Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Projekt liberalnej reformy walutowej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Banki centralne, a więc producenci pieniądza, powstają poprzez pierwotne naruszenie własności ich klientów, a konsekwentne wprowadzenie w życie liberalnych zasad wymaga, by takie przeszłe naruszenie własności zostało wycofane.

 

 

Autor: Jörg Guido Hülsmann

Tłumaczenie: Stefan Sękowski

W mało jakiej dziedzinie są liberalne reformy tak potrzebne jak w zakresie produkcji pieniądza. Pieniądz państwowy – pieniądz papierowy – jest najgroźniejszym środkiem, dzięki któremu nowoczesne państwa zapewniają sobie panowanie i doprowadzają rządzone przez siebie kraje do ruiny. Dzięki drukarce banknotów państwo i jego siepacze uzyskują owe dodatkowe środki, których nie ważą się odebrać obywatelom otwarcie w formie podatków. A pod koniec każdego eksperymentu z pieniądzem papierowym czeka nieodzownie hiperinflacja i upadek przeregulowanej gospodarki.
Jak można pozbyć się takiego systemu? To problem, który będzie nas tu zajmował. Na początku zostanie dowiedzione, dlaczego państwowa produkcja pieniądza jest formą wyzysku w sensie ciągłego naruszania prawa własności, oraz dlaczego pieniądz papierowy nie może służyć innemu celowi, jak właśnie wyzyskowi. Następnie zostaną odszukane zasady, które powinny być podstawą liberalnej reformy walutowej, a z tych zasad wyprowadzimy konkretne działania, które na końcu zostaną poddane dyskusji.

Wyzysk przez państwową produkcję pieniądza
Jest tylko jedna metoda wprowadzenia banknotów do obiegu: poprzez wystawianie ich jako pokwitowania za pieniądz towarowy. Tak było z wszystkimi banknotami w historii. Początkowo nie były niczym poza pokwitowaniem na pieniądze, które zostały powierzone bankierowi na przetrzymanie. Zazwyczaj nosiły napis: „Podpisany poniżej bankier zobowiązuje się wypłacić właścicielowi niniejszego banknotu sumę X uncji złota”. Jeśli bankier cieszył się powszechnym zaufaniem, jego banknoty były przez wielu uczestników wymiany chętnie akceptowane jako środek płatniczy. Te banknoty były wtedy używane na tej samej zasadzie co pieniądze, które zastępowały.
Nikt by się nie zgodził, by zapłacono mu banknotem, który nie jest pokwitowaniem za realnie istniejący pieniądz. Nikt nie zaakceptowałby jako zapłaty kolorowego papierka z napisem „10 Huelsmannów”, gdyby nie mógł w jakiś sposób oszacować, za jaką cenę ów skrawek byłby do sprzedania. Jeśli jednak nie istnieje rynek na walutę huelsmannowską, to nie ma żadnego punktu odniesienia do określenia przyszłej ceny. Wręcz przeciwnie, brak takiego rynku może stworzyć wrażenie, iż także w przyszłości nikt nie będzie chciał kupić tego papierka. Z tego powodu nigdy w historii ludzkości nie doszło w ten sposób do wprowadzenia pieniądza papierowego.
W rzeczywistości istnieje tylko jeden sposób wprowadzenia pieniądza papierowego do obiegu: poprzez złamanie zobowiązania wymiany dla już jako środki płatnicze funkcjonujących tytułów prawnych. Jeśli bankier odmówi wypłacenia pozostawionych u niego pieniędzy, a jego klienci nie mogą oprzeć się w celu prowadzenia swoich interesów na żadnym innym środku wymiany jak te banknoty, wtedy czasem zdecydują się po prostu na dalsze ich używanie, nawet jeśli nie będą mogli oczekiwać ich sprzedaży w przyszłości. Jeśli taki przypadek ma miejsce, banknoty, które wcześniej były pokwitowaniem, stają się samodzielnym rodzajem pieniądza: Są teraz pieniądzem papierowym.
Jest oczywiste, że nie mamy tu do czynienia ze słusznym postępowaniem. Bankier w oczywisty sposób okradł swoich klientów i przez to naruszył ich prawo własności. Jak może dojść do sytuacji, w której uchodzi mu to na sucho, a nawet nie przeszkadza w dalszym prowadzeniu interesu? Odpowiedź jest prosta: gdyż cieszy się ochroną monopolisty na przemoc – państwa – lub nawet sam działa za państwowym poleceniem. Tak działo się wszędzie, gdziekolwiek powstawał pieniądz papierowy: emitent banknotów (często bank centralny) okradał swoich klientów, a państwo trzymało nad tym swój parasol ochronny.
Ale ten pierwotny rozbój nie wystarczy, by utrzymać walutę papierową w obiegu. Pieniądz papierowy ma tę wadę w stosunku do pieniądza towarowego, że można go używać tylko jako środka wymiany. Gdyby więc te banknoty z jakiegokolwiek powodu zostały wypchnięte z rynku środków wymiany, nie miałyby więcej żadnego rynku, a ich przyszła cena nie byłaby w żaden racjonalny sposób do zmierzenia[1]. To powstrzyma uczestników gry rynkowej od kupienia tego pieniądza papierowego – powtórne wprowadzenie go na rynek byłoby więc niemożliwe. W przeciwieństwie do niego pieniądz towarowy, a mówimy tu głównie o metalach szlachetnych, ma zawsze swój rynek, istniejący także wtedy, gdy pieniądz nie jest już używany jako środek wymiany. Złotem i srebrem handluje się np. na rynku jubilerskim i wedle tych cen rynkowych każdy może wyrobić sobie własny osąd na temat przyszłych cen. Powtórnemu ich użytkowaniu jako środka wymiany nic nie stoi więc na przeszkodzie.
Te rozważania prowadzą do wniosku, że pieniądz papierowy nigdy nie utrzyma się w nieskrępowanej konkurencji z pieniądzem towarowym. Z użytkowaniem pieniądza papierowego powiązane jest wyjątkowe ryzyko, że może on nagle stać się nic nie wartą makulaturą, a to ryzyko przekona wszystkich uczestników rynku prędzej czy później do sprzedaży swoich banknotów i używania pieniądza towarowego. Jest tylko jedna droga, by utrzymać pieniądz papierowy w obiegu na jakiś określony czas: należy rozbroić konkurencję walut na jego korzyść. Oto powód, dla którego rządy wszystkich „cywilizowanych” krajów zabraniają prywatnego kreowania pieniądza i zmuszają obywateli do uznania państwowego pieniądza papierowego za „prawny środek płatniczy”.
Ten stan rzeczy mają na myśli ekonomiści, gdy mówią o wyzysku obywateli przez państwowy porządek walutowy. Produkcja pieniądza papierowego opiera się na pierwotnym złamaniu prawa własności, a aby umożliwić dalszą emisję pieniądza papierowego łamie rząd kolejne prawa swoich obywateli.
W tym miejscu nie musimy zajmować się retorycznymi wygibasami, którymi próbowano ukryć to łamanie prawa. Tylko utylitarne usprawiedliwienie pieniądza papierowego ma znaczenie, w związku z czym chcemy pokrótce wykazać, dlaczego i ono jest nie do utrzymania.


