarte. Rozróżnienie to jest tak istotne dla samych zwolenników stuprocentowych rezerw jak i przeciwników, bowiem jedni i drudzy w swojej argumentacji w zasadzie odróżniają od siebie depozyty (permanentnie dostępne dla klientów) od, nazwijmy to brzydko, „uzmysłowionych” oszczędności (środków, które klienci świadomie powierzyli firmie finansowanej do inwestowania).

Zwolennicy stuprocentowych rezerw uważają, że permanentnie dostępne depozyty powinny mieć pełne pokrycie, a środki na kredytowanie powinny pochodzić z umów pożyczkowych z klientami. A zwolennicy rezerw cząstkowych uważają, że środki na kredyty należy również brać z depozytów bieżących. Mówiąc ściślej, banki powinny mieć prawo do tworzenia depozytów wedle własnego uznania (które jest ograniczone pewnymi zewnętrznymi czynnikami).

 

System stuprocentowy oczami jego zwolenników

Co dobrego widzą w systemie stuprocentowego pokrycia jego zwolennicy? Jak widzieliśmy wyżej, skrzydło monetarystyczne optuje za tym rozwiązaniem, ponieważ pozwala rządowi na niemal perfekcyjną manipulację podażą pieniądza i dostosowanie do rekomendowanej polityki pieniężnej. Skrzydło austriackie natomiast jest zafascynowane tą opcją, ponieważ oznacza ona usunięcie swobody kreowania dodatkowych pieniędzy za pomocą uznaniowej decyzji (nowe pieniądze trzeba wydobywać fizycznie, co jest ograniczone technologicznie).

Chociaż uzasadnienie austriackie i chicagowskie jest odmienne, to obydwa mają prowadzić do tego samego makroekonomicznego celu: większej stabilności i eliminacji (lub zmniejszenia) zjawiska cyklu koniunkturalnego. W systemie stuprocentowym austriackim nowy pieniądz jest poddany rygorowi kalkulacji ekonomicznej. Jego wydobycie jest powolne i wpływa w niewielkim stopniu na ceny. Co więcej, to wydobycie i wpływanie nowych pieniędzy (kruszcu) na rynek podnosi ceny bez tworzenia systematycznej bańki. Teoria cyklu koniunkturalnego Hayeka zwraca uwagę na to, że generowanie nowych pieniędzy przez system bankowy przynosi stałe i ciągłe (przez cały okres boomu) zakłócanie stopy procentowej (obniżanie poniżej „naturalnego” poziomu). Efektem tego jest kumulowanie inwestycyjnej „bańki”. W przypadku stuprocentowego pokrycia przyrosty podaży są minimalne i nie prowadzą do takiego systematycznego zakłócenia stopy procentowej (przez banki).

W systemie monetarystycznym pełna kontrola nad podażą pieniądza i stuprocentowa rezerwa oznaczają, że wyeliminowane jest źródło fluktuacji, które z kolei uznają monetaryści: spadki podaży pieniądza. Skoro pieniądz w obiegu równa się ilości wydrukowanego pieniądza i banki nie mogą kreować depozytów ponad pokrycie pieniądzem papierowym, to ilość pieniądza w zasadzie nie może spaść (o ile nie istnieje duży fanklub palenia dużych ilości pieniędzy w piecu). Nie może wobec tego dojść do ogromnej deflacji monetarnej, na przykład takiej, z jaką mieliśmy do czynienia na przełomie lat 1932-1933 (podobnie jak przy stuprocentowym standardzie złota, o ile nie istnieje fanklub rozpuszczania kruszcu w wodzie królewskiej). Podaż pieniądza od początku Wielkiego Kryzysu spadła w ciągu czterech lat o jedną trzecią. Milton Friedman w tym głównie upatruje źródeł głębokości kryzysu (częściowo w przeciwieństwie do Hayeka, dla którego choć spadek podaży pieniądza jest istotny, to równie ważny, albo ważniejszy jest okres fikcyjnego boomu w latach 1921-1929). Irving Fisher w tym czasie sam doświadczył ogromnych strat w swoim majątku, co zresztą poprowadziło go do opowiadania się za standardem stuprocentowym (wcześniej popierał rządowo manipulowany standard złota). Tak traumatyczne doświadczenie jak Wielki Kryzys skłoniło chicagowskich ekonomistów do sympatyzowania z rezerwą stuprocentową.

Jakie są pozostałe korzyści? Na przykład społeczne — banki magazynowe w zasadzie nie mogą upaść poza przypadkami jawnej defraudacji. Nie może dojść do lawinowego upadku każdego z nich. Nie potrzebny jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny, ani ubezpieczenia depozytów. Upadek banku magazynującego nie zagraża innym. Nawet jeśli już do takiej jawnej defraudacji dojdzie, to inne banki nie są zagrożone.

Inaczej wygląda sprawa inflacji. W austriackim stuprocentowym systemie nie występuje dzisiejsza inflacja. Ilość pieniądza przyrasta powoli (wydobycie kruszcu), dużo wolniej niż statystyczne tempo wzrostu gospodarczego. Oznacza to spełnienie normy produktywnościowej, a więc stabilną i powolną deflację cenową: wszystkie dobra i usługi w wolnym tempie spadają (coś w rodzaju współczesnego spadku cen telefonów komórkowych i komputerów).

W systemie monetarystycznym inflacja cenowa może wystąpić, jeśli rząd zwiększa ilość pieniędzy w obiegu szybciej niż wynosi wzrost gospodarczy (co rzecz jasna miało miejsce w historii). Jest to kolejny problem z tym planem — jak ograniczyć problemy polityczne związane z monopolem pieniężnym. Ale nawet jeśli dochodzi do inflacji w tym systemie, to jest w tym jedna zaleta: obywatele widzą, że odpowiedzialny jest rząd i podatek inflacyjny nie może być nazbyt łatwo ukryty. Jego źródło jest oczywiste.

