Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

W obronie spekulanta

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Demagodzy i ich naśladowcy pomstują przeciw spekulantom, zamiast traktować ich z uznaniem. Tymczasem zakaz spekulowania żywnością ma taki sam wpływ na społeczeństwo jak na wiewiórki niemożność gromadzenia orzeszków na zimę — prowadzi do klęski głodu.

 

„Zabić spekulanta!”. Okrzyk ten słyszymy za każdym razem, gdy doświadczamy klęski głodu. Wznoszony przez demagogów, którym ochoczo wtórują masy ekonomicznych analfabetów, przekonanych, że spekulanci, podnosząc ceny żywności, sprowadzają na ludzi śmierć głodową. Ten rodzaj myślenia, albo raczej „niemyślenia”, jest winny sytuacji, w których dyktatorzy wprowadzają karę śmierci dla handlarzy podnoszących ceny żywności w czasie klęski głodu. I to wszystko bez choćby cienia sprzeciwu ze strony tych, którzy są zwykle tak bardzo zatroskani o wolność i prawa obywatelskie.

Jednak, tak naprawdę to spekulanci zapobiegają klęskom głodu, a nie je wywołują. I to właśnie dyktatorzy, dalecy od troski o życie obywateli, dźwigają największy ciężar odpowiedzialności za powodowanie głodu. A zatem trudno sobie wyobrazić większą niesprawiedliwość niż ta powszechna nienawiść do spekulantów. Jest ona uderzająca, gdy uświadomimy sobie, że spekulant kupuje i sprzedaje towary w nadziei na zysk, i jak mówi stare powiedzenie, próbuje „kupić tanio i sprzedać drogo”.

Jednak, co łączy kupowanie po niskich cenach, sprzedawanie po wysokich i osiąganie dużych zysków z ratowaniem ludzi przed głodem? Najlepiej wytłumaczył to Adam Smith za pomocą swojej doktryny „niewidzialnej ręki”. Głosi ona, że:

Każdy człowiek stara się ulokować swój kapitał tak, by przynosił jak największy zysk. Zasadniczo ani nie ma on zamiaru wspierać interesu publicznego, ani też nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo go wspiera. Własne bezpieczeństwo i zysk to jedyne, co ma na uwadze. Jak gdyby jakaś niewidzialna ręka prowadziła go, by wspierał cel, którego wcale wspierać nie zamierzał. Doglądając własnych interesów, często wspiera interesy społeczeństwa skuteczniej, niż gdyby naprawdę zamierzał je wspierać[1].

Tym samym skuteczny spekulant, działając samolubnie, we własnym interesie, wspiera dobro ogółu w ogóle o nim nie myśląc.

Po pierwsze, spekulant łagodzi skutki głodu, ponieważ gromadzi żywność w czasach dobrobytu, kierując się własnym zyskiem. Kupuje i magazynuje żywność na wypadek, gdyby nadeszły czasy niedoboru żywności, co daje mu możliwość sprzedawania po wyższych cenach. Skutki takiego działania są dalekosiężne. Dla reszty społeczeństwa jest to sygnał, że należy pójść w jego ślady. Konsumenci rozumieją, że muszą jeść mniej i więcej oszczędzać, z kolei importerzy muszą więcej importować, rolnicy zwiększyć plony z upraw, budowniczowie wznosić więcej magazynów, a hurtownicy magazynować więcej żywności. Zatem za sprawą nastawionej na zysk działalności spekulanta, który wypełnia doktrynę „niewidzialnej ręki”, w latach dobrobytu gromadzi się więcej żywności, niż gromadziłoby się bez działalności spekulanta i tym samym łagodzi się skutki przyszłych lat chudych.

I tak jednak rozlegną się głosy sprzeciwu, że owe pozytywne skutki nastąpią tylko pod warunkiem, że spekulant nie pomyli się w swojej ocenie przyszłej sytuacji. A co, jeśli się myli? Co jeśli spodziewa się lat dobrobytu — i sprzedając, zachęci pozostałych do pójścia w jego ślady — po czym nadejdą lata chude? Czy w takim wypadku poniesie odpowiedzialność za zaostrzenie głodu?

Tak. Jeśli spekulant się pomyli, spadnie na niego odpowiedzialność za poważne szkody. Działają jednak potężne mechanizmy, które eliminują niekompetentnych spekulantów. Tym samym, niebezpieczeństwo, które reprezentują i szkody, które wyrządzają, mają charakter bardziej teoretyczny niż realny. Spekulant, którego przypuszczenia są błędne, poniesie dotkliwe straty finansowe. Drogi zakup i tania sprzedaż to zjawisko, które być może źle ukierunkowuje gospodarkę, ale za to na pewno sieje spustoszenie w portfelu spekulanta.