Znaczenie zmian w ilości pieniądza
Każde utylitarne usprawiedliwienie pieniądza papierowego opiera się na przeświadczeniu, iż korzyść płynąca z użycia pieniądza zależna jest od jego ilości. Według tego podejścia istnieją sytuacje, w których wymagane jest zmniejszenie lub zwiększenie ilości pieniądza w celu wsparcia produkcji całej gospodarki. Pieniądz papierowy ma tą przewagę nad wszelkimi innymi formami pieniądza, iż jego ilość można bardzo szybko zwiększyć. W związku z tym można za jego pomocą znacznie płynniej dopasowywać podaż pieniężną do popytu niż byłoby to możliwe w przypadku pieniądza towarowego. W kwestii centralnego znaczenia płynnej podaży pieniądza zgadzają się wszyscy zwolennicy pieniądza papierowego, nawet jeśli sprzeczają się nad wieloma innymi teoretycznymi i praktycznymi detalami. I właśnie w tym podstawowym punkcie całkowicie nie mają racji. Korzyść z użytkowania pieniądza nie zależy bowiem od ilości dostępnego pieniądza. Ilość pieniądza jest sama w sobie nieistotna. Każda ilość pieniądza wystarczy, by umożliwić dowolną ilość wymian. Im mniejsza ilość pieniądza, tym niższe będą ceny, a im większa jest, tym wyższe będą ceny. (Inna sprawa, czy przedsiębiorca może uzyskać ceny, które umożliwią utrzymanie jego przedsiębiorstwa na poziomie rentowności. To zależy od jego przedsiębiorczej dalekowzroczności.)
Do tego w żadnym wypadku nowego, ale nieodpartego i niemożliwego do odparcia przekonania dochodzi się następującym tokiem myślowym: Produkowanie towarów oznacza łączenie fizycznych zasobów i przemienianie ich w towary. Produkcja jest tym większa im większe są zasoby i im sprawniej czynniki są łączone. Pieniądz z definicji nie jest dobrem powstającym w procesie produkcji, w związku z czym druk pieniędzy nie może sam z siebie prowadzić do zwiększenia ilości zasobów. Rozstrzygającym pytaniem jest, czy druk pieniędzy ma przynajmniej pozytywny wpływ na sprawność kombinacji zasobów. Należy raczej spodziewać się czegoś odwrotnego. Przedsiębiorcy wiedzą, że bank centralny ma nieograniczoną możliwość dodruku pieniądza i że w każdej chwili może ich wyratować z kłopotów finansowych, w związku z czym mają pokusę obchodzenia się ze swoją własnością w mniej odpowiedzialny sposób. Będą więc działać bardziej ryzykownie i marnować więcej środków niż by to miało miejsce w innej sytuacji, w związku z czym rozmiar produkcji spada poniżej poziomu, który mógłby zostać osiągnięty bez egzystencji pieniądza papierowego.
Zmiany ilości pieniądza nie polepszają więc ani funkcji środka wymiany, którą pełni pieniądz, ani nie powiększają pośrednio produkcji gospodarczej. Czy w związku z tym nie mają żadnego znaczenia? Nie, wręcz przeciwnie. Zmiany ilości pieniądza mają nawet wielkie znaczenie, ale nie to znaczenie, które im zwolennicy państwowej polityki pieniężnej przypisują. Ich właściwe znaczenie polega na tym, że wpływają na podział już istniejącego majątku. Jeśli jest wprowadzana do obiegu dodatkowa ilość pieniądza, nie zostaje nigdy między wszystkich obywateli równomiernie rozdzielona, lecz początkowo trafia tylko do rąk niektórych obywateli, a ci bez wątpienia mogą płacić wyższe ceny i kupić więcej rzeczy niż byłoby to dla nich wcześniej możliwe[2]. Jako że ilość możliwych do sprzedania towarów nie rośnie dzięki zwiększeniu ilości pieniądza, muszą inni ludzie zadowolić się mniejszą ilością dóbr. Krótko mówiąc, zmiany w ilości pieniądza tworzą zwycięzców i przegranych, a panowie pras drukarskich mogą ustalać zwycięzców poprzez przekazanie im pieniędzy jako pierwszym. Na tym tle można rozpoznać rzeczywisty cel pieniądza papierowego. Państwowa produkcja pieniądza jest środkiem do wzbogacania określonych warstw społecznych kosztem większości, a jako że pieniądz papierowy można znacznie szybciej rozmnażać niż towarowy, nadaje się do tego doskonale. Jako że nie może służyć innemu celowi, uprawniona jest opinia, iż pieniądz papierowy może służyć tylko i wyłącznie jednostronnemu wzbogaceniu.
To krótkie przedstawienie problematyki powinno wystarczyć do wytłumaczenia, dlaczego nie istnieje ani moralne, ani utylitarne usprawiedliwienie dla państwowej produkcji pieniądza. Zajmijmy się więc zasadami, które powinny być podstawą jej zniesienia.
Liberalna reforma walutowa musi dążyć do całkowitej prywatyzacji produkcji pieniądza, która miałaby działać na tych samych zasadach jak każda inna ludzka kooperacja w wolnym społeczeństwie. To oznacza z jednej strony, iż każdy powinien mieć prawo do produkcji pieniądza. Z drugiej strony producenci pieniądza powinni móc używać tylko swojej własności i muszą respektować własność innych.
Ponadto prawdziwie liberalna reforma musi spełniać jeszcze jedno kryterium. Musi zapewnić, że sama w sobie będzie respektować własność prywatną. Nie może przykładowo zakładać, że jej wprowadzeniem będą zajmować się jakieś opłacane z pieniędzy podatników komisje.
Po trzecie, wprowadzenie liberalnej reformy walutowej nie może zostać uzależnione od tego, czy inne państwa wezmą z niej przykład. Należy zmienić, co jest możliwe do zmiany teraz i tutaj, i zmiana ta zaś musi nastąpić bezwarunkowo i jednostronnie. Każde inne działanie oznaczałoby, że przedkłada się ochronę tej własności, którą można obronić tu i teraz, ponad wszelkie inne zasady, przez co postawiono by pod znakiem zapytania najwyższy liberalny cel reformy. (Dodatkowo można by oczekiwać, że taka „warunkowa i skoncentrowana” liberalna reforma mogłaby zostać poprzez nie kończące się rozmowy odłożona na święte nigdy.)
Powyższe warunki wynikają bezpośrednio z najwyższej liberalnej zasady, która mówi, że słusznie nabyta własność musi być w każdej okoliczności respektowana. Możemy więc określić cel liberalnej reformy walutowej poprzez naszkicowanie pięciu głównych zasad nią kierujących:
- musi odwrócić wszelkie złamanie prawa własności w zakresie produkcji pieniądza w każdym obszarze, w jakim to tylko możliwe
- musi zapobiec teraźniejszemu łamaniu prawa własności
- nie może doprowadzić do zaistnienia nowych przypadków łamania prawa własności, w szczególności związanych bezpośrednio z wprowadzeniem reformy w życie
- musi zostać wprowadzona od razu
- musi być wprowadzona bezwzględnie i jednostronnie (unilateralnie)
Te warunki muszą mieć charakter rozstrzygający przy wyborze konkretnych działań dotyczących reformy istniejących instytucji. Państwowa produkcja pieniądza cechuje się ogólnie rzecz biorąc istnieniem dwóch instytucji: monopolu walutowego i banku centralnego. Obie istnieją we wszystkich krajach, w których państwo reguluje porządek pieniężny. Konkretne działania w kierunku reformy walutowej, które będziemy omawiać, dadzą się więc zastosować we wszystkich tych państwach. Bez względu na to, czy chcemy znieść markę, czy euro – wpierw należy się zastanowić, jak należy obejść się z monopolem walutowym i bankiem centralnym. To właśnie zaraz uczynimy.

Zniesienie monopolu walutowego
Najistotniejszą czynnością jest zniesienie monopolu walutowego w najszerszym tego słowa znaczeniu. Zawierają się w nim wszelkie ograniczenia produkcji i handlu pieniądzem i tytułem własności do pieniądza.
Nie można przeszkadzać żadnemu uczestnikowi rynku w staniu się producentem pieniądza. W szczególności musi każdy posiadać prawo do samodzielnej eksploracji metali szlachetnych i traktowania wydobytych metali jako swojej własności. Dalej należy każdemu zezwolić na przerabianie tychże metali szlachetnych na monety. Nikt nie może im nakazywać, jak mają bić swoje monety, tzn. jakie nazwy mają im nadawać i jakie jednostki wartości i wagi mają wybierać, jaki ma być kształt monet lub jaki wygląd ma mieć stempel do ich wybijania itd.
Nikt nie może przeszkadzać w kupnie lub sprzedaży jakiegokolwiek rodzaju pieniądza. Dotyczy to szczególnie handlu metalami szlachetnymi – niezależnie czy w formie monet czy sztabek – oraz zagranicznym pieniądzem papierowym (dewizami). Oznacza także odwrotnie, że nikt nie może zostać zmuszony do uznania zapłaty w jakiejkolwiek określonej walucie, jeśli uzgodnił w umowie inny rodzaj zapłaty. Instytucję ustawowego środka płatniczego należy więc natychmiast znieść.
Należy także wymagać, by państwo zrezygnowało z wszelkich interwencji zniekształcających rynek pieniężny. W szczególności muszą być przez państwowe służby porządkowe (sądy, policja) tak samo chronione umowy, które określają zapłatę w dewizach lub metalach szlachetnych, jak wszystkie inne umowy. Przynajmniej jednak nie mogą państwowi stróże prawa ograniczać możliwości egzekwowania tychże umów przez prywatne organizacje. Dalej, musi zostać umożliwione płacenie podatków także w dewizach i metalach szlachetnych. Podatek od wartości dodanej, oraz inne podatki od sprzedaży, podnoszone w przypadku handlu metalami szlachetnymi, muszą zostać natychmiast zniesione. To samo dotyczy podatku od zysku kapitałowego, nałożonego na zyski ze zmiany kursu dewiz i metali szlachetnych.
Każde z tych działań to krok w kierunku zwiększenia wolności w systemie pieniężnym. Oczywiście najlepiej by było, gdyby wszystkie te zmiany zostały naraz wprowadzone w życie, ale także każda pojedyncza reforma jest warta wsparcia jako krok w dobrym kierunku, dopóki nie jest powiązana ze zgniłymi kompromisami i nie zabiera sprzed oczu ostatecznego celu, jakim jest całkowicie wolny obrót pieniężny.