Do zalet systemu stuprocentowego, zarówno austriackiego jak i monetarystycznego, należy dołączyć jeszcze jedną istotną: dramatyczną redukcję długu publicznego i prywatnego. W systemie rezerw cząstkowych kreacja pieniądza przez banki oznacza jednocześnie kreację długu. Konsekwencje tego są jednoznaczne, szczególnie przy istnieniu papierowego pieniądza. Po pierwsze, dochodzi do ogromnego rozrostu sektora państwowego, ponieważ pozwala na to zwiększone finansowanie emisją obligacji (dzisiejsze rekordowe poziomy długu państw są wynikiem rezerw cząstkowych i papierowego pieniądza). Po drugie, dochodzi do wyparcia z rynku finansowania inwestycji indywidualnie gromadzonego kapitału. Głównymi dysponentami kapitału stają się ci, którzy mają możliwość kreowania ogromnej siły nabywczej, czyli właśnie banki z rezerwami cząstkowymi. Korporacje bankowe stają się głównymi decydentami w tych kwestiach, a ich klienci stają się dłużnikami.

Gdyby nie było rezerw cząstkowych, to głównymi decydentami kapitałowymi byliby ludzie osiągający dochody na rynku. Firmy finansowe musiałyby zabiegać o ich zainteresowanie i oferować im odpowiednio oprocentowane papiery wartościowe. Nie nakręcano by spirali zadłużenia. Co ciekawe, bardzo możliwe, że agencje ratingowe byłyby opłacane przez oszczędzających, a nie przez samych dłużników. Rynkiem inwestycyjnym w znacznie większym niż dzisiaj stopniu rządziłyby kaprysy oszczędzających, a nie kaprysy kreujących pieniądze i kredyty.

Stuprocentowy projekt powinien się także podobać keynesistom, którzy szczególnie obawiają się zjawiska „pułapki płynności”, czyli sytuacji, w której nowo wygenerowane przez bank centralny pieniądze nie „wchodzą” na rynek, a są trzymane przez banki z rozmaitych względów.

To w największym skrócie zalety opcji stuprocentowych rezerw w oczach jej zwolenników. Teraz przejdźmy do jej przeciwników.

 

System stuprocentowy oczami jego przeciwników

Podobnie jak szerokie jest towarzystwo „stuprocentowców”, analogicznie jest w przypadku ich przeciwników. Znajdziemy tutaj zarówno opcje „austriackie”, ale również keynesowskie i monetarystyczne. Chociaż różnią się oni zdecydowanie w podejściu do zagadnień pieniężnych, to ich krytyka rezerw stuprocentowych w zasadzie sprowadza się do tego samego, aczkolwiek bardzo uogólnionego przeze mnie, argumentu: „finansowe pośrednictwo” w postaci kreowania depozytów przez banki jest dobre, ponieważ może służyć większemu wzrostowi gospodarczemu.

Argument można by zobrazować w prosty sposób. W systemie stuprocentowego pokrycia depozytów posiadacz dochodu ma trzy opcje na alokację środków pieniężnych: (1) może wydać je na konsumpcję (kupić żywność, pójść do kina etc.), (2) może przeznaczyć je na inwestycję, np. kupno akcji, obligacji, jednostek funduszy inwestycyjnych etc., (3) może nie wydawać pieniędzy, czyli włożyć je do portfela, albo umieścić na depozycie w banku. Ze środkami w portfelu niewiele bank może zrobić (przynajmniej na razie, dopóki nie zdelegalizowano obrotu gotówką), ale ze środkami na depozytach już tak. Zwolennicy stuprocentowej rezerwy są zdecydowanymi oponentami korzystania z tych depozytów z wyżej wymienionych względów. Tymczasem zwolennicy rezerw cząstkowych ripostują: ale przecież te martwe niewydawane pieniądze mogą posłużyć na finansowanie zwiększonego wzrostu gospodarczego (niektórzy zwolennicy rezerw cząstkowych poszerzają ten argument i starają się pokazywać, że rezerwy cząstkowe pozwalają na realizację konkretnego celu makroekonomicznego: na przykład stabilnej inflacji).

Niestety ów cel zwiększonego wzrostu będzie kolidował z celami stawianymi przez „stuprocentowców”. Jeśli bowiem otwieramy drzwi do rezerw cząstkowych, to trzeba się pogodzić z wyparciem indywidualnej akumulacji kapitału na rzecz kreacji depozytów, rosnącymi poziomami długów publicznego i prywatnego, zagrożeniem kryzysami bankowymi, a także możliwością generowania baniek inwestycyjnych. Cóż, jak mawiają słusznie oponenci stuprocentowego pokrycia, bez ryzyka nie ma zysku. Tak też ma być i w wypadku rezerw cząstkowych.

Istnienie rezerw cząstkowych niesie wobec tego ze sobą ogromne zagrożenia jak i potencjalne korzyści. Coś jak z nożami kuchennymi. Mogą być bardzo przydatne, choć zdarzają się wypadki z ich użyciem. Pytanie tylko, czy wypadki są na tyle incydentalne i przez to są na tyle niewielkim kosztem, że rzeczywiście warto z nich korzystać, czy też być może są bombą z odroczonym zapłonem, która niesie za sobą więcej zagrożeń niż korzyści. Uważne wyważenie tych dwóch (zysków i strat) jest przedmiotem sporu stuprocentowców i zwolenników rezerw cząstkowych.

Zwolennicy rezerw cząstkowych widzą istotne korzyści. Te środki, które ludzie trzymają na depozytach w pewnym sensie oznaczają oszczędności, bo ludzie nie wydają ich na konsumpcję. Można by wobec tego z tych środków skorzystać i pokusić się o to, aby PKB bardziej rosło. Teraz oczywiście sprawa się pogłębia, bowiem pojawia się pytanie, czy ta operacja będzie oznaczała zwiększenie realnego wzrostu. Może prowadzić do ogromnego „czasowego niedopasowania” struktury bilansów banków, to znaczy banki będą się finansować „na krótko” (gromadzić i produkować depozyty) po to, aby finansować znacznie dłuższe inwestycje. Depozyty, które posiadają klienci, będą finansować ryzykowne długookresowe inwestycje, co może prowadzić do głębokich makroekonomicznych niestabilności i w efekcie mniejszego długookresowego wzrostu.

Jak na te niebezpieczeństwa odpowiadają obrońcy rezerw cząstkowych? Znowu musielibyśmy się wgłębić w opinie poszczególnych przedstawicieli, a niektórzy z nich mają ze sobą niewiele wspólnego. W skrócie możemy powiedzieć, że zdaniem jednej generalnej grupy (opcja bardziej głównonurtowa) odpowiednie regulacje bankowe i komisje nadzoru zadbają o sprawę i będą w stanie zapobiec pojawianiu się kryzysów i nadużywaniu pozycji banków (najczęściej będą to aktywiści, dla których każda porażka nadzoru oznacza konieczność zwiększenia nadzoru). Zaś zdaniem drugiej grupy (tutaj opcja austriackich zwolenników rezerw cząstkowych) groźba bankructwa i zjawisko konkurencji między bankami na wolnym nieregulowanym rynku będą wymuszały na bankach odpowiednią dyscyplinę (ci najczęściej na przypadki powtarzających się kryzysów bankowych będą reagowali notorycznym szukaniem regulacji rządowych, które wpływały na bankowość).