Nie można oczekiwać, że spekulant będzie zawsze prognozował bezbłędnie, jednak, jeśli myli się częściej, niż ma rację, to straci swój kapitał, a tym samym i pozycję, dzięki której jego błędy mogłyby doprowadzić do zaostrzenia głodu. Te same działania, które szkodzą społeczeństwu, automatycznie szkodzą też spekulantowi, który nie będzie chciał w nie brnąć. Dlatego też nie powinno dziwić, że spekulanci, w jakichkolwiek czasach by nie działali, rzeczywiście są bardzo skuteczni, a co za tym idzie, przynoszą korzyści gospodarce.

Porównajmy teraz działalność spekulantów z działalnością agencji rządowych, które przejmują od spekulantów zadanie stabilizacji rynku spożywczego. One również starają się zapobiegać sytuacji, w której gromadzi się zbyt mało lub zbyt dużo żywności. Jednak, jeśli się mylą, to nie zadziałają żadne mechanizmy eliminujące. Pensja pracownika rządowego nie wzrasta, ani nie maleje w konsekwencji jego przedsięwzięć spekulacyjnych. Ponieważ urzędnik ani nie traci, ani nie zyskuje własnych pieniędzy, troska, z jaką biurokraci przystępują do spekulacji, pozostawia wiele do życzenia. Precyzja w pracy biurokratów nie zwiększa się automatycznie i nie jest to postępujący proces jak w przypadku prywatnych spekulantów.

Często słyszy się głosy sprzeciwu, że spekulanci wywołują wzrost cen żywności. Gdyby jednak dokładnie przeanalizować ich działalność, nasunie się wniosek, że głównym skutkiem ich działalności jest raczej stabilizacja cen.

W latach dobrobytu, kiedy ceny żywności są niespotykanie niskie, spekulant kupuje, czyli eliminuje część żywności z rynku, co tym samym powoduje wzrost cen. W następujących latach chudych ta przechowywana żywność trafia na rynek, więc ceny spadają. Rzecz jasna, żywność w czasach głodu jest droga, a spekulant sprzedaje ją po cenie wyższej niż cena zakupu, jednak nie jest tak droga, jak miałoby to miejsce bez działalności spekulanta. (Należy pamiętać, że spekulant nie odpowiada za niedobory żywności, które zazwyczaj są rezultatem nieurodzaju czy też innych klęsk bądź naturalnych, bądź wywołanych aktywnością człowieka).

Działalność spekulanta wyrównuje poziom cen żywności. W czasach dobrobytu, kiedy ceny żywności są niskie, spekulant, wykupując i gromadząc żywność, prowokuje wzrost cen. W latach chudych, kiedy ceny żywności są wysokie, spekulant wyprzedaje żywność, co powoduje spadek cen. On sam czerpie z tego zysk i bynajmniej nie jest to podłość — wręcz przeciwnie, spekulant wyświadcza społeczeństwu ważną przysługę.

Jednak demagodzy i ich naśladowcy pomstują przeciw spekulantom, zamiast traktować ich z uznaniem. Tymczasem zakaz spekulowania żywnością ma taki sam wpływ na społeczeństwo jak na wiewiórki niemożność gromadzenia orzeszków na zimę — prowadzi do klęski głodu.


[1] Adam Smith, An Inquiry into the Nature and Causes of the Wealth of Nations (New York:  Random House, 1973), s. 243, parafraza.

 

 

 Autor: Walter Block

Tłumaczenie: Luiza Bielińska

 

KOMENTARZE

  • kolega chyba pomylił epoki
    Nie wiem czy mam się zwrócić do autora artykułu, czy autora wpisu na tym blogu - ale kolega pomylił co nieco epoki.

    Mało tego, pomylił spekulację z oszczędzaniem!

    Jaki sens ma pisanie dzisiaj, w XXI w. - o spekulacyjnym gromadzeniu żywności - czyli OSZCZĘDZANIU - kiedy spekulacja z oszczędzaniem DZISIAJ NIE MA NIC WSPÓLNEGO!!!

    Co to ma niby być??!! Lekcja czego i dla kogo?

    Dzisiaj spekulanci koncentrują się na GPW, którą należałoby zaorać z zupełnie innego powodu.

    I dzisiaj nikt już nie oszczędza - wszystkim się wydaje, że nie trzeba oszczędzać, bo można wziąć kredyt - a teraz wielkie zdzwienienie, że kryzys.

    ŻYCIA nie da się oszukać - jakikolwiek rozwój czy kredyt możliwy jest TYLKO dlatego, że istnieją zaoszczędzone (neskonsumowane jeszcze) towary.

    Dzisiaj spekulanci nie mają nic wspólnego z gromadzeniem czegokolwiek - i dlatego nie należy im się żadne uznanie - tylko potępienie za branie udziału w kraowaniu pieniądza z powietrza.