 

Przewidywalne skutki tych działań
Po całkowitym wprowadzeniu tego liberalnego programu w życie zakwitnie rynek produkcji i handlu monetami z metali szlachetnych. Bardzo prawdopodobne, iż srebrne monety będą używane do większości zakupów w życiu codziennym (zakupy żywności itd.), podczas gdy opłaty w złocie zostaną przyporządkowane do większych transakcji (drogie ubrania, meble itd.). Obok nich zostanie oczywiście jeszcze wiele miejsca dla czeków, kart kredytowych i innych rodzajów wymiany bezgotówkowej.
Monety będą mieć różne rozmiary i wagi. Standardową jednostką wagową dla złotych monet będzie prawdopodobnie uncja, jako że już dziś jest najbardziej rozpowszechniona, z kolei w przypadku monet srebrnych prawdopodobnie przebije się system wagowy bazujący na gramach, z monetami ważącymi 10, 20, 50, 100 gram itd. Jest bardzo prawdopodobne, iż państwo, które jako pierwsze wprowadzi te liberalne reformy, będzie także prekursorem nowego systemu wagowego.
Poza tym liberalne państwa-prekursorzy osiągają kolejną korzyść: rozpoczynają reformę przy obecnych cenach metali szlachetnych, co oznacza, że ich obywatele zakupują złoto, srebro itd. po relatywnie niskich cenach. Kiedy inne państwa dołączają, popyt zwiększa cenę metali szlachetnych, a obywatele państw będących w awangardzie, posiadacze metali szlachetnych, osiągają ładną dywidendę w nagrodę za swoją dalekowzroczność i mądrość.
Państwowy pieniądz papierowy nie będzie mógł się z tych powodów ostać. Spostrzeżenie fatalnego ryzyka używania pieniądza papierowego będzie początkowo popychać tylko najbardziej przewidujących obywateli do sprzedawania banknotów i przechodzenia do używania pieniądza towarowego. Ale wcześniej czy później pospieszą za nimi także inni. Tylko najgłupsi i najbardziej zapatrzeni w państwo obywatele pozostaną przy pieniądzu papierowym aż do smutnego końca, kiedy to będą musieli zdać sobie sprawę z tego, iż nie pozostało w ich rękach nic ponad rolkę makulatury. To jest oczywiście powiązane ze „społecznymi trudnościami” i najpóźniej w tym miejscu staną liberalni twórcy reformy przed zadaniem obrony jej sensu.
Dlatego muszą być oni od początku świadomi jednego: nie ma reform bez przejściowych zwycięzców i przegranych. Reformy liberalne nie są wyjątkiem. Mają jednak tą przewagę, że zapoczątkowana przez nie chwilowa redystrybucja jest sprawiedliwa, a jej działanie w dłuższym odcinku czasu będzie służyć wszystkim obywatelom. Najlepiej niech nie pozostawiają od początku żadnych złudzeń co do skutków ich polityki, a w każdym wypadku podkreślają wobec swoich współobywateli, iż ponoszone przez niektórych ludzi straty mają charakter jednorazowy, w przeciwieństwie do ciągłego wyzysku przez poprzedni system, który krzywdził przede wszystkich biedniejszych obywateli.
Dotkniętymi upadkiem państwowej waluty są w pierwszej kolejności właściciele wielkich majątków gotówkowych, jak i wierzyciele długów. W przeciwieństwie do nich reforma nie dotyka np. emerytów, jako że państwo nakłada teraz podatki po prostu w innej formie pieniężnej, by je w tej formie im przekazać. Także ta część prywatnych majątków, która składa się z akcji i innych papierów wartościowych nie zostanie przez reformę dotknięta. Po zniknięciu państwowej waluty wartość przedsiębiorstw – w związku z czym także i akcji – będzie mierzona w innym rodzaju pieniądza i w zamian za te pieniądze może udziałowiec sprzedać swoje akcje. Podobnie wygląda sprawa z majątkiem zainwestowanym w ubezpieczenie na życie. Ubezpieczyciel zazwyczaj odkładał pieniądze swoich klientów w postaci akcji lub obligacji. Co prawda obligacje staną się po reformie bezwartościowe, ale to nie zaszkodzi ubezpieczalni, jako że może przekazać bezwartościowe kupony swoim klientom. W przeciwieństwie do tego rozwiązania może zostać dywidenda z posiadanych akcji wypłacona ubezpieczycielowi w innej formie pieniężnej i w ten sam sposób przekazana klientowi.


Szczególne problemy związane z powiązaniami międzynarodowymi
Musimy jeszcze odpowiedzieć na dwa szczególne problemy liberalnej reformy walutowej, związane z handlem międzynarodowym i międzynarodową polityką walutową.
Pierwszy problem powstaje zawsze wtedy, gdy liberalna reforma walutowa nie jest przeprowadzana jednocześnie we wszystkich państwach, ale pierwotnie tylko w paru państwach przewodnich. Zniesienie monopolu walutowego prowadzi prędzej czy później do załamania się państwowej waluty tychże krajów, lecz zagraniczny pieniądz papierowy ciągnący jeszcze profity z monopolu walutowego nie zostaje tym dotknięty. Dopóki poddani zagranicznych państw nie zdecydują się na zniesienie u siebie monopolu walutowego, ich państwowy pieniądz zawsze będzie jakiś „rynek” posiadać, w którym zawsze znajdzie zastosowanie, nawet jeśli ma to odbywać się pod przymusem. W związku z tym owe zagraniczne waluty papierowe nie załamią się od razu, gdy w innych państwach zostanie przeprowadzona liberalna reforma walutowa. Wręcz przeciwnie, mogą one zdobyć nawet jeszcze większy udział w rynku liberalnych państw po reformie. Jeśli przykładowo zniesiemy monopol walutowy w Niemczech, a marka się załamie, wówczas spora część opłat będzie wnoszona w dolarach amerykańskich lub frankach szwajcarskich.
Czy nie byłby to absurdalny rezultat? Czy można znosić państwową walutę by oddać pole walutom innych państw? Czy wolno do tego dopuścić? Odpowiedź brzmi oczywiście: tak. Po pierwsze, liberalna reforma musi zostać przeprowadzona przede wszystkim dla nas i przez nas. Musimy zmienić nasze myślenie i działanie – a to możemy uczynić tu i teraz. To oznacza zasada mówiąca, że liberalne reformy muszą być bezwarunkowe i jednostronne. Po drugie, wprowadzenie w życie przeciwnej zasady, mówiącej, że nie można u nas handlować zagranicznymi towarami, które są wspomagane państwowym monopolem, prowadziłoby do całkowitego zerwania wszelkich kontaktów handlowych. Póki państwo istnieje, mogą wszelkie produkowane pod jego ochroną i wyprowadzane na jego ulice towary zostać uznane za będące pod ochroną monopolu. W związku z tym nie wolno utrudniać kupna i sprzedaży zagranicznego pieniądza papierowego.
Unia walutowa państw europejskich to kolejny problem, gdyż jej waluta nie jest już narodowym, ale międzynarodowym pieniądzem państwowym. Regulacja systemu pieniężnego ma teraz należeć do Unii Europejskiej, a jej bank centralny nie jest instytucją narodową, lecz europejską. Czyżby więc wszystkie przyszłe reformy pieniężne musiałyby obejmować całą wspólnotę europejską? Każdy prawdziwy liberał temu zaprzeczy. Kto wierzy w nienaruszalność własności prywatnej, ten musi dać prawo samostanowienia każdej jednostce i każdemu stowarzyszeniu jednostek. Każda jednostka i każda grupa (czy to naród, czy region, czy mieszkańcy jednej ulicy) ma prawo przeprowadzenia liberalnej reformy. Także patrząc ze strony technicznej nie gra żadnej roli, czy monopol walutowy jest instytucją narodową, czy międzynarodową. Dopóki mamy niemiecki monopol walutowy, możemy go znieść, a gdy będziemy mieć europejski monopol walutowy, możemy go znieść jednostronnie na gruncie niemieckim, bawarskim, lub monachijskim. Banknoty europejskiego banku centralnego mogą być wtedy ustawowym środkiem płatniczym w innych krajach, lecz nie u nas. Gdzie indziej można przeszkadzać obywatelom w biciu własnej monety i uprawianiu handlu przy pomocy innych rodzajów pieniądza, ale nie tutaj.
Można teraz stwierdzić, że oznaczałoby to koniec Unii Europejskiej. Być może słusznie – ale co byłoby w tym złego? UE jest tak naprawdę organizacją rządów europejskich, nie zaś uosobieniem obywatelskiej Europy. Dziewiętnastowieczni liberałowie pokazali nam, jak się uzyskuje w wolności zjednoczoną Europę: wtedy, gdy każdy kraj jednostronnie znosi bariery stojące na drodze wzajemnej wymiany. Europa nie potrzebuje żadnej Komisji ani zcentralizowanej biurokracji, by być międzynarodowym obszarem kulturowym i gospodarczym. Gdy nie przeszkadza się własnym obywatelom w nawiązywaniu kontaktów z obcokrajowcami wg. ich własnych wyobrażeń, wówczas zjednoczona Europa istnieje ipso facto. Gdyby liberalna reforma walutowa miała pośrednio skończyć z europejskim scentralizowanym państwem, byłby to już powód, by ją rozpocząć.