Warto również dodać jedną szczególną rzecz w kwestii ryzyka finansowego. „Czasowe niedopasowanie” występuje nawet w wypadku rezerw stuprocentowych[1]. I tutaj punkt dla zwolenników rezerw cząstkowych, bowiem nawet jeśli wprowadzimy stuprocentowe pokrycie, to firmy inwestujące i tak będą na przykład gromadzić lokaty dwuletnie, albo emitować papiery wartościowe na kilka lat, z których środki potem przeznaczą na inwestycje bardziej długoterminowe, dziesięcioletnie, trzydziestoletnie etc. Owszem, odpowiadają zwolennicy rezerw stuprocentowych, ale w wypadku braku pełnego pokrycia ten proces jest posunięty znacznie dalej, a ryzyko jest przesunięte na całą gospodarkę i wszystkich uczestników systemu pieniężnego. W wypadku kryzysu „czasowego niedopasowania” aktywów przy rezerwach cząstkowych zagrożony jest praktycznie każdy posiadacz pieniędzy. W wypadku takiego kryzysu przy rezerwach pełnych posiadacze depozytów bieżących mogą być spokojniejsi.

Cała sprawa rezerw cząstkowych jest oczywiście bardziej skomplikowana. Szczególnie, że pominąłem w tym tekście sprawę banku centralnego jako pożyczkodawcy ostatniej instancji, który instytucję rezerw cząstkowych zasadniczo modyfikuje. A ponieważ tekst się robi już zbyt długi, musimy w tym miejscu poprzestać.

 

Podsumowanie: możliwość debaty?

Dyskusja na temat rezerw stuprocentowych została wyłączona z dyskursu w głównym nurcie. Przez lata była obiektem zainteresowań nurtów „podziemnych” (pamiętajmy, że ekonomia keynesowska to też kiedyś był nurt podziemny). Obecny kryzys jest być może szansą na to, aby tę dyskusję ponownie przywrócić. W moim przekonaniu mogą świadczyć o tym dwie rzeczy.

Po pierwsze, często słyszymy od niektórych komentatorów, że jedną z przyczyn kryzysu w 2008 była systematyczna zmiana regulacji bankowych w USA, które poprowadziły do pomieszania „bankowości inwestycyjnej” i „bankowości tradycyjnej”. Często przytacza się tutaj nazwę ustawy Glassa-Steagalla (co jest nota bene wysoce dyskusyjne, ale to nie temat tego tekstu). Zwolennicy nacisku na tę przyczynę kryzysu powinni zdać sobie sprawę z tego, że radykalizacja ich stanowiska prowadzi właśnie do optowania za rezerwami stuprocentowymi. Jeśli bowiem chcemy pójść w skrajność i rzeczywiście oddzielić bankowość inwestycyjną od tradycyjnego gromadzenia depozytów, to plan 100% rezerw wydaje się trafiony. Pytanie, czy to jest rzeczywiście celem.

Po drugie, na stronach Międzynarodowego Funduszu Walutowego ukazał się niedawno roboczy artykuł, w którym autorzy korzystają z formalnego modelu gospodarki USA (tzw. DSGE) i testują założenia planu szkoły chicagowskiej (choć ich plan różni się pewnymi szalenie istotnymi niuansami, na które nie mamy miejsca). Dochodzą przy tym do zadziwiającej dla niektórych konkluzji: tak, Fisher miał rację, przy stuprocentowym pokryciu długi byłyby niższe, wyeliminowano by kryzysy bankowe, a podaż pieniądza mogłaby być kontrolowana, aby spełnić założenia polityki monetarnej. Zwracają oni szczególnie uwagę na to, że współczesne opracowania z zakresu polityki pieniężnej całkowicie pomijają naturę instytucjonalną kreacji pieniądza przez banki (s. 9):

 

(…) pasywa banków nie są makroekonomicznymi oszczędnościami, mimo iż na poziomie mikroekonomicznym mogą tak wyglądać. Oszczędności są stabilną zmienną, więc opierając się w całości na pozyskiwaniu stabilnych oszczędności, banki nie byłyby w stanie inicjować nagłych ekspansji i regresówkredytu, które ciągle obserwujemy w praktyce. Pasywa banków są raczej pieniędzmi, które mogą być tworzone i niszczone natychmiast. Newralgiczne znaczenie tego faktu wydaje się całkowicie zapomniane w większości współczesnej literatury makroekonomicznej na temat bankowości (…)

 

Miejmy nadzieję, że oznacza to możliwość debaty, bo pomysł stuprocentowych rezerw jest co najmniej inspirujący do dyskusji. I nawet jeśli nie zgadzamy się z projektem implementacji takiego rozwiązania, to należy wziąć pod rozwagę istotę wielu argumentów „stuprocentowców”. Nawet jeśli oznacza to radykalną zmianę współczesnego świata i wywrócenie systemu finansowego do góry nogami, czy też być może do góry głową, jeśli do góry nogami jest w sytuacji obecnej.

 


[1] Choć są i tacy ekonomiści (myślę, że da się ich policzyć na palcach dwóch rąk), którzy opowiadają się nie tylko za stuprocentowymi rezerwami, ale również za pełnym „czasowym dopasowaniem” aktywów i pasywów. To znaczy uważają, że jeśli ktoś pożycza od kogoś pieniądze na 2 lata, to nie może zainwestować ich w inwestycję dłuższą niż dwuletnią. Nie mamy tu miejsca na omawianie owego ekscentrycznego podejścia. W skrócie powiem, że ten pomysł przeanalizowany skrupulatnie i poprowadzony do swoich naturalnych konsekwencji rzeczywiście uśmierciłby w zasadzie każdy kredyt, gdyż generalnie rzecz biorąc każdy kredytobiorca pożycza środki „na krótko” i inwestuje „na długo”.