    Spekulacji jednak nie należy zakazywać - należy zlikwidować mechanizm giełdowy czyli wyznaczanie kursu instrumentów finansowych - to wystarczy aby odebrać instrumentom finansowym cechę pieniądza - i giełda stanie się nieszkodliwa.

    Podsumowując - Dzisiaj spekulacja to godne pogardy zajęcie - i nie ma nic wspólnego ze spekulantami żywności, o których pisze autor.

    Pytam więc - po co ten nieaktualny wpis???
    Chyba tylko po to, żeby ZRAZIĆ ludzi do wolnościowych poglądów.
  • @Freedom 10:14:46
    Nie zgadzam się. Oszczędzanie to jest gromadzenie dobra, które sami produkujemy , lub jego ekwiwalentu w postaci pieniądza po to aby go skonsumować w przyszłości. Tutaj akurat przykład wiewiórek jest adekwatny, a nie w stosunku do spekulacji.
    Spekulacja to handel. Zakup dóbr w celu późniejszego odsprzedania z zyskiem.Czy to będą akcje na GPW czy żywność ( też może być na giełdzie) czy cokolwiek innego.
  • @prawi co wiec 11:56:22
    > Nie zgadzam się.

    Z czym?

    > Spekulacja to handel.

    To po co nam dwa słowa, skoro to jest jedno i to samo?
    Wedle tych słów każdy kupiec, sklepikarz czy handlarz - to spekulant.

    Ja widzę bardzo wyraźnie różnicę pomiędzy normalnym handlem a spekulacją - zarówno tą opisaną we wpisie - jak i współczesną, giełdową spekulacją.
  • @Zgreed66 12:20:36
    Nie, nie w moim rozumieniu słowa spekulant.
    I na pewno nie zależy to od tego czy wziąłeś kredyt w CHF czy w innej walucie.

    Spekulacja jako zjawisko godne pogardy - zależy od motywacji.
    (i podkreślam, że NIE uważam, że spekulacja powinna być zakazana prawnie)

    W przypadku kupna mieszkania - to czy jesteś spekulantem czy nie - zależy od tego, czy kupujesz mieszkanie bo potrzebujesz mieszkania - czy nie potrzebujesz a kupujesz je tylko po to, żeby je zdjąć z rynku po korzystnej cenie - licząc, że za jakiś czas sprzdaż je drożej.

    (być może tym samym ludziom, którym sprzątnąłeś je wcześniej sprzed nosa - bo popyt spekulacyjny podbija ceny - a im było NAPRAWDĘ potrzebne, żeby w nim mieszkać - i Twój zysk będzie opłacony ich stratą, bo zamiast cieszyć się własnym mieszkaniem i zarabiać na inne dobra - muszą dalej tyrać na to samo mieszkanie)

    To jest dla mnie istota współczesnej spekulacji - (w przeciwieństwie do tej opisanej w komentowanym wpisie, której istotą było wg autora gromadzenie zapasów żywności) - WZBOGACENIE SIĘ czyimś kosztem - a nie uczciwą pracą, na drodze normalnej wymiany handlowej.

    Na uczciwej pracy bogacimy się wszyscy - bo pracą powiększamy dostepne bogactwo.
    Spekulacja to zawsze jest zysk/strata jednych - kosztem/na rzecz innych - dlatego nie jest to zajęcie godne uznania.
  • @Freedom 12:38:43
    "W przypadku kupna mieszkania - to czy jesteś spekulantem czy nie - zależy od tego, czy kupujesz mieszkanie bo potrzebujesz mieszkania - czy nie potrzebujesz a kupujesz je tylko po to, żeby je zdjąć z rynku po korzystnej cenie - licząc, że za jakiś czas sprzdaż je drożej."

    czyli wg Ciebie kazdy , kto kupuje jakiekolwiek dobro (w tym przypadku mieszkanie) po to, aby sprzedać z zyskiem to spekulant.
  • @Freedom 10:14:46
    Taaaak... poziom odkrywczości porównywalny z tekstami pana Rybińskiego. Truizmy...
    Ale Pańska interpretacja oszczędzania - też mi nie leży...-:)
    Jęsli wyprodukuję jedzenia tyle, ile potrzebuję - i go nie skonsumuję - to nie jest kreowanie wzrostu - lecz początek choroby. I wątpię, izby lekarze rozwinęli medycynę na takich "przypadkach".
    Istota wzrostu nie leży w ograniczeniu spożycia - lecz odwrotnie - w produkcji nadwyżek.
    Ale ja - czegoś takiego - oszczędnością nie nazywam.
  • @prawi co wiec 12:46:19
    > czyli wg Ciebie kazdy , kto kupuje jakiekolwiek dobro (w tym przypadku
    > mieszkanie) po to, aby sprzedać z zyskiem to spekulant.