Podejście do banku centralnego
Powyżej zostało dowiedzione, dlaczego zniesienie monopolu walutowego doprowadziłoby do załamania się państwowej waluty papierowej. Można by na tym zaprzestać i uznać liberalną reformę walutową za zakończoną w tej mierze, w jakiej wyżej wymienione działania zostały wprowadzone w życie. Ale jak wyżej zostało stwierdzone, banki centralne qua producenci pieniądza powstają poprzez pierwotne naruszenie własności ich klientów, a konsekwentne wprowadzenie w życie liberalnych zasad wymaga, by takie przeszłe naruszenie własności zostało w miarę możliwości wycofane. W związku z tym musimy w tym miejscu zastanowić się, jak należy w myśl liberalnej reformy walutowej postąpić z bankiem centralnym.
Pierwsze pytanie pojawiające się w tym kontekście brzmi: czy w ogóle wolno zezwolić bankowi centralnemu na dalsze funkcjonowanie, dalsze prowadzenie interesu, czy może powinien on jak najszybciej zakończyć swoją działalność? W końcu można by argumentować w ten sposób: „Banki centralne powstają poprzez pierwotne naruszenie własności prywatnej swych klientów, a ich dalsze działanie opiera się na tym akcie bezprawnego zawłaszczenia. Własność i obsługa prasy do druku banknotów jest tej samej natury co feudalna własność ziemi. Tak samo jak pan feudalny przywłaszczył sobie ‘swoją’ ziemię raz gwałtem i odtąd pobiera bezprawnie czynsz, doszedł bank centralny do ‘swojej’ waluty poprzez pierwotny rabunek, a przez to jego używanie prasy drukarskiej jest bezprawne. Ta własność feudalna nie może być pod żadnym warunkiem tolerowana. Należy natychmiast zabronić produkcji pieniądza papierowego przez bank centralny. Musi natychmiast całkowicie zakończyć swoją działalność, zwolnić swój personel i zlikwidować swój majątek.”
Ta argumentacja jest jednak błędna, jako że „dalsze działanie” banku centralnego dokładnie rzecz biorąc nie opiera się na tym, że pierwotne złamanie prawa jest powtarzane i przedłużane – jak ma to miejsce w przypadku własności feudalnej. Pan feudalny używa zagrabionej własności (przykładowo poprzez jej wydzierżawienie) i z tego bezprawnego użytkowania uzyskuje bezprawną własność. Liberalna reforma odebrałaby panu feudalnemu ziemię i tą rekwizycją ukróciłaby jego proceder. Inaczej wygląda sprawa z bankiem centralnym. Ten dokładnie rzecz ujmując nie używa wcale pieniędzy zrabowanych swoim klientom, stąd oddanie zrabowanego dobra nie może zakończyć jego działalności. Choć bank centralny zatrzymuje pierwotnie zrabowane pieniądze jako „rezerwę”, jednak jego konkretna działalność polega na obsługiwaniu prasy drukarskiej – a ta jednoznacznie nie należy do jej byłych czy obecnych właścicieli. „Dalsze działanie” banku centralnego nie opiera się na notorycznym łamaniu umów i ciągłej grabieży pieniędzy, ani na tym, że zatrzymuje dla siebie ukradzione pieniądze. To wszystko nie utwierdziłoby też jego egzystencji na wolnym rynku. W rzeczywistości opiera się jego działanie na monopolu walutowym, a gdy ten padnie, padnie też i sam bank.
W wyniku liberalnej reformy walutowej mógłby bank centralny kontynuować swoją działalność, musiałby jednak oddać pierwotnie zrabowane pieniądze. Przy zniesieniu monopolu walutowego zostałyby odebrane bankowi centralnemu także wszystkie państwowe przywileje, przy czym – obok wyżej wymienionych działań – trzeba by uważać, by ewentualne straty banku centralnego nie zostały wyrównane na koszt podatnika. Oznaczałoby to w praktyce prywatyzację banku centralnego, który w związku z tym stałby się prywatnym producentem pieniądza papierowego – i jako taki szybko by upadł.
Jak należałoby zorganizować oddanie pierwotnie zrabowanych pieniędzy? Wszystkim osobom należy zwrócić te pieniądze, które były przechowywane w banku centralnym (lub jego prawnym poprzedniku) w tym momencie, gdy pierwotny rabunek miał miejsce. Stąd należy także oddać wszystkim osobom te pieniądze, które w danym momencie były przechowywane w bankach komercyjnych jako tytuły prawne na pieniądze. Ten typ zwrotu mógłby okazać się dość trudnym przedsięwzięciem zważywszy na fakt, iż tylko niewiele osób może zaświadczyć, iż oni lub ich przodkowie posiadali pieniądze przechowywane w banku centralnym (lub jego poprzedniku), lub w banku komercyjnym. Gdyby jednak przedstawili taki dowód, mają prawo do odzyskania zrabowanych pieniędzy. Mogłaby jednak powstać odwrotna sytuacja, w której zostaną postawione żądania zwrotu w sumie niemożliwej do zaspokojenia z rezerw banku centralnego. Ten problem mógłby wynikać z tego, że ilość wydanych tytułów prawnych na pieniądze już w chwili pierwotnego rabunku była większa niż ilość zasobów pieniężnych („kreacja pieniądza”). W tym wypadku używamy zwykłych reguł likwidacyjnych, tzn. posiadany majątek banku centralnego dzielony jest pomiędzy uprawnionych do zwrotu wedle ich udziału w łącznym roszczeniu, bank przechodzi zaś w posiadanie wierzycieli. To od razu odpowiedziałoby na pytanie, jak należy sprywatyzować bank centralny.
Jeśli jednak wszystkie roszczenia mogą zostać pokryte z majątku banku centralnego i zostałaby jeszcze reszta majątku, należałoby go oddzielnie sprywatyzować. Wchodziłyby w rachubę takie przedmioty jak: pozostałe zapasy pieniądza (przede wszystkim metale szlachetne i dewizy), budynki, pojazdy i wyposażenie biurowe banku centralnego, jak i prasy drukarskie. Według jakich zasad powinna następować prywatyzacja tychże dóbr? Na początku musimy stwierdzić, iż nie ma pierwotnego właściciela, któremu został odebrany budynek banku centralnego, prasa drukarska itd. Kto więc otrzymuje te dobra? Ich prywatyzacja poprzez sprzedaż odpada już w przedbiegach, gdyż sprzedaż oznaczałaby, że ich właściciel istnieje, a przecież chodzi właśnie o to, by właściciela w ogóle ustalić. Gdy nie istnieje możliwość oddania ich w ręce byłych właścicieli, to zgodnie z liberalnymi zasadami istnieje tylko jedna możliwość, przez którą może zostać ustalony ich właściciel: przez użytkowanie pierwotne. Ci, którzy używają dóbr w chwili reformy walutowej, stają się przez to prawowitymi ich właścicielami. Konkretnie oznacza to, iż zatrudnieni w biurze stają się właścicielami pomieszczeń biurowych i swoich urządzeń służących im do pracy, szoferzy stają się właścicielami pojazdów. Pozostałe metale szlachetne i dewizy przypadają pracującym przy sejfach, a mechanicy i inżynierowie pracujący w drukarni stają się właścicielami prasy drukarskiej.
Takie rozwiązanie może nie spodobać się wielu zazdrośnikom, ale nie zależy nam na zrobieniu wszystkim dobrze, a na zaprojektowaniu reformy walutowej opartej na zasadach liberalnych.

 


[1] Stare banknoty mogą osiągać jednak całkiem wysokie ceny na rynku kolekcjonerskim. Może wydarzyć się to jednak dopiero po dość długim czasie, a już na pewno po wycofaniu danej „serii” z obiegu (przyp. tłum.).
[2] Dzieje się tak w przypadku ludzi otrzymujących wynagrodzenie (sfera budżetowa) lub zasiłki od państwa (przyp. tłum.).

 

KOMENTARZE

  • Dlatego właśnie "trzeciodrogowcy" nie chcą przystać na zniesienie monopolu walutowego...
    ..., gdyż z wiadomych względów ich inflacyjny pieniądz fiducjarny nie wytrzymałby konkurencji z walutą opartą o standard złota, która funkcjonując równolegle w efekcie okazałaby się najbardziej pożądanym środkiem płatniczym przez samych obywateli Polski.
  • Swoją drogą należy właśnie popierać wszelkie Ruchy Autonomii Śląska, Wielkopolski, etc.
    Gdyż wystarczy jedynie, aby jedna z Polskich Krain Historycznych zniosła na swoim terenie monopolowy reżim walutowy, dopuszczając do obiegu również złote i srebrne monety, a wtedy zaraz kruszcowy pieniądz antyinflacyjny zaczęłyby przejmować pozostałe rejony Polski i to tym szybciej, im szybciej zaczęłyby bankrutować za sprawą papierowej waluty z powietrza.
  • @RAJan 19:53:49
    "...Jeśli jest wprowadzana do obiegu dodatkowa ilość pieniądza, nie zostaje nigdy między wszystkich obywateli równomiernie rozdzielona, lecz początkowo trafia tylko do rąk niektórych obywateli, a ci bez wątpienia mogą płacić wyższe ceny i kupić więcej rzeczy niż byłoby to dla nich wcześniej możliwe..." najbardziej idiotyczny argument jaki ten przygłup wykombinował na uzasadnienie przekazywanych tu bredni.