KOMENTARZE

  • @zainteresowani
    Ciekaw jestem reakcji panów nikandera i Rossakiewicza na ten tekst. W szczególności tego pierwszego, jako że niejednokrotni już opluwał Instytut Misesa, w szczególności w odniesieniu do poruszonego tematu.
  • @Zgreed66 19:47:50
    Ponoć zbiera teraz grupę posłów by przegłosować ustawę o spółkach dorazowych. Lobbing obywatelski...
  • Argument teologiczny
    Różnica między zwolennikami rezerwy cząstkowej, a stuprocentowej to przede wszystkim różnica w traktowaniu siódmego przykazania. Jeśli oddaję sąsiadowi samochód na przechowanie (depozyt) to on nie ma prawa go używać. Użycie cudzej własności bez pozwolenia to kradzież. Tak samo jest z pieniędzmi oddanymi do banku na przechowanie (depozyt). Bank pożyczając te pieniądze bez pozwolenia też dopuszcza się kradzieży.

    Inaczej sprawa wygląda z kredytem lub pożyczką. W tym przypadku pożyczony samochód można używać (taki jest cel) , a bank może pożyczyć pieniądze z lokaty komuś innemu. (pobierając od usługi pośrednictwa stosowną opłatę)
  • @Andarian 19:31:47
    Zwróć uwagę na to, że bitcoin jest taką walutą, że w ogóle nie jest możliwe pożyczanie go w systemie rezerwy cząstkowej - kredyty w bitcoinach będą zawsze ze stu procentową rezerwą - i nie potrzeba do tego specjalnych ustaw!
  • @GPS.1965 22:02:39
    Bitcoin jest rozwiązaniem całkowicie bez sensu. Bitcoin może stanowić co najwyżej piramidę finansową. Na początku przywilej emisji przysługuje posiadaczom superkomputerów. A w momencie gdy wygenerowany zostanie ostatni bitcoin nastąpi pęknięcie bańki. Pieniądz którego w ogóle nie przybywa jest bowiem złym pieniądzem. Wymusza niejako na użytkownikach tezauryzację, która jeszcze bardziej wymusza tezauryzację, aż następuje pęknięcie bańki.
  • @Andarian 22:16:10
    Nie rozumiesz idei bitcoina. Zrobię kiedyś o tym notkę i to dokładnie wytłumaczę.

    Waluta, której nie przybywa, podlega deflacji - to jest czasem złe, a czasem dobre. Ale złe jest tylko wtedy, gdy ta waluta jest monopolistyczna, gdy jest jedna, a gdy takich walut jest wiele, to deflacja jakiejkolwiek z nich nie będzie nigdy zła.

    To prawda, że przywilej emisji bitcoina przysługuje tym, którzy mają wydajniejsze komputery - ale wcale nie liczy się tylko wydajność - liczy się stosunek wydajności do kosztów, ale też liczy się ilość innych takich komputerów w Sieci - im więcej takich optymalnych komputerów generujących bitcoiny, tym mniejszy zysk z ich emisji dla każdego z nich. Algorytm jest taki, że nawet jeśli moc komputerów będzie rosnąć nieprzewidywalnie, to tempo sumarycznej emisji będzie ciągle takie samo.

    Ale mniejsza z tym. Istotne jest to, że bitcoin z uwagi na swoją konstrukcję nie może wejść do systemu bankowego z rezerwą cząstkową, kredyty w bitcoinach muszą mieć stu procentową rezerwę i nie można tego zmienić żadną ustawą!
  • bardzo pozytywne opracowanie "wyjściowe" ale
    jest kwestia założeń, które ...mogą okazać się błędne

    tymi założeniami sa:
    1. istnienie państwa, jego władzy
    2. istnienie państwowego pieniądza
    3. istnienie państwowego systemu podatkowego opartego na państwowym pieniądzu

    powyższe wkrótce może stracić swoją aktualność i otworzy się przestrzeń dla wielu systemów wymiany, bardzo wielu i co za tym idzie wielu form pieniądza
    bądźmy dobrej myśli
    na dzisiaj system rezerwy cząstkowej jest całkowicie skompromitowany
    typowa piramida finansowa, która trwa dzięki przymusowi państwowemu
    finansowanemu przez obywateli przez podatek inflacyjny i podatki pieniężne
  • @Autor
    Ciekawi mnie jedna sprawa - czemu wydaje się konieczne wprowadzenie jednolitej regulacji w sprawie rezerw cząstkowych? Czy nie można by było pozostawić decyzji ludziom powierzającym swoje pieniądze bankom, zabezpieczając jedynie to by ludzi ci mieli wiedzę i świadomość na jakiej zasadzie funkcjonuje konkretny bank?
    Czemu zabraniać prowadzenia banku w jakiś konkretny sposób? Czy nie mogłyby obok siebie istnieć zarówno banki działające w oparciu o rezerwę cząstkową jak i banki działające w oparciu o rezerwę 100%? Wtedy ludzie sami dokonaliby wyboru?
    Dziwi mnie, czemu zwolennicy wolnego rynku nie chcą by banki także działały na wolnym rynku, ale uważają że w tej kwestii muszą być koniecznie szczegółówe nakazy i zakazy.
  • @Andarian 19:31:47
    Ciekawe, ale z tego wynika że NAF jest bardzo zbieżny z poglądami monetarystów szkoły chicagowskiej.
    To rząd ma monopol na emisję pieniądza i jego zadaniem jest dostosowanie ilości pieniądza do aktualnych potrzeb.
    To że NAF podaje konkretny sposób na wyznaczanie ilości takiej emisji, to tylko nieistotny szczegół - propagatorzy NAF potwierdzają, że jest to propozycja wymagająca dokładniejszego opracowania.

    Moim zdaniem taka sytuacja dodaje powagi koncepcji NAF.
  • @programista 08:15:01
    Powagi? Nie rozśmieszaj mnie. "Odkryliśmy zagadkę kamienia filozoficznego!!! Ktoś to odkrył przed nami? Tego kogoś opluwamy przy każdej możliwej okazji? Oj nic to i tak jesteśmy zajebiści, a on jest debil."

    Wielokrotnie już pisałem, że ich podejście nie różni się zbytnio od podejścia przykładowo Friedmana. Pisałem też, że Friedman miał dodatkowo pomysł na rozproszenie emisji za pośrednictwem Negative Income Tax.