    Tak - pod warunkiem, że rozumiemy różnicę pomiędzy normalnym handlarzem a spekulantem.

    Handlarz, sklepikarz - to nie jest spekulant.

    Więc powiedziałbym trochę inaczej:

    Każdy kto kupuje jakiekolwiek dobro po to, aby WSTRZYMAĆ się z jego sprzedażą (aby opóźnić jego sprzedaż) licząc na to, że z czasem WARTOŚĆ tego dobra będzie wyższa niż w chwili kupna - jest spekulantem.

    I powtarzam! - NIE należy tego zakazywać.
  • @BTadeusz 13:14:29
    > Istota wzrostu nie leży w ograniczeniu spożycia - lecz odwrotnie - w
    > produkcji nadwyżek.

    Ma Pan poniekąd rację, tzn. że ograniczanie spożycia to nie jest wzrost. Ale tylko w tym, ponieważ:

    1. Istota wzrostu leży w zwiększaniu efektywności ludzkiej pracy - stąd sie bierze nadwyżka, czyli zwiększona produkcja.

    2. A jest to możliwe TYLKO dzięki istnieniu zaoszczędzonych (nie skonsumowanych jeszcze) towarów.

    Bo istotą oszczędzania (gromadzenia nieskonsumowanych dóbr) jest to, aby NIE MUSIEĆ tego wypracowywać (na to pracować), żeby to posiadać, skonsumować.
  • @Freedom 13:31:19
    Własnie o to sie sprzeczamy od pierwszego dnia.
    Inaczej rozumiemy tę oszczędność.
    Ja uważam, że istotę oddaje wyprodukowanie czegoś dla kogoś - więcej, niż na własne potrzeby.
    I że mogę to przekazać natychmiast, a nie z jakimś opóźnieniem.
    I to jest rozwój.
    Świadomy i celowy.
    I jeśli tak będzie postepować znacząca liczba osób, to rozwój nastąpi.
    Wcale nie jest uwarunkowany odmawianiem sobie konsumpcji.
    A ewentualny pieniądz - nie warunkuje rozwoju.
  • @Zgreed66 13:33:48
    > Dlaczego ludzie brali kredyt w CHF?

    To, że każdy chce kupić jak najkorzystniej - to normalne - i nie ma nic wspólnego ze spekulacją :)

    Spekulacja zaczyna się wtedy, kiedy nie kupuję bo czegoś potrzebuję albo na handel - tylko kupuję jakieś dobro, żeby je przetrzymać, licząc na zmianę sytuacji i wzrost wartości z czasem.

    CHF to pieniądz - a nie dobro. A my przecież mówimy o kupnie mieszkania :)


    > spekulat w perfidny sposob wyciąga na wierzch błędną politykę
    > rządzących ;)

    Toć mówię, że nie należy tego zakazywać - a ocena działalności spekulanta nie powinna być kwestią prawa państwowego - tylko prywatną.

    I zaznaczam, że w mojej wizji państwa nie ma czegoś takiego jak błędna polityka gospodarcza - bo państwo nie ma prawa regulować gospodarki - tylko ma gwarantować ludziom dobrowolność i uczciwość relacji.

    Więc ta korzyść ze spekulantów odpada w normalnym kraju :)
  • @BTadeusz 13:49:59
    Pełna zgoda.

    Nie wiem zatem o co chce się Pan ze mną sprzeczać - ale jestem pewien, że to nieporozumienie.

    Np. nieporozumienie co do słowa oszczędności - które w odniesieniu do pojedynczego człowieka rzeczywiście odnosi się do konsumpcji zgromadzonych oszczędności w przyszłości - ale w odniesieniu do gospodarki oszczędności odnoszą się do konsumpcji oszczędności "na bieżąco" - to oczywiste.

    Tak jak dla jednego człowieka narodziny i śmierć następują w odstępie czasowym - a patrząc na całe społeczeństwo wiemy, że codziennie się ludzie rodzą i umierają - równolegle.

    I jedno drugiemu w żaden sposób nie przeczy - ani niczego nie zmienia.


    Wnioskuję, że chodzi właśnie o to nieporozumienie, po tym Pana zdaniu:
    > I że mogę to przekazać natychmiast, a nie z jakimś opóźnieniem.
  • @Freedom 14:06:58
    Ja się chcę sprzeczać?!?!?!!?
    -:)))))))))))))))))))
  • @Freedom 13:17:40
    "Każdy kto kupuje jakiekolwiek dobro po to, aby WSTRZYMAĆ się z jego sprzedażą (aby opóźnić jego sprzedaż) licząc na to, że z czasem WARTOŚĆ tego dobra będzie wyższa niż w chwili kupna - jest spekulantem.