    Emisja pieniądza będzie rozproszona za darmo i równomiernie wśród obywateli: http://nikander.nowyekran.pl/post/62521,polubisz-pit-ad-2014

    Nie będzie tu nam jakiś austriacki idiota podpowiadał jak mamy się rządzić.
  • I po co ludziom zawracać cztery litery ?
    Prawda jest taka że libertyni zmierzają do destrukcji państwowości, a dążą do powstania rządów NWO w globalnym wymiarze.
    Dlatego ze zdziwieniem widzę na portalu nieomal stałą rubrykę instytutu, którego nazwa mówi sama za siebie. Cóż.. na tym polega demokracja.
    Wolno mnie, ale wolno i jemu. Nie wiem, może złapiecie tu kilku naiwniaków ( a widzę że znaleźliście) którzy się nabiorą na ten bełkot.
  • @RAJan 19:53:49
    Kolejny "Polak- patriota" w złonetowym wydaniu. Po prostu żal.
  • @nikander 20:18:24 - jedynymi tutaj idiotami, to są właśnie Tobie podobni Ignoranci...
    ...i analfabeci ekonomiczni, którzy jedyne co potrafią, to tylko w NeoMarksistowskim duchu przerabiać nieustannie i do znudzenia ten ich złodziejsko-fiskalny "socjalizm z ludzką twarzą" wraz z jego wynaturzoną "sprawiedliwością społeczną", która nie ma nic wspólnego z elementarną uczciwością, stąd jedynie na denne dezinformacje i równie nieudolne manipulacje takich jak Ty reżimowych monopolistów walutowych stać.

    Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie: skoro jesteś taki pewny wyższości swojego z natury rzeczy inflacyjnego systemu monetarnego (albowiem opartego na pieniądzu bez pokrycia!), to dlaczego nie chcesz dopuścić do uczciwej konkurencji z nim innych walut opartych na pieniądzu towarowym (np. z metali szlachetnych)???

    Dlaczego zawsze chcesz wymuszać gwałtem swoje "jedynie słuszne" rozwiązania, mając za nic Wolny Wybór samych obywateli RP?!
  • ZASADNICZE PYTANIA ?
    Kiedy to będzie możliwe do wprowadzenia ?
    Ile jeszcze upłynie czasu by stało się to możliwe ?
    Czy nie ma innej drogi by koszty bankructwa tego systemu były mniej dotkliwsze dla narodów ?
  • @RAJan 20:32:24
    Musisz być bardzo koszerny, że bronisz tego ekonomicznego bełkotu. Dałem Ci cytat, który dla goja jest dokładnie jasny i obnaża intencje.
  • @RICO 20:36:42 - to jest już TERAZ możliwe, gdyż wystarczy tylko zapoczątkować to w gminie...
    ..., która wcześniej na drodze plebiscytu wyzwoli się spod reżimu centralistycznej Warszawki, dzięki czemu będzie mogła bez przeszkód zreformować w duchu klasycznie liberalnym swoją lokalną politykę monetarną (niewielkie San Marino w centrum Włoch jest na taką autonomię doskonałym przykładem), a ta gdy tylko odniesie regionalny sukces momentalnie rozprzestrzeni się na resztę Polski (taka pionierska gmina nie poniesie siłą rzeczy żadnych kosztów bankructwa, skoro ich dzięki owym reformom uniknie, a ewentualne starty poniosą tylko Ci, którzy najdłużej będą się ociągać ze standardem złota - dlatego najgorsze co może spotkać obywateli RP, to oglądanie się tylko w tej dziedzinie na inne kraje, gdyż tym boleśniej odczujemy te zmiany na rynku walutowym, im sami dłużej będziemy tkwili przy inflacyjnym systemie fiducjarnym).
  • @nikander 20:47:57 - jedyne co mi Pejsie dałeś to sam bełkot, który nie ma pojęcia o ekonomii!
    Poza tym w żaden sposób nie zakwestionowałeś w swojej niemerytorycznej wiązance argumentacji zawartej w powyższym artykule, więc z tym swoim skompromitowanym historycznie ordo"liberalizmem" możesz już tylko urabiać równie nierozgarniętego gospodarczo Kaczolandu, co Ty sam.
  • @RAJan 20:55:14
    To spróbuj przeczytać tę notkę jeszcze raz ze zrozumieniem. Może odnajdziesz tam ten cytat i kontekst. To jest koszerna h_jowizna.
  • @nikander 20:18:24 - a co się tyczy dziedzictwa Austriaków, to te jest tożsame ze Szkołą Krakowską...
    ..., dlatego poza eNDeckimi pracami Adama Heydla (jednego z najwybitniejszych polskich ekonomistów międzywojnia) warto się również zapoznać ze zbieżnościami katolickich późnych scholastyków hiszpańskich z myślą klasycznie liberalną (tym bardziej, że nawet bł. JP II było po drodze z Misesem).

    http://mises.pl/projekty/projekty-wydawnicze/adam-heydel-dziela-zebrane/

    http://raj.nowyekran.pl/post/63599,klasyczny-liberalizm-opiera-sie-na-chrzescijanstwie

    http://raj.nowyekran.pl/post/63661,rothbard-notatka-na-temat-katolicyzmu-protestantyzmu-i-kapitalizmu

    http://www.prokapitalizm.pl/dwaj-ludzie-z-galicji.html
  • @nikander 21:04:00 - h*jowiznę to Ty masz w tym pustym łbie...
    ..., który jest kompletnie niereformowalny, a jedynie doszczętnie zabetonowany w PRLowskich ramach interwencjonizmu państwowego.
  • @RAJan 21:05:21
    U nas we wsi ludzie dzielą się na mądrych i oczytanych. Oczytany to raczej ktoś taki co...
    Wiem swoje:
    - parytetem dla waluty powinien być produkt narodowy.
    - zwiększa się ilość produktów, powinna być stosownie zwiększona ilość pieniądza, który powinien być rozproszony wśród wszystkich obywateli za darmo.
    Tylko rzyt i pospolity łajdak może myśleć inaczej.
  • @RAJan 20:41:13
    A poza tym to już ci nic nie dolega ?
  • @RAJan 21:07:19
    Jaki do cholery jest związek emisji pieniądza z interwencjonizmem państwowym. Zmień płytę.
  • @autor
    Cytuję - #Banki centralne, a więc producenci pieniądza, powstają poprzez pierwotne naruszenie własności ich klientów#

    I już się odechciewa czytać. Jeśli się od bełkotu zaczyna, to zwykle bełkotem się kończy.

    PS. Podejrzewam, że cały ten wasz instytut to zwyczajna V Kolumna.
  • @nikander 21:16:47
    Niestety, durniowi takiemu jak ty, co mu się wydaje, że równanie Fishera to alfa i omega, bo nic z niego nie zrozumiał, nawet terapia u Profesora Strawińskiego nie pomoże
  • PS @autorzy
    Rzeczywiście, dalej bełkot taki, że już chyba lepiej czytać pisma "rozumnego inaczej", czyli Rossakiewicza.
  • @RAJan 20:55:14
    Coś o nicku na "n" i od tuskolandu i od kaczolandu i od rozumolandu jest oddalone o lata całe świetlne.

    Szkoda nawet tego matoła czytać.
  • @nikander 21:16:47 - no Ty jesteś na ten przykład tzw. "mądrym" głupkiem...
    ..., który kompletnie nie pojmuje słowa pisanego, więc pozostaje mu już jedynie silić się na Michnikowskiego Yntelygenta w służbie reżimowi PRL-bis'owego, skoro dobro Obywateli RP najmniej go interesuje.

    W tekście Ignoranckie masz jak byk udowodnione, że ceny dostosowują się do podaży pieniądza, a nie odwrotnie i tylko skończony Dureń (albo po prostu "pożyteczny idiota", celowo udający głupa na rzecz reżimu) może twierdzić, iż pieniądz fiducjarny należy cały czas dodrukowywać, pomimo że to właśnie przez ten fałszerski mechanizm ceny również automatycznie zaraz rosną (gdyby z kolei pozostawić taką samą niezmienną ilość kasy na rynku, to nie tylko uniknęlibyśmy inflacji, ale również takie antyzłodziejskie podejście sprawiłoby, że ceny towarów musiałyby siłą rzeczy spadać).
  • @nikander 21:18:23 - taki, że Bank Centralny bez interwencjonizmu państwowego...
    ...w krajowy rynek walutowy nie mógłby utrzymać swojego monopolistycznego reżimu monetarnego, a zatem i emisja jego pieniądza fiducjarnego zostałaby zaraz zagrożona przez bardziej uczciwą konkurencję (która swoich klientów nie ważyłaby się nawet inflacyjnie okradać w przeciwieństwie do tego Twojego Lewiatana i dlatego oszukańczy pieniądz rządowy produkowany z powietrza by się długo na rynku nie utrzymał).
  • @nonscolar 21:42:30 - sam jesteś przygłupie NWO-owym piątokolumnowcem...
    ..., skoro stoisz antyobywatelsko na stanowisku ochrony Inflacyjnych Banków Centralnych, które parają się wyłącznie okradaniem ludzi z ich uczciwie wypracowanych pieniędzy poprzez nieustanne zaniżanie siły nabywczej wypuszczanej przez siebie waluty bez jakiegokolwiek pokrycia.
  • @nonscolar 21:53:29 - matoł to Ci się tumanie w Twoim monitorze odbija...
    ..., skoroś jeszcze niczego tutaj merytorycznego błaźnie nie napisał, a jedynie jakieś buraczane epitety wydukałeś, które nawet nie byłeś pustaku w stanie jakąkolwiek argumentacją poprzeć - równie dobrze mogłeś jebnąć parę razy tym kapuścianym łbem w ścianę i taki sam byś uzyskał rezultat, jak pieniąc się tutaj nie wiedząc nawet z jakiego konkretnego powodu.
  • @nikander 21:16:47 - dodruk kasy nigdy nie odbywa się za darmo, więc nie łżyj!
    Jeśli bowiem wypuszczamy na rynek walutowy więcej pieniądza z powietrza, to zawsze odbywa się to kosztem samych obywateli, których wartość nabywcza ich dotychczasowego portfela momentalnie spada, przez co na mniej mogą sobie pozwolić, niźli wcześniej.