    Odnośnie "konkretnego" sposobu na wyznaczanie takiej emisji też się niejednokrotnie wypowiadałem. Ich koncepcja także wcale nie jest nowa. Jeśli przyjmujemy pozycje monetarystów jest ona naturalną jej konsekwencją. Rzecz w tym, że pozycja ta opiera się na całkowicie fikcyjnych czynnikach (jak obliczanie prędkości obrotu pieniądza). Co więcej czytając powyższy tekst łatwo zobaczymy, że w obliczu wprowadzenia 100% rezerwy częściowej ich koncepcja staje się już całkowicie bezsensowna. Nie tylko bowiem nie są w stanie określić prędkości obrotu pieniądza, ale nawet nie są w stanie określić aktualnej ilości pieniądza w obrocie.
  • Wątpliwości laika
    Klient banku miałby podjąć decyzję o przekazaniu swoich pieniędzy na kredyt. I ON PONOSIŁBY RYZYKO TEJ OPERACJI. Banki pozostawiłby odsetki od kredytów na wyższym poziomie niż odsetki od lokat a nawet z tego co czytam "banki pobierałyby opłaty za ich przechowywanie". W takim układzie proponowane rozwiązanie jest doskonałe dla banków - zero ryzyka udzielanych kredytów (kapitału) - upadek kredytobiorcy to problem frajera który w umowie przeznaczył swoje depozyty na kredyt dla upadającego. Jeżeli nie przeznaczy to poniesie stratę. Proponowana wizja to nie wprowadzenie rezerw 100% gdzie bank pozostaje przedsiębiorcą który musi się nauginać by zarobić na kredytach i nie stracić na złych kredytach + musi dbać o % by mieć na czym zarabiać udzielając kredytów, tylko mówi "róbta co chceta, wasz biznes, ja tylko żyję z prowizji"
    To rodzi podstawowe pytanie: NA CHOLERĘ MI TAKA INSTYTUCJA BANKOWA? Dlaczego mają istnieć ograniczenia w działalności polegającej na udzielaniu kredytów skoro i tak Ja-Kowalski ponoszę 100% ryzyko albo płacę komuś za to że ma dostęp do moich środków? (upada argument o bezpieczeństwie finansowym - bo takie dla Kowalskiego przestaje istnieć)
    BANKI stają się zwykłymi pośrednikami - pytam dlaczego takim pośrednikiem nie miałby być SKOK albo spółka cywilna "Ja, Józek & Heniek"?
    Proszę o argumentację inną niż kartel bankowy finansujący polityczne koterie.
  • @Baloo 09:25:07
    W tym właśnie rzecz, by bank stał się normalną firmą jak "Ty, Józek & Heniek". Pozbawiając banki możliwości kreowania pieniądza z powietrza likwidujemy przywilej, który daje bankom władzę nad gospodarką. Innymi słowy, w takiej sytuacji nikt nikomu nie miałby powodu zabraniać prowadzenia działalności bankowej. Kwestia tego, czy taki bank jest gotów wziąć na siebie część ryzyka inwestycyjnego stanowiłaby w rzeczywistości główny czynnik konkurencyjności między bankami.
  • @Andarian 09:32:16
    Moim zdaniem robienie skomplikowanych obliczeń i pisanie zawiłych traktatów o rezerwie cząstkowej tylko po to by uzasadnić sens odebrania bankom jednego (choć ważnego, kluczowego) przywileju, jest bez sensu. Bo oponenci zrobią inne wyliczenia, inne traktaty napiszą i nie da się łatwo rozstrzygnąć kto ma rację. Zamiast godzić się na konkurencję teoretyków i ich walkę na traktaty i obliczenia, należy po prostu znieść monopol i pozwolić im konkurować w praktyce. Niech sobie jedni założą sieć banków z walutą opartą o rezerwę cząstkową, inni niech założą sieć banków z walutą opartą o 100% rezerwy, a jeszcze inni sieć banków z systemem islamskim. I niech będzie też wolno rozliczać się w bitcoinach i wszelkich innych walutach. I zobaczymy kto wygra.
  • @GPS.1965 12:40:41
    Nigdy nie kwestionowałem potrzeby konkurencji na rynku walutowym. Problem jednak polega na tym, że banki z rezerwą częściową będą miały zawsze przewagę nad innymi uczestnikami rynku. W myśl prawa Kopernika ich waluty wyprą w obrocie waluty pozostałe. Pozostanie oczywiście kwestia akceptowania odpowiednich walut, a w tym wypadku należy się spodziewać, że obecne banki światowe stworzą wspólną platformę wymiany, czego efektem będzie to, że 99% gospodarki pozostanie przy walutach w systemie rezerwy częściowej. Żeby było jasne. Można ignorować wpływ pojedynczego uczestnika rynku na procesy gospodarcze, ale nie można całkowicie zignorować obecnej wszechwładzy kartelu bankowego. Pisanie o tym, że wolny rynek rozbije kartel bankowy jest mrzonką. Świadczy o całkowitym braku zrozumienia obecnej sytuacji na świecie.
  • @GPS.1965 12:40:41
    Ale fatk, zapomniałem, że Ty jesteś zwolennikiem "kapitalizmu" - czyli hegemonii systemu bankowego.
  • @Andarian 12:57:27
    Zgadzam się, że waluty fiducjarne oparte o rezerwę cząstkową wyprą z obiegu waluty fiducjarne oparte o 100% rezerwę. Ale niekoniecznie wyprą waluty kruszcowe, a już na pewno nie kryptowaluty takie jak bitcoin. Moim zdaniem bitcoin wygra konkurencję nawet w dzisiejszym stanie prawnym. Zniesienie monopolu tylko by przyspieszyło wygraną bitcoina. Zrobię kiedyś notę o bitcoinie i to uzasadnię.
  • @Andarian 12:57:27
    Czy przy jednej walucie byłaby możliwość funkcjonowania obok siebie banków zarówno z rezerwą cząstkową jak i ze 100% rezerwą?

    Przecież bank z rezerwą cząstkową mówi po prostu swoim klientom - to co mi wpłacasz w jakikolwiek sposób to ja, bank wszystko to przeznaczę na udzielane kredyty, poza niewielkim procentem. Jak kliencie zechcesz wypłacić pieniądze to ja bank jakoś je zdobędę, może pożyczę od kogoś innego - a jak nie zdobędę to zbankrutuję.