    I powtarzam! - NIE należy tego zakazywać."

    zgadzam się. dlaczego więc chcesz zakazać funkcjonowania giełd papierów wartościowych? Czy inwestor kupujący akcje długoterminowo jest większym spekulantem od day-tradera?
  • @prawi co wiec 14:20:22
    > dlaczego więc chcesz zakazać funkcjonowania giełd papierów
    > wartościowych?

    Nie ze względu na spekulantów!

    Chcę zliwkidować mechanizm giełdowy - a więc zakazać wyznaczania kursu "papierów wartościowych" - dlatego, że on powoduje, iż emisja instrumentów finansowych jest w praktyce kreacją pieniądza.

    Giełda nie sobie będzie, niech sobie spekulanci kupuja "papiery wartościowe" - ale BEZ WYZNACZANIA KURSU.

    Brak kursu odbiera instrumentom finansowym cechę pieniądza - i tylko o to chodzi - o zakaz kreacji pieniądza.
  • @Freedom 12:38:43
    >W przypadku kupna mieszkania - to czy jesteś spekulantem czy nie - zależy od tego, czy kupujesz mieszkanie bo potrzebujesz mieszkania - czy nie potrzebujesz a kupujesz je tylko po to, żeby je zdjąć z rynku po korzystnej cenie - licząc, że za jakiś czas sprzdaż je drożej.

    Nie bardzo rozumiem Twoje stanowisko.
    Jeżeli spekulant kupuje wtedy kiedy jest tanio a sprzedaje kiedy jest drogo, to wykonuje pożyteczną pracę.
    O tym właśnie jest ten tekst. I to jest prawda.
    Ta praca jest pożyteczna dlatego, bo niska cena oznacza, że ilość towaru jest zbyt duża w stosunku do popytu, wyższa cena odwrotnie.
    Zdejmując towar z rynku kiedy jest go za dużo i wprowadzając kiedy jest go za mało niweluje różnice w cenach i naprawia błędy producentów.
    Tak, bo wyprodukowanie czegoś, w ilości która jest zbyt duża i stosunku do popytu jest błędem.
    Gdyby spekulanci nie zdjęli tej nadwyżki z rynku, to ceny musiałyby jeszcze spaść i w następnym okresie producenci zapewne obniżyliby w większym stopniu produkcję niż gdy spekulanci działają. A przecież zakładamy, że w tym następnym okresie popyt wzrósł. Więc ceny i niedobory byłyby jeszcze bardziej odczuwalne.

    Ty piszesz o sytuacji, kiedy nie było żadnych błędów w planowaniu, została wyprodukowana odpowiednia ilość a spekulant zdjął część towaru sztucznie podwyższając cenę powyżej ceny równowagi.
    Taka działalność byłaby bardzo ryzykowna i nieopłacalna. Ten wzrost cen dałby sygnał do zwiększenia produkcji i w czasie kiedy spekulant chciałby zebrać zyski napotkałby obniżkę cen, a nie zwyżkę.


    Ale być może w sytuacji, kiedy drukowane są duże ilości pustego pieniądza, rząd interweniuje w gospodarkę zmieniając różne parametry, spekulacja nabiera innego znaczenia. Zarabia często ten, kto ma lepszy dostęp do informacji o tych planowanych ruchach.
    Być może "tani pieniądz" z akcji kredytowej umożliwia takie cuda, ale w normalnej gospodarce wolnorynkowej nie.
    A taką opisuje zapewne autor.

    Mieszkania może tak tego nie uwidaczniają, ale weźmy np. zbiory jabłek. W sezonie jabłek jest więcej niż wynosi popyt na nie. Gdyby wszyscy kupowali tylko to co potrzebują, sadownicy nie zebraliby nawet 20% zbiorów. Reszta zgniłaby na drzewach, a w zimie nie byłoby jabłek.
    Na szczęście są tacy (mogą być tymi spekulantami sami sadownicy) którzy dla zysku, a nie dla potrzeby konsumpcji, kupują po niskich cenach przechowują, a zimą sprzedają drogo.
  • @Freedom 14:28:06
    A co z kursem dolara €URO, czy CHF?
  • @Freedom 14:28:06
    "Giełda nie sobie będzie, niech sobie spekulanci kupuja "papiery wartościowe" - ale BEZ WYZNACZANIA KURSU."

    ni w ząb nie rozumiem. Jak maja niby ustalać cenę . Już raz rozmawialiśmy na ten temat i wydaje mi się ,że nie za bardzo rozumiesz temat.
  • @BTadeusz 13:49:59
    >I że mogę to przekazać natychmiast, a nie z jakimś opóźnieniem.
    I to jest rozwój."