    Cały bowiem ten oszukańczy mechanizm inflacyjny z pieniądzem fiducjarnym zasadza się właśnie na tym, że gdy tylko reżim państwowy narobi sobie długów, to żeby jakoś ten deficyt zniwelować bez jakichkolwiek ze swojej strony oszczędności (choćby redukując wydatki, bądź podatkożerną biurokrację), zaraz zwraca się do Banku Centralnego z prośbą o dodruk kasiory (którą tymczasowo załata dziurę budżetową - przynajmniej do czasu nim znowu nie zacznie więcej wydawać, niż ma wpływów z podatków), który w efekcie przełoży się na rozpuszczenie kasy w portfelach samych obywateli (wywoła to bowiem inflację, która jest najbardziej perfidnym podatkiem ze wszystkich, gdyż sprawia, że na coraz mniej możemy sobie pozwolić za tą samą wypłatę).
  • @RAJan 22:18:57
    Miło mi, żeś się aż tak moimi komentarzami przejął.

    Niepotrzebna tylko ta piana na pyszczku.

    Może Cię to zdziwi - uczciwie wypracowuję pieniądze, nie mam zamiaru chronić Banku Centralnego, który rzeczywiście jest odpowiedzialny za inflację. Jednak w odróznieniu od "myślących inaczej" nie uważam się za okradanego.

    Przy inflacji 4% i wzroście PKB na poziomie 3% lokuję na 8-15% i mam z tego górką prawie 4%. Czyli więcej niż debil od rozdawania pieniędzy "z łaski" mi oferuje.

    Radziłbym kupić Melissę (takie ziółka z Herbapolu) - same zalety - obniżają ciśnienie, poprawiają krążenie, regulują trawienie, uspokajają, pianę z pyszczka zdejmują

    Niestety, nie wspomagają procesów myślowych.
    O to trzeba się już samemu starać. Co, jak widać po tobie, może nie być takie łatwe.

    Ale, podobno - przez trud do gwiazd.

    Szansa jeszcze przed Tobą

    Pozdrawiam
  • @nonscolar 22:34:50 - gdybyś był takim Luzakiem, to byś nie latał ze Wścieklizną...
    ...na wszystkich, którzy tylko chcą równoległej konkurencyjności z tym Twoim "jedynie słusznym" pieniądzem fiducjarnym.

    Cały spór jednak bierze się z tego, że kiedy Austriacy w powyższym artykule chcą dać ludziom Wolny Wybór w doborze waluty, którą obywatele RP sami indywidualnie uznają za najlepszą dla siebie samych, to Tobie podobni "lajtowi" Zamordyści w żadnym razie nie chcą na taką dobrowolność innym zezwolić, byle tylko na chama uszczęśliwiać każdego tą swoją inflacyjną walutą.

    P.S. Tak jak kasyno zawsze wygrywa, tak też i banksterzy nigdy nie są stratni na oprocentowywanych przez siebie lokatach, więc te ściemy dla naiwnych sobie daruj, skoro realny wzrost PKB w PRLu-bis jest na poziomie bliskim 0% (mamy bowiem stagnację gospodarczą, a nie jakąkolwiek zieloną wyspę), zaś rzeczywista inflacja przekracza 5%, byle tylko realne oprocentowanie lokat zawsze było w takim układzie na minus.
  • @RAJan 22:49:03
    Widzisz.

    Problem nie polega na tym, czy pieniądz fiducjarny jest jedynie słusznym, czy nie.

    Problem polega na tym, że w tej chwili (oraz w bardzo, bardzo dalekiej przyszłości) jest on niestety jedynym możliwym.

    Jedyne, co sensowne można zrobić, to zastanawiać się nad tym jak mechanizmy (w bardzo szerokim sensie) sterujące jego ilością i sposobami "wypuszczania" na rynek wpływają na stan gospodarki, i kogo "faworyzują", a kogo nie.

    Bajanie o pieniądzu "kruszcowym", "pełnym pokryciu", 100% rezerwie (czy jak ją tu rózne tumany zwą), grabieży, pieniądzu emitowanym jako dług - świadczą tylko o tym, że czytając jakieś teksty w lengłydżu, rozumieją statystycznie co trzecie słowo.

    Później klecą z tego zdania i publikują na witrynkach, takich jak ta, lub wydają "nakładem autora" w 20 egzemplarzach, zamiast kupić dobre winko i wypić.

    Pozdrawiam

    PS. W tej chwili "wolny wybór" waluty jest tak samo prawdopodobny, jak stworzenie "miasta słońca" Campanelli lub zorganizaowanie państwa na wzór "Państwa" Platona.

    PPS. Jeśli rzeczywiście chcemy coś w Polsce zmienić, to nie da się tego zrobić siłą bełkotu, tylko organizacją połączoną z siłą rozumu.

    Jestem stary i mnie się już zwyczajnie nie chce, ale kibicuję młodym myślącym, a nie młodym caniaczkom albo młodym bezmózgom.

    Nie mówię o starych, bo z nimi niestety nic się już nie da zrobić. Muszą po prostu odegrać rolę dinozaurów do końca.
  • Kurs złota 1600 zł za gram srebra 29 zł za gram.
    W jaki niby sposób ma fizycznie zapłacić monetą za bułkę wartą 17 groszy. Kruszec tak czy inaczej trafi do skarbców i drukowane będą banknoty jako certyfikaty własności pieniądza. Zamiast jednego emitenta będą ich tysiące jak mam ustalić który drukuje banknoty z pokryciem a który papier toaletowy.
    Ci co mają kasę mają i wiedzę. W przeddzień zmiany zajmą pozycje na majątku i zasobach.
    Posiądą nie tylko własność ale i korzyści z emisji. Lud roboczy nie będzie miał wpływu na nic, do tej pory ma chociaż szansę raz na 4 lata kopnąć w d... kogo trzeba celem zmiany dotychczasowej polityki pieniężnej.
  • @RAJan 22:34:22 - trochę rozmijasz się z prawdą
    Piszesz:
    "...Cały bowiem ten oszukańczy mechanizm inflacyjny z pieniądzem fiducjarnym zasadza się właśnie na tym, że gdy tylko reżim państwowy narobi sobie długów, to żeby jakoś ten deficyt zniwelować bez jakichkolwiek ze swojej strony oszczędności (choćby redukując wydatki, bądź podatkożerną biurokrację), zaraz zwraca się do Banku Centralnego z prośbą o dodruk kasiory (którą tymczasowo załata dziurę budżetową - przynajmniej do czasu nim znowu nie zacznie więcej wydawać, niż ma wpływów z podatków), który w efekcie przełoży się na rozpuszczenie kasy w portfelach samych obywateli (wywoła to bowiem inflację, która jest najbardziej perfidnym podatkiem ze wszystkich, gdyż sprawia, że na coraz mniej możemy sobie pozwolić za tą samą wypłatę)..."
    Budżet nie "zwraca się do Banku Centralnego o dodruk kasiory". O to zadbali nasi posłowie aby to nie było możliwe. Co by rzyt na tym skorzystał? Nic! Więc teraz skarb państwa emituje obligacje, wykupują go banki komercyjne a NBP im te kwoty refinansuje w operacjach mądrze nazywanych "operacjami otwartego rynku".
    TY PŁACISZ ODSETKI bankom komercyjnym i narzekasz na obciążenia fiskalne!
    Po jaką cholerę potrzebna jest nam ta droga "obejściówka" konstytucyjnego zakazu.
    Wystarczy:
    - "twarda" formuła emisyjna,
    - rozproszenie na zasadzie "dywidendy obywatelskiej" aby zbić idiotyczny argument, który przytoczyłem wcześniej.