    Bank z rezerwą 100% mówi klientom - wpłacasz mi pieniądze, to powiedz co mogę z nimi zrobić: czy tylko przechowywać czy też udzielać kredytów.

    Wtedy to ludzie zadecydowaliby by sami jakie rozwiązanie odpowiada im bardziej.
  • @Andarian 13:03:42
    Nie jestem zwolennikiem hegemonii systemu bankowego, tylko uważam, że pieniądz i kredyt, a zatem i system bankowy oraz giełdy na wolnym rynku silnie wpływają na synergiczny efekt wymiany handlowej i produkcji. To są bardzo dobre i pożyteczne instytucje, dzięki którym dobrobyt silnie rośnie, wielokroć szybciej, niż gdyby ich nie było.

    Waluta oparta o rezerwę cząstkową umożliwiająca jej kreacje przez kredyt ma wiele zalet. Ale tak jak wszystko na świecie ma też wady. Istotą zła związanego z obecnym systemem bankowym czy walutowym nie tkwi w nim samym, ale w tym, że jest to system monopolistyczny. Każdy system monopolistyczny wywoła więcej zła, strat, złodziejstwa, korupcji itd... niż dobrego, nawet najlepszy.

    Najdoskonalszy technicznie samochód gdy uzyska monopol na świecie uczyni więcej zła niż dobra, motoryzacja na tym straci, mobilność ludzi się zmniejszy. A zniesienie monopolu wcale nie spowoduje, że ten najdoskonalszy samochód wyprze z rynków inne, mniej doskonałe. Bo inne będą lepsze do innych zastosowań! I tak samo jest z walutą i systemem bankowym!
  • @GPS.1965 13:12:48
    Mylisz się. W momencie postępującego wzrostu cen kruszców ( a ten jest niejako wpisany w rozwijającą się gospodarkę) waluty fiducjarne zawsze wyprą z obrotu każdą inną formę waluty. Złoto, srebro czy nawet bitcoiny będziesz trzymać jako oszczędności, natomiast wydawać będziesz tylko pieniądz fiducjarny. Po pierwsze dlatego, że tylko jego będzie dotyczyć inflacja, po drugie dlatego, że jako pieniądz jednak niepewny będzie starał się mieć go jak najmniej w portfelu na wypadek krachu. Innymi słowy będzie sytuacja taka jak dzisiaj, gdzie wartość złota czy ziemi względem wartości chleba jest niewspółmiernie wysoka, a przyczyną tego jest tylko i wyłącznie pośrednictwo pieniądza fiducjarnego jako środka wymiany.
  • @programista 13:21:58
    Tak masz już w tej chwili. Przykładowo część funduszy akcyjnych stanowi właśnie takie banki z rezerwą 100%. Oczywiście tylko te inwestujące w instrumenty pierwotne. Inwestowanie w instrumenty pochodne to jest już zupełnie inna bajka.
  • @GPS.1965 13:23:29
    Dobrobyt rośnie? Gdzie? Mylisz dobrobyt z postępem technicznym.
  • @Andarian 13:24:05
    Mylisz się. Zły pieniądz wypiera dobry w obiegu, ale gdy jest konkurencja walutowa, gdy nie ma przymusu czy jakichkolwiek preferencji do rozliczania się w tej złej fiducjarnej walucie, to nie będzie ona w obrocie wiecznie - w pewnym momencie po prostu wypadnie z obiegu, bo jej nikt nie będzie chciał przyjmować. Fałszowana, zła waluta kruszcowa zawsze będzie krążyć, bo zawsze jakąś tam wartość ma, waluta fiducjarna może stracić wartość całkowicie do zera - i wtedy nic nie wyprze, bo sama zniknie. Nie zniknie, gdy jest jedyna, gdy nie ma innego pieniądza.
  • @Andarian 13:29:41
    Dobrobyt rośnie w kapitalizmie - tam gdzie jest pieniądz, są waluty, jest giełda, jest system bankowy, jest kodeks handlowy, są spółki itd...
  • @GPS.1965 13:56:28
    I znowu się mylisz. W sytuacji gdy pieniądz oparty jest o dług nie znika on nigdy. Problem z systemem rezerwy częściowej polega na tym, że długu zawsze jest więcej aniżeli pieniądza w obrocie. Co więcej, każdy banknot w obrocie jest zabezpieczony jakimś mienie, pod które został wzięty kredyt. Tym samym nawet całkowita zmiana stosunków własnościowych nie zlikwiduje całości zadłużenia, a dopiero w momencie gdy zabezpieczeniem waluty pozostanie całkowicie niespłacalny dług może nastąpić upadek waluty - tak jak to się zaczyna dziać na świecie w tym momencie. Świat stał się własnością systemu bankowego i wprowadzenie wolnego rynku tego stanu rzeczy nie zmieni.

    Dobrobyt może rosnąć w wielu systemach gospodarczych. Kapitalizm nie jest wyjątkiem. Dobrobyt ma też swoją granicę, określoną przez rozwój technologiczny. Jeżeli zdolność produkcyjna jest wyższa aniżeli tempo rozwoju technologicznego może nastąpić nasycenie dobrobytem. Ten stan akurat w kapitalizmie jest najbardziej dotkliwy. Oznacza on bowiem sytuację, w której jedni mają wszystko, a drugich nie stać na jedzenie. Takie zjawisko nazywa się kryzysem nadprodukcji i świat zachodni z przerwą na wojnę żyje w nim od kryzysu lat 30. Tylko dzięki takim elementom jak sztucznie napędzany przez media konsumpcjonizm, planowe postarzanie produktów, wyścig zbrojeń i lokalne konflikty na zachodzie nie było do niedawna masowego bezrobocia i głodujących na ulicy ludzi.
  • @GPS.1965 13:57:51
    Dodatkowo polecam sobie porównać trzy tabelki:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wska%C5%BAnik_Wolno%C5%9Bci_Gospodarczej

    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_%28real%29_growth_rate

    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_%28PPP%29_per_capita

    Nijak to nie przystaje do Twojej wiary w "kapitalizm". Oczywiście zaraz przedstawisz argument, że kapitalizmu nigdzie nie ma, bo wszędzie są monopole walutowe, ale monopole walutowe były w tej czy innej formie od zarania cywilizacji. Nie można więc mówić o systemie, w którym nie ma monopolu walutowego z jakimkolwiek przekonaniem, ponieważ nie jest ono w żaden sposób weryfikowalne.
  • @Andarian 14:17:33
    " W sytuacji gdy pieniądz oparty jest o dług nie znika on nigdy"