    Jeżeli ktoś zamienił swoją pracę na jakieś dobra, które następnie chce przekazać komuś innemu, to należy chyba zadać pytanie w jakim celu chce to przekazać;
    - może przekazać po to aby wymienić na inne dobra bardziej mu potrzebne.
    - może wymienić je na dobra przyszłe - bardziej przez niego cenione - czyli dobra, które ten drugi uczestnik wymiany dopiero wytworzy lub w inny sposób posiądzie w przyszłości.

    W jednym jak i w drugim przypadku ten człowiek chce przy pomocy tych wytworzonych dóbr zaspokoić swoje potrzeby czyli dokonać konsumpcji.
    W drugim przypadku nie dokonuje jej od razu, bo liczy na jej większą ilość czy lepszą jakość w przyszłości, w pierwszym konsumuje ale w innej postaci, która zaspokaja jego pilniejsze potrzeby.

    Tak czy inaczej jeżeli coś wyprodukował to albo konsumuje albo konsumuje dobra na które wymienił to "coś" albo od razu albo później. Jeżeli później, to odmawia sobie konsumpcji od razu. Odkłada na później bo taka opcja wydaje mu się korzystniejsza.
    Wytworzenie czegoś o ile nie jest o ile nie jest wynikiem nieświadomego działania ma na celu konsumpcję, lub odmówienie jej sobie i odłożenie na później

    Pańskie twierdzenie, że rozwój nie musi być uwarunkowany odmawianiem sobie konsumpcji jest więc dla mnie niezrozumiałe.
    Jeżeli więcej pracuję to odmawiam sobie konsumpcji wolnego czasu.
    Jeżeli uzyskałem ten rozwój czyli zwiększoną konsumpcję tym samym nakładem pracy, to znaczy, że musiałem do tego użyć jakiś dóbr kapitałowych których konsumpcji ja albo ktoś inny musiał sobie odmówić. Ewentualnie musiałem odmówić sobie konsumpcji innych wytworzonych dóbr lub wolnego czasu podczas wytwarzania tych dóbr kapitałowych.
    Nie ma rozwoju bez odmówienia sobie konsumpcji, czyli odłożenia jej na później. O ile, a innej możliwości nie widzę, zostały do osiągnięcia tego rozwoju użyte dobra kapitałowe musiały być one wytworzone przez kogoś, kto odmówił sobie konsumpcji innych dóbr, które zamiast nich mógł wytworzyć, lub też konsumować wolny czas.
    Tak, wolny czas też można konsumować, tak samo jak konsumuje się spektakl w teatrze, lub koncert Dody-elektrody. I też jest to dobro rzadkie, którego posiadanie wiąże się z pewnymi kosztami - rezygnacji z czegoś innego. Nie mamy go w nieograniczonej ilości - tak jak powietrza.
  • @imran 14:34:57
    > Nie bardzo rozumiem Twoje stanowisko.

    > Mieszkania może tak tego nie uwidaczniają, ale weźmy np. zbiory jabłek.

    No właśnie to jest moje stanowisko - zbiory jabek to zupełnie co innego niż np. mieszkania.
    Jedno to gromadzenie nadwyżek i oszczędzanie ich na chude lata (lub "na zimę") - i o tym jest powyższy wpis - i dla mnie nie ma to nic wspólnego ze spekulacją - tylko właśnie z oszczędzaniem, czyli gromadzeniem zapasów.

    Drugie z kolei nie ma nic wspólnego z gromadzeniem nadwyżek na chude lata - tylko jest czystą spekulacją w takim rozumieniu jak podałem powyżej - czyli chęcią wzbogacenia się bez uczciwej pracy.
    (zauważ, że "spekulacja" żywnością wymaga przechowania jej w takich warunkach, żeby się nie zepsuła - i to jest uczciwa praca - dlatego nie widzę tu spekulacji w tym "negatywnym" znaczeniu jakiego ja używam)

    A tak naprawdę - jakie to ma znaczenie - skoro jak powiedziałem, uważam, że spekulacji nie należy zakazywać. I tu chyba wszyscy jesteśmy zgodni - więc nie róbmy sztucznych problemów tam gdzie ich nie ma.
    A swoje zdanie każdy chyba w takim wypadku może mieć - skoro nikomu go nie narzuca, prawda :)
  • @BTadeusz 14:34:59
    > A co z kursem dolara €URO, czy CHF?

    A co z nim? Bo nie rozumiem.
    Przecież to są pieniądze - czy to też ktoś chce podważyć?
    Twierdzę, że to takie same pieniądze jak "instumenty finansowe" - właśnie z powodu istnienia kursu "instrumentów finansowych"

    ..z tą różnicą, że są emitowane poza Polską, wymienne również poza Polską, i w swoich krajach macierzystych są środkiem płatniczym.