    Jeśli nie jest Ci w smak polityka stałych cen to mamy taką sytuację: gospodarstwa domowe mają w depozytach 485 mld zł i są zapożyczone na kwotę 531 mld zł. Po czyjej stronie stoisz? - bo to w tym przypadku nie jest bez znaczenia.
  • cóż klimat dyskusji trochę martwi...
    tymczasem stajemy się świadkami upadku tzw. państw
    państw polityków za przyczyną tzw. pieniądza fiducjarnego, czyli ...oszustwa, które przez "rotschildów" sprowadzone zostało do terminu "przekrętu wieków" - akt rezerwy federalnej z 1913r.

    oczywiście RAJan obudził ducha narodu popierając autonomiczne ruchy lokalne, ale co do zasady to jest.... racja
    przykro mi - co wcale nie oznacza upadku Polski
    WRĘCZ PRZECIWNIE
    ona upada od wieków bo między innymi ma kiepskie fundamenty lokalne

    najpierw dla inspiracji polecam lekturę wielu innych alternatywnych koncepcji pieniężnych/ekonomicznych na :
    http://www.bartersystem.pl/serwis/index.php
    http://glosulicy.pl/

    tutaj nie ma wielkiej filozofii:
    1. Demokracja bezpośrednia
    2. Silne struktury oddolne
    3. Administratorzy zamiast rządzących

    to na początek i to jest bardzo dużo - następne etapy są już w rękach LUDZI

    mamy wiele przykładów do inspiracji:
    Szwajcaria, Islandia - na poziomie krajowym
    Szwajcaria , USA, Australia - na poziomie lokalnym
    to działa raz lepiej , raz gorzej
    w Polsce jest coraz więcej lokalnych referendów

    ale teraz świat stawia nas przez mega - wyzwaniem

    na początek postarajmy się kulturalnie dyskutować - bez osobistych "wycieczek" to zabija dyskusje i daje "legitymację" do rządzenia "mądrzejszym"
    no stada musi ktoś pilnować bo się "pozabijają" :-()

    co do Polski i obrony przed NWO
    przynajmniej od 1920 r. mieliśmy do czynienia z "tysiącem" postaci, którzy Polskę wymieniali przez wszystkie przypadki, tzw. rację stanu potrafili autorytatywnie przyporządkowywać do całkowicie odmiennych struktur pozapaństwowych - jaki jest skutek?
    czy tutaj się różnimy w ocenie - po owocach poznacie...?
    stawiam tezę, że nie potrzebujemy kolejnych "uczciwych" polityków

    "uczciwi" politycy są już szykowani, nowy ekologiczno-technokratyczny koncept (chyba opisywany na NE) jest dopracowywany w szczegółach
    alternatywą jest lokalne rozproszenie oparte na silnych społecznościach lokalnych
    mamy dwoje 5 minut i 1% szans na odzyskanie wolności
    poprzez likwidację systemu feudalnego (obecnie to tzw. demokratyczny feudalizm - to nie jest oksymoron), feudalizmu monetarystycznego
  • @nikander 07:51:05 - w przeciwieństwie do Ciebie stoję po stronie obywateli RP, a nie reżimu z Wiejskiej!
    I stąd dla mnie cały monopol monetarny związany z Bankiem Centralnym jest z samej swej inflacyjnej natury chory do szpiku kości, a że Ci on z wiadomych antyspołecznych względów nie przeszkadza, to już taka obłudnych "trzeciodrogowców" mentalność Keynesowska.

    Natomiast jeśli już mówimy o dodruku kasy z powietrza, to ten akurat może odbywać się na wiele przeróżnych sposobów (patrz. link poniżej), co niezmiernie sprowadza się do faktu, iż jest on wprost znamienny dla wszelkich budżetów deficytowych w "państwach opiekuńczych".

    http://www.adamduda.pl/2008/09/23/jak-sie-drukuje-pieniadze/
  • @Cezary Bialik 05:25:17 - daruj sobie już te krętacką ściemę, która sprowadza się do zachowania monopolu!
    Jak Ci się pokrycie waluty w kruszcu nie podoba, to wcale nie musisz się ja posługiwać, tylko równie dobrze dalej możesz się dawać inflacyjnie okradać przez pieniądz bez jakiegokolwiek pokrycia drukowany z powietrza.

    Mi nic do Ciebie, więc nie uszczęśliwiaj również innych na siłę, którzy swoją pracę zarobkową znacznie wyżej sobie cenią i nie życzą sobie, aby ich jacykolwiek Banksterzy okradali i to pod przymusem ze strony państwa.

    P.S. Same jednostki miar się ustala tak, co by doskonale odpowiadały one wymogom rynku, więc Ty się nie martw, że bułki sobie nikt nie kupi za kruszcową monetę, bo to akurat jest kpiną ze zdrowego rozsądku (tym bardziej, że oprócz złota i srebra są dostępne również tańsze metale w obiegu, więc żadnego dla nich papierowego zamiennika nie będzie potrzeby stosować).
  • @nonscolar 23:30:27 - a co niby stoi na drodze walucie kruszcowej poza reżimowym zawodzeniem?!
    Odpowiedź brzmi: NIC!

    Co niby stoi na przeszkodzie, aby w takim San Marino położonym w centrum Włoch, albo w Monako na południu Francji nie można było bić własnej lokalnej monety, podobnie jak w jakimś innym regionie Polski, który wywalczyłby sobie na drodze lokalnego plebiscytu autonomię???
  • @konserwa70 09:22:38 - popierając regionalną Autonomię Krain Historycznych Polski walczy się z UE!
    Albowiem tylko za pośrednictwem takich Ruchów jak Autonomia Śląska, Pomorza, Mazur, Wielkopolski, itp., itd., można bez najmniejszych nawet problemów opuścić NWO'owy Eurokołchoz, do którego akcesja będzie możliwa dopiero z chwilą przeprowadzenia na ich obszarze kolejnych referendów (tym bardziej, że takie Krainy miałyby własne konstytucje).
  • @RAJan 13:42:49
    "(tym bardziej, że oprócz złota i srebra są dostępne również tańsze metale w obiegu, więc żadnego dla nich papierowego zamiennika nie będzie potrzeby stosować"
    Jak jest różnica między monetą z ołowiu a banknotem papierowym- poza ciężarem.
    Nie pragnę nikogo uszczęśliwiać , nie chcę jedynie aby dobrze poinformowani wydymali mnie w imię dętych ideii
  • @RAJan 14:00:46
    niestety "nikt"tego nie rozumie
    wchodzimy często na nutę narodową,
    którą zawładnęła orkiestra polityków wszelkiej maści

    prawdziwa siła w strukturach lokalnych - ale nie lokalnych kacykach

    co do pieniądza - na prawdę ludzie szybko znajdą rozwiązania umożliwiające swobodną wymianę
    zresztą jej charakter ulegnie wkrótce radykalnej zmianie po uwolnieniu potencjału wynalazczości opartego także na swobodnym dostępie do różnych (prawdziwie ekologicznych) źródeł energii
    fiducjarny pieniądz w rękach chazarskiej elity także tą sferę zawłaszczył kosztem PRAWDZIWEGO postępu, pozwalając za to na szeroki obyczajowy "postęp"
    no ale to już inna historia...
  • Mam dwa pytania do przeciwników wolnej bankowości.
    Tylko proszę bez obrażania, czysta merytoryczna rozmowa. Może mnie ktoś przekona:
    1. Dlaczego uważacie że jeśli przybywa towarów, to musi przybywać pieniądza? Jakie jest powiązanie między jednym a drugim?
    2. Co byście powiedzieli na opcję pieniędzy drukowanych przez państwo, ale oprócz tego możliwości emitowania własnej waluty. Ludzie sami by sobie wybierali czy chcą używać papierków rządowych czy kruszcu.


    I odpowiem jeszcze użytkownikowi Cezary Bialik:
    Różnica jest taka, że ołowiu Ci nikt nie dodrukuje, i jest on wart więcej od kartki papieru. Wątpię żeby monety były ołowiane(miałyby małą trwałość), mogłyby być jak dziś miedziane, może wykonane z brązu, mosiężne lub płaciłbyś papierkami z napisem 0.01 grama złota(srebra), które w ilości 100 byłyby wymieniane na 1 gram złota(srebra) w banku. Nie widzę najmniejszego problemu. Ludzie wybraliby sobie taki pieniądz jaki byłby im najbardziej wygodny.
  • @RAJan 13:52:19
    Zanim coś napiszesz, to najpierw trochę poczytaj, później pomyśl, póniej znowy poczytaj itepe itede.

    Ale...

    Jeśli czytasz przygłupów w rodzaju tego czegoś o nicku na "n" lub dajmy na to Rossakiewicza, to sam żeś sobie winny.
  • @Flaku 18:37:22
    Mieliśmy już taki okres że w obiegu były złote polskie, ordy, tynfy i boratynki. Żołd wypłacony żołnierzowi ważył około 5 kg. Za mało aby żyć za dużo aby walczyć.
  • @nikander 20:26:53
    To jeśli by to komuś przeszkadzało to przyjmowałby tylko dzisiejsze PLNy. W czym problem?
  • @Flaku 21:18:28
    Pomysł nie jest tego wart, ale ...http://nikander.nowyekran.pl/post/64583,naf-argumentacja-cudzoziemskiego-autoramentu
  • @Cezary Bialik 14:26:11 - a czy teraz groszówki masz papierowe, czy kruszcowe?!
    Więc o czym Ty tutaj bredzisz???
    Jak chęci brak, to każdy pseudoargument dobry, aby za tym obecnym monopolem walutowym lobbować.
  • @nonscolar 19:22:23 - i dalej bajdurzysz od rzeczy, nie mając żadnych argumentów pod ręką!
    To skoro jesteś aż tak bardzo ociężały intelektualnie, to specjalnie dla Tobie podobnych niedorozwojów umysłowych dedykuję poniższy filmik, który doskonale obrazuje dlaczego reżim państwowy utrzymuje wbrew interesowi własnych obywateli monopol pieniądza fiducjarnego:





    http://www.youtube.com/watch?v=whyyCChDVPY&feature=related
  • @nikander 21:34:03 - co za bełkot... że niby konkurencja nie jest warta zniesienia monopolu?!
    Weź Ty się reżimowy zamordysto w końcu puknij w ten pusty łeb i to zdrowo, bo tych Twoich totalitarnych bredni nie da się już nawet czytać.