    Czy można prosić o dokładne wyjaśnienie tej kwestii?
    Wydaje mi się jako laikowi, że np. gdy pożyczam z banku wykreowane 100 zł na rok, oprocentowane 10%, w ratach to najpierw spłacam wartość należnego procentu (czyli 10zł) który to procent pożyczkodawca traktuje jako zysk i może coś kupić ode mnie za tę kwotę. Gdy zwracam to co jest ponad oprocentowanie (czyli pozyczone 100 zł) to ta kwota jest niszczona (podobnie jak wcześniej była wykreowana).
  • @programista 15:14:05
    Bank wykreował z 10 zł depozytu 100 zł kredytu. Łączny koszt kredytu wynosi 120 zł. 20 zł odsetek zamienia się w depozyt banku, a ty nadal jesteś dłużny 100 zł. Jeśli nawet bank przekaże Ci cały depozyt w ramach wynagrodzenia za Twoją pracę to i tak braknie 70 zł żebyś mógł spłacić kredyt. Jedynym rozwiązaniem jest, by bank z tych 30 zł (twoje odsetki i depozyt) depozytu rozdał kredyt na 300 zł.
  • @Andarian 15:36:37
    Ale jak wziąłem 100 zł kredytu i spłaciłem 20 zł odsetek to zostaje mi nadal 80 zł. Jeżeli w ramach wynagrodzenia za pracę otrzymam od banku kwotę jaką wpłaciłem na odsetki czyli 20 zł to mam wtedy całe 100 zł kredytu które mogę zwócić do banku.
  • @programista 15:59:57
    No ok, masz rację. To oczywiście pod warunkiem, że bank zechce Ci zapłacić 20 zł. Zwróć uwagę na to, że bank nie tylko decyduje o tym, czy przyznać Ci kredyt, ale także czy będziesz w stanie ten kredyt spłacić.
  • @Andarian 14:17:33
    > W sytuacji gdy pieniądz oparty jest o dług nie znika on nigdy.

    Gdy waluta fiducjarna straci całkowicie na wartości, to będą przyjmować ją w rozliczeniach tylko ci, którzy mają w niej dług i będą jej mogli użyć tylko do spłacenia tego długu - a ci, którzy odzyskają ten dług będą mogli jej już tylko użyć jako podpałki albo do podtarcia, bo nic z nią innego nie zrobią, bo nikt jej nie przyjmie w rozliczeniach. W ten sposób waluta zniknie całkowicie i być może zostaną jeszcze w niej długi, ale one już nigdy nie będą możliwe do spłacenia - tych długów też nikt nie kupi, a więc całkowicie wyjdą z obrotu.

    Zły pieniądz wypiera dobry z obiegu, bo ludzie chcą go jak najszybciej wydać, ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy inni go zechcą przyjąć. Gdy nikt już nie będzie tego pieniądza chciał przyjąć, to on wyjdzie całkowicie z obiegu i żadne w nim długi nie będą w stanie tego zmienić.
  • @Andarian 22:16:10
    Niedokładnie tak. Przyrost jest szeregiem geometrycznym, więc nie będzie 'ostatniego bitcoina'. Ale rzeczywiście jest to piramida finansowa. Ci, którzy byli na początku zyskują na wzroście wartości waluty, która w naturalny sposób ulega aprecjacji.
  • @Jerzy Wawro 22:20:18
    Istnieje natomiast granica ilości bitcoinów (iloraz mniejszy od 1). Tym samym od pewnego momentu dalsza ich generacja będzie całkowicie pozbawiona sensu ekonomicznego.
  • @Andarian 23:33:22
    Nie, ponieważ bitcoiny nie dzielą się na jednostki, tylko są wyrażane liczbą rzeczywistą.
  • @Jerzy Wawro 01:29:09
    Ale granica ciągu wynosi 21 milionów.
  • @Andarian 09:08:15
    No i co z tego?
    Dzisiaj jest sobota.
    Prędkość światła w teorii względności jest stała.
    Itp... itd....
  • @
    Przy okazji odniosę się do meritum (dopiero teraz skończyłem czytać tekst).
    Myślę, że Autorowi nie udało się przedstawić najważniejszych zalet i wad rezerwy cząstkowej.
    1. Kluczowym argumentem za obecnym systemem nie jest sama dynamika inwestycji, o której on wspomina, ale związane z tymi inwestycjami ryzyko. Rozwój nowych technologii znacząco podniósł to ryzyko. Informatyka rozwinęła się w USA m.in. dlatego, że tam wytworzono mechanizmy jej finansowania. Przyjmuje się, że tylko 1 na 10 projektów w nowych technologiach kończy się sukcesem. Jeśli finansuje się je pieniędzmi wykreowanymi "z niczego", to łatwiej o takie decyzje inwestycyjne. Kryzys nie wziął się z samego wzrostu ryzyka, ale stąd, że te zasady zostały rozciągnięte na świat finansów.
    2. Argumentem obalającym obecny system (mocnym i nie do obrony) jest możliwość i konieczność wprowadzenia standardu produktywności o którym wspominam w swojej notce: http://netsociety.nowyekran.pl/post/72826,pieniadz-przyszlosci-3-standard-produktywnosci
    Argumenty "Austriaków" są przestarzałe i przez to pozbawione mocy. Standard złota jest sposobem powiązania pieniądza z towarem. Ale w dobie powszechnej komputeryzacji nie musi się to odbywać poprzez przyjmowanie przez część towaru roli pieniądza. Zarówno zwolennicy parytetu gospodarczego (Jacek Rossakiewicz) jak i zwolennicy pieniądza barterowego mają sporo racji - ich poszukiwania idą moim zdaniem w dobrym kierunku. Błądzić zaczynają, gdy przyjmują punkt widzenia monetarystów. Monetaryzm (czyli przekonanie, że polityka gospodarcza może zostać zredukowana do polityki pieniężnej uzupełnionej polityką podatkową) to jest jedno z najgłupszych idei ludzkości. I to stanowi sedno błędu współczesnej ekonomii. Wyjście z obecnego kryzysu prowadzi przez powrót do realnej gospodarki, a emisja pieniądza powinna być traktowana jako wynik, a nie środek prowadzący do tego celu. To przesądza o racji przeciwników rezerwy cząstkowej, bo z nimi można się dogadać co do demokratyzacji emisji (wiele emitentów).
  • pomysł na ośmieszenie lewactwa i populistów pseudo-prawicowych
    przepraszam, że trochę nie na temat, ale jednak wklejam to tu ...:)

    Proponuje założyć partię, która ośmieszy lewactwo parodiując ich własne pomysły.