    Instrumenty finansowe notowane na GPW w Warszawie - są pieniądzem tylko w Polsce - i wpływają na spadek siły nabywczej polskiej waluty - czyli złotówki.
  • @prawi co wiec 18:39:40
    > ni w ząb nie rozumiem. Jak maja niby ustalać cenę.

    A jak ustalana jest cena każdego dowolnego towaru?

    Toć właśnie o tym mówię - że instrumenty finansowe różnią się od każdego innego towaru - i dlatego sa de facto pieniądzem.

    Właśnie o to mi chodzi, że niech sobie ludzie handluję "instrumentami finansowymi" - ale trzeba zlikwidować mechanizm, który sprawia, że instrumenty finansowe są W PRAKTYCE dzisiaj rodzajem pieniądza - a ich emisja jest poprostu kreacją pieniądza
  • @imran 19:02:06
    > Nie ma rozwoju bez odmówienia sobie konsumpcji, czyli odłożenia jej
    > na później.

    Dokładnie - otóż to!

    Panu Tadeuszowi chodziło jedynie o to, że odmówić sobie można teoretycznie konsupmcji koniecznej do prawidłowego funkcjonowania (co uważa za patologię)- lub konsumpcji rzeczy, które nam nie są niezbędne do życia - co jest zdroworozsądkowym oszczędzaniem.

    Jestem pewien, że to nie jest kwestia sporna. Zgodzimy się chyba, że trudno nazwać rozwojem i wzrostem gospodarczym sytuację, w której chodzimy głodni, nie dojadamy po to, żeby mieć telewizor.

    Trudno to nawzać bogaceniem się - czyli wzrostem gospodarczym ;)
  • @Freedom 21:16:30
    "A jak ustalana jest cena każdego dowolnego towaru?

    Toć właśnie o tym mówię - że instrumenty finansowe różnią się od każdego innego towaru - i dlatego sa de facto pieniądzem."


    proszę rozwinąć swój punkt widzenia. Wg mnie ustalanie ceny akcji nie różni się niczym od ustalania cen innych towarów.
  • @Freedom 21:30:14
    >Jestem pewien, że to nie jest kwestia sporna. Zgodzimy się chyba, że trudno nazwać rozwojem i wzrostem gospodarczym sytuację, w której chodzimy głodni, nie dojadamy po to, żeby mieć telewizor.

    Trudno to nawzać bogaceniem się - czyli wzrostem gospodarczym ;)"

    Żeby mieć telewizor pewnie nie, ale mówimy chyba o inwestowaniu.
    Ja np. jeszcze jako student pod koniec PRL-u wyjeżdżałem do Holandii żeby zarobić na rozpoczęcie jakiejś działalności. Taka moda wtedy była. Pamiętam, że dziennie wydawaliśmy ok. 3 Guldeny czyli 1.5 Eu mniej więcej. Żywiliśmy się głównie kapustą z pola, którą ścinaliśmy i piwem. Mieszkaliśmy w namiocie, a później w przyczepie prawie do połowy grudnia. Mogłem mieszkać u rodziców i dojadać ale wolałem nie dojadać. Być może dzięki temu kilkuletniemu niedojadaniu teraz żyje mi się całkiem dobrze.

    Pewnie troskliwa babcia powiedziałaby, że to niedojadanie jest szkodliwe i niebezpieczne i nic dobrego z tego nie wyniknie, ale na szczęście babcie opiekują się wnusiami nie dłużej niż do 12 roku życia i dlatego mamy szansę rozwój.
    Każdy decyduje sam, czy woli nie dojadać i inwestować, czy dojadać. Zostawmy to każdemu do jego własnej oceny.
  • @imran 08:56:14
    Oczywiście masz rację, Imranie :)

    I powtarzam, nie jest to kwestia sporna, moim zdaniem - jestem prawie pewien, że nieporozumienie już wyjaśniliśmy z Panem Tadeuszem:
    http://mises.nowyekran.pl/post/71178,w-obronie-spekulanta#comment_591522

    I wszyscy tu rozumiemy, że oszczędzanie jest warunkiem koniecznym i niezbędnym do jakiegokolwiek rozwoju - i że jakakolwiek inwestycja jest możliwa tylko dzięki istnieniu nieskonsumowanych jeszcze towarów.
  • @prawi co wiec 08:31:58
    > proszę rozwinąć swój punkt widzenia. Wg mnie ustalanie ceny akcji nie
    > różni się niczym od ustalania cen innych towarów.

    :) Ale nie mówimy o cenie akcji - powtarzam, niech sobie ludzie handlują akcjami po dowolnie ustalonych cenach - mówimy o KURSIE!

    Tym się różni pieniądz od każdego innego towaru - ża na każdy towar musisz znaleźć kupca - a na pieniądz nie musisz szukać kupca - tylko wymianiasz go w dowolnej chwili na dowolny towar - to jest właśnie istota pieniądza przecież, że można nim płacić ZA WSZYSTKO.

    Istnienie mechanizmu giełdowego - czyli wyznaczanie kursu "instrumentów finansowych" sprawia, że W PRAKTYCE nie musisz szukać kupca na "papiery wartościowe" - tylko w dowolnym momencie możesz je spieniężyć (PO AKTUALNYM KURSIE właśnie) i w ten sposób wymienić je na dowolny towar - dlatego są to de facto pieniądze.

    Brak kursu odbiera im cechę pieniądza - a niech sobie ludzie handlują nimi tak jak normalnymi towarami - wystawiając je po proponowanej cenie i szukając na nie kupca (nawet za pomocą automatyki giełdy, mi to nie przeszkadza)
  • Spekulacja.
    Każde ludzkie działanie związane jest ze spekulacją. Nawet kupując komuś prezent jesteśmy spekulantami. Spekulujemy że dany podarunek spodoba się tej osobie. Spekulacja to przewidywanie przyszłości. W jednych czynnościach spekulowania jest więcej, w innych mniej. Nie jest niczym złym. Przedsiębiorca spekuluje, że sprzeda w przyszłości swoje towary drożej niż teraz zapłacił za dobra produkcyjne. Przykładem czystej spekulacji jest opisany powyżej. Tak samo spekulantem jest osoba kupująca mieszkanie by sprzedać je drożej, nie działa ona jednak na niekorzyść innych z jednej prostej przyczyny. Żeby kupić mieszkanie spekulant musiał skądś wziąć te pieniądze, czyli dać Za to mieszkanie społeczeństwu więcej niż ono było warte. Tym samym tokiem myślenia którym kolega udowodnił, że kupienie mieszkania podbija jego cenę i sprawia że osoba potrzebująca może mieszkania nie dostać mógłbym wykazać, że osoba która kupuje mieszkanie po to by w nim mieszkać działa na niekorzyść społeczeństwa, tak samo jak osoba kupująca telewizor czy pralkę.
  • @Freedom 11:36:08
    "Istnienie mechanizmu giełdowego - czyli wyznaczanie kursu "instrumentów finansowych" sprawia, że W PRAKTYCE nie musisz szukać kupca na "papiery wartościowe" - tylko w dowolnym momencie możesz je spieniężyć (PO AKTUALNYM KURSIE właśnie) i w ten sposób wymienić je na dowolny towar - dlatego są to de facto pieniądze."

    to jest nieprawda. Na przykładzie akcji spółek o małej płynności widać, że może nie zostać zawarta ŻADNA transakcja przez cały dzień a więc nie ma tego mitycznego "kursu". Chcąc sprzedać należy zaakceptować najwyższą oferte kupna, albo wystawić swoją ofertę sprzedaży i czekać , aż zaakceptuje ją kupujący. NIKT ARBITRALNIE NIE USTALA KURSU do którego muszą się dostosować uczestnicy rynku.
  • @prawi co wiec 11:51:42
    > Chcąc sprzedać należy zaakceptować najwyższą oferte kupna, albo
    > wystawić swoją ofertę sprzedaży i czekać , aż zaakceptuje ją kupujący.

    Tak, znam teorię giełdy.
    I powtarzam, że ja piszę o PRAKTYCE, o rzeczywistości.

    W praktyce w każdej chwili może Pan wystawić ofertę sprzedaży "po kursie" - i nie musi Pan nic akceptować ani na nic czekać. Co najwyżej musi Pan zaczekać aż "otworzą kantor" - jeśli akurat nie ma kto obsłużyć Pana transakcji.

    > Na przykładzie akcji spółek o małej płynności widać, że może nie
    > zostać zawarta ŻADNA transakcja przez cały dzień

    :) I o czym to niby świadczy? Jak w niedzielę kantor będzie zamknięty - czy to znaczy, że waluta którą Pan posiada przestała być pieniądzem?


    > NIKT ARBITRALNIE NIE USTALA KURSU do którego muszą się
    > dostosować uczestnicy rynku.

    Oczywiście, że nie.
    Kurs jest wyznaczany centralnie na podstawie wszystkich ofert kupna/sprzedaży - i oczywiście nikogo do niczego nie obliguje, nikt się nie musi do niego dostosowywać...

    ...ale DAJE MOŻLIWOŚĆ wymiany "papierów wartościowych" na złotówki w praktycznie dowolnym momencie - i to wystarcza żeby sprawić, że "papiery wartościowe" są W PRAKTYCE rodzajem pieniądza.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Budujemy mosty dla pana starosty

    Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930