    Sprawiedliwa Społecznie Antyklerykalnie Postępowa Gejowsko-Feministyczna Partia Poprawności Politycznej

    Przy okazji kilku miłośników palikota może niechcący oddać na nią swój głos nie wiedząc, że to żart.

    Kilka „złotych” postulatów jej programu:

    zakaz prezentowania krzyża w jakimkolwiek miejscu publicznym oraz konsekwentnie: zdjęcie korony z głowy orła. Skoro państwo laickie oznacza, że krzyża nie może być w Sejmie, to ustrój republikański oznacza, że w godle państwowym nie może być symboli monarchii

    Nacjonalizacja banków, kopalni, telekomunikacji, piekarni, dyskotek oraz Facebooka

    obowiązkowa edukacja seksualna od zerówki z uwzględnieniem „możliwości internetu” i szczególną promocją bardziej postępowych zachowań seksualnych niż tradycyjne heteroseksualne współżycie

    Intensyfikacja walki z globalnym ociepleniem. Powołanie urzędu który będzie dążył do utrzymania na ziemi optymalnej temperatury, której wysokość ustalą obywatele w referendum. Pomoc państwa postępowym korporacjom produkującym „zieloną” energię finansowana przez obciążenie podatkami złych korporacji paliwowych

    obowiązkowa parada gejowska i dzień wolny od pracy tego dnia. Koszty parady ma pokrywać w 50% państwo a w 50% parafia katolicka na terenie której się odbywa przemarsz w ramach odszkodowania za wieki prześladowań gejów przez kościół katolicki

    powołanie nowych urzędów i zwiększenie zatrudnienia w istniejących w celu walki z bezrobociem, aż do osiągnięcia „zero bezrobocia”. W razie konieczności zatrudnienie wszystkich bezrobotnych w urzędach pracy.

    Tablet, iphone i napój energetyczny dla każdego dziecka na koszt państwa. Dla dziewczynek dodatkowo wiertarka w ramach walki ze szkodliwymi stereotypami płciowymi.

    program inwestycji publicznych w celu walki z kryzysem. Pieniądze pozyskane z podwyższenia podstawowej stawki VAT do 50% będą przeznaczone jako pomoc finansową państwa dla godnych zaufania firm wybranych przez odpowiednie komitety działające przy właściwych ministerstwach. Utworzenie okręgów przemysłowych w Łodzi i Piotrkowie oraz doliny krzemowej w Opolu.

    wstrzymanie reprywatyzacji, bo „własność to kradzież”. Nakaz zwrotu oddanych dworków, pałacyków, kamienic i przeznaczenie ich na siedziby nowych urzędów państwowych.

    Możliwość wywłaszczenia bez odszkodowania w przypadku konieczności realizacji na danym terenie inwestycji „pożądanej społecznie”

    Stworzenie Urzędu Dobrego Stylu, który ma pomagać milionom Polaków, którzy co roku padają ofiarą szybko zmieniającej się mody.

    Całkowite odejście od rzymskiej barbarzyńskiej zasady „chcącemu nie dzieje się krzywda” i powołanie Rzecznika Ochrony Obywatela Przed Nim Samym, który będzie opracowywał listę rzeczy zakazanych. Skoro narkotyki są nielegalne bo szkodzą zdrowiu, należy również zakazać alkoholu, papierosów, fast foodów, napojów gazowanych i skoków na bungee.

    Całkowity zakaz posiadania wszelkiej broni

    99,9% podatek dochodowy dla najbogatszych oraz podatek od deskorolek, z wyłączeniem tzw. longboardów, gdyż są trendy

    parytety dla kobiet, gejów, dyslektyków, żydów, ateistów, deistów, protestantów, karłów, ludzi z nadwagą, anorektyczek, niepełnosprawnych, rudych, cyklistów, masonów

    finansowanie przez państwo zabiegu in vitro, aborcji, powiększania piersi, odsysania tłuszczu i zmiany płci

    minimalna płaca 10.000 zł miesięcznie, a także likwidacja umów „śmieciowych” poprzez obowiązek zatrudniania na umowę na czas nieoznaczony z 5 letnim okresem wypowiedzenia

    aborcja „na żądanie” do chwili porodu – konsekwentnie skoro płód to „zlepek komórek” to przecież nie można prawa kobiet ograniczać arbitralnie ustalając jakąś ilość tygodni od poczęcia.

    małżeństwa homoseksualne, a także poligamiczne ale tylko dla kobiet chcących się z wieloma mężczyznami związać. Żeby zrównoważyć wieki patriarchalnego wyzysku kobiet w społeczeństwach, gdzie praktykowano wielożeństwo

    spalenie wszystkich esbeckich teczek (za wyjątkiem tych posiadanych w rękach prywatnych) i likwidacja Instytutu Pamięci Narodowej

    kolejny państwowy kanał telewizji publicznej oraz publiczny tabloid plotkarski i abonament który ma go finansować

    zastąpienie Trybunału Konstytucyjnego przez prawdziwie demokratyczny mechanizm – o zgodności z konstytucją będzie każdorazowo decydować ogól obywateli poprzez referendum

    demokracja to promocja różnorodności – wprowadzenie 500 mandatowych okręgów wyborczych

    Likwidacja ograniczenia możliwości zadłużania państwa – nie można wiązać rąk ludowi

    pełna natychmiastowa integracja UE – zastąpienie złotówki przez euro

    neutralność światopoglądowa państwa nie oznacza, że państwo nie powinno promować tolerancji – obowiązkowa nauka tolerancji oraz „gender studies” w każdej szkole

    obowiązkowa edukacja publiczna do 26 roku życia. Likwidacja niebezpiecznych społecznie niekontrolowanych przez państwo prywatnych szkół

    Zapisanie w konstytucji zasady „prymatu kolektywu nad jednostką” i interpretacja wszelkich przepisów w tym duchu

    wprowadzenie do kodeksu karnego zbrodni „mowy nienawiści” oraz „myśli nienawiści”

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Budujemy mosty dla pana starosty

    Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930