    A jak brakuje Ci IQ, aby się do poniższych pytań ustosunkować, to tym bardziej nie zabieraj Ignorancie głosu w sprawach, o których nie masz bladego pojęcia:

    "1. Dlaczego uważacie że jeśli przybywa towarów, to musi przybywać pieniądza? Jakie jest powiązanie między jednym a drugim?
    2. Co byście powiedzieli na opcję pieniędzy drukowanych przez państwo, ale oprócz tego możliwości emitowania własnej waluty. Ludzie sami by sobie wybierali czy chcą używać papierków rządowych czy kruszcu."
  • @nikander 21:34:03
    Myślałem że rozmawiam z poważną osobą. Pomysł nie jest wart? Co powiesz na możliwość zlikwidowania cykli koniunkturalnych? Czy to wciąż za mało by rozważyć ten pomysł? Więcej szczegółów tutaj:
    http://www.jesushuertadesoto.com/books_polish/dinero_polaco.pdf

    Nawet jeśli znajdziesz dobry sposób na rozdzielanie tych nowo emitowanych pieniędzy równo między obywateli, to powiedz mi po co sobie zaprzątać tym głowę i zatrudniać w tym celu dodatkowych urzędników? Co nam da takie rozwiązanie? Niepotrzebny kłopot i spory o to kto powinien ile dostać. Teza o szybie przy każdym domu to zwykłe bzdury. Dziś każdy ma prawo kupić sobie drewno i wykonać z niego meble, a jakoś nie mamy warsztatu stolarskiego przy każdym domu. Zaprzeczysz? Czy potrzebujemy monopolu państwa na produkcję mebli by każdy nie musiał mieć warsztatu meblarskiego przy domu?
  • @Flaku 15:20:11
    Bo w ekonomii tak jest, że na każda tezę "jedynie słuszną i historycznie uzasadnioną" można znaleźć kilka tez brzmiących równo sensownie. Niem ekonomii, są doktryny ekonomiczne a ja w Misesie nie gustuję.

    To co, to jak w Transwalu odkryją nowe pokłady złota, to mamy obowiązek wypowiadania nowej wojny burskiej?
  • @nikander 18:06:18
    Ale czy ktoś tutaj mówi o tezie "jedynie słusznej i historycznie uzasadnionej"? Według naszej argumentacji to pomoże i sprawi że ludzie przestaną być pozbawiani ich własności a przy okazji damy im trochę wolności, w Twojej nie widzę żadnego argumentu który mówiłby o szkodliwości takiej reformy, czyli według Ciebie nie pomoże nie zaszkodzi. Więc czy nie warto spróbować?

    Dlaczego chciałbyś wypowiadać wojnę? Nie rozumiem za bardzo Twojego toku myślenia. Twierdzisz że jakbyśmy używali muszelek zamiast pieniędzy to wypowiadalibyśmy wojnę krajom nadmorskim? Dziś złoto też ma dużą wartość, a jakoś nikt nie wypowiada wojny krajom odkrywającym pokłady złota.
  • @RAJan 11:58:11
    Pierwsze nie odnosiłem się do tego czy bilon istnieje czy nie tylko do wartości jaką wyraża. Aktualnie koszt produkcji 1gr jest wiekszy niż jego wartość nominalna. Mimo to za 100 groszy nie kupimy więcej niż za 1 złotówkę. A 1000 gr. ma nadal wartość 10 zł mimo, że koszty produkcji w ogóle nie są porównywalne.
    Drugie nadal nie wiem kto będzie gwarantem nowych emitentów. Co z praktyką psucia pieniądza dosyć przecież powszechną niegdyś.
    Złoto jak za dawnych czasów wróci do skarbców a w obiegu pojawią się banknoty. Wrócimy do punktu wyjścia.
  • @Cezary Bialik 17:18:59
    A kto jest gwarantem dzisiejszego emitenta? Tam gwarantem będzie konkurencja. Jeśli jeden będzie oszukiwał, to ludzie nie będą używali jego pieniędzy. Nie wrócimy do punktu wyjścia, bo banknoty te będą wymienialne na złoto, a złota nie da się dodrukowywać tak jak dziś.
    A co do pierwszego to dzieje się tak, bo emitent jest za przeproszeniem durny i nie dotyczy go kalkulacja kosztów. Zauważyłeś że działa Prawo Kopernika-Greshama? "gorszy pieniądz wypiera lepszy jeśli nadamy im sztywny kurs wymiany", no i zawsze brakuje jednogroszówek. Wytłumaczysz mi jaki jest sens produkcji 1gr za 5gr?
  • Ciekawa koncepcja...
    Król Midas by się nie powstydził.

    Wartymi poważnego potraktowania, więc angażowania w nie pracy milionów ludzi - sa takie koncepcje, które nie przekazują osobom wartości ziemi.
    Bogactwo ziemi powinno ją uszlachetniać, a wzrost gospodarczy pochodzić z pracy = czas+wysiłek+talent.

    Wzrost mający takie źródło nie podlega wahaniom koniunkturalnym, czy politycznym.
    Firmy wydobywcze winny pobierać opłatę za wydobycie.
    Zysk ze sprzedaży winien być ustawowo, poprzez skarb poaństwa kierowany na inwestycje infrastrukturalne.
    W żadnym wypadku na wydatki socjalne.

    Mogli tak zbudować potęgę gospodarczą Japończycy, mogą i inni.

    Nawet, gdyby się sprzeciwiali temu "antysemici".
  • @BTadeusz 11:29:12
    Sugerujesz że to ludzie są dla ziemi, a nie bogactwa znajdujące się w ziemi dla ludzi i powinniśmy je tam wkładać a nie wyciągać? Ciekawa koncepcja. Takiej jeszcze nie słyszałem. Po co mielibyśmy to robić?
    Co masz na myśli mówiąc, że bogactwo ziemi powinno ją uszlachetniać? Ziemia nie będzie warta więcej choćby była w całości z diamentu, jeśli nie można by było tych diamentów użytkować.
    Ciekawe nad czym chcesz tą pracę wykonywać jeśli nie nad surowcami naturalnymi. Każdy towar który produkujemy kiedyś był surowcem naturalnym.
    A to kopalnie są bardziej narażone na wahania koniunkturalne niż gabinety masażu? Też jeszcze nikt tego zjawiska nie opisał. Mógłbyś rozwinąć?
    Dlaczego państwo powinno pobierać opłaty za wydobycie? Przecież ono tych surowców nie wytworzyło, nie zagospodarowało, ani nie kupiło więc nie ma do nich większych praw niż każdy szary człowiek. Dlaczego zakładamy że państwo jest właścicielem kopalin?
  • @Flaku 12:40:50
    Dlaczego mam takie poglądy?
    Bo jestem Polakiem. I chcę, aby moi potomni nimi byli.
    A Pan?
  • @Flaku 12:40:50
    I dodatkowo - jestem demokratą.
    A demokrację rozumiem, jako stanowienie prawa wolą większości uprawnionych.
    Ziemia "zifrastrukturyzowana" jest wiecej warta od surowej.
    Ziemia trwa wiecznie, jeśli jej właściciele ją upilnują.
    Jest wspólną i niepodzielną własnością narodu, podobnie jak język i pieniądz (powinien być). I łącznie z demokratycznie ustanowionym prawem stanowi trwałą bazę dla rozwoju narodu.
    Ma Pan konkurencyjną koncepcję na państwo?
  • @Flaku 12:40:50
    I dodatkowo proszę nie zapominać, że jednoosobowo nie zachowa Pan ani ziemi, ani jej bogactw. Zabiorą Panu - zorganizowani w państwo.
    Czy się mylę?
  • @BTadeusz 15:52:14
    Jestem Polakiem.
    Ziemia której nie wolno eksploatować nie ma większej wartości niż ziemia którą wolno. Zaprzeczy Pan?
    Nie zgodzę się że jest własnością narodu. Co w ogóle znaczy że jest własnością narodu? Jestem jego częścią, a nie wolno mi sprzedać swojej części ziemi. Jeśli nie mogę sprzedać to nie jest to moja własność. Ziemia jest własnością właściciela który albo ją pierwotnie zagospodarował, albo kupił ją od takiej osoby.
    Pieniądz jest niepodzielną własnością narodu? Czyli nie wolno za niego nic kupić od obcokrajowca? Ja myślałem że pieniądz jest własnością tego, kto go zarobił.
    Jak język może być czyjąś własnością to w ogóle nie rozumiem. Język nie posiada cechy takiej jak rzadkość, dlatego nie może być niczyją własnością. Jak Pan rozumie "własność" języka?
    Mam konkurencyjną koncepcję. Brak rządowego pieniądza, języka każdy może używać jakiego chce, a ziemia jest własnością poszczególnych ludzi.
    A co do tego że zabiorą mi ziemie zorganizowani w państwo to moim zdaniem państwo jest od tego żeby pilnowało żeby nikt nikomu nie zabrał, a nie powinno czuć się właścicielem ziemi.
  • @BTadeusz 15:52:14
    Jeśli jednak mówimy o koncepcji braku państwa to musiałbym zapłacić komuś za ochronę by nikt mi jej nie odebrał, ale nie dążmy do anarchizmu.
  • @BTadeusz 15:52:14
    Dlaczego ziemia ma być własnością narodu, a odkurzacz już poszczególnych obywateli. czym różnią się te dwa dobra?
  • @Flaku 21:00:08
    Tak ogólnie to temat jest o pieniądzu, a my o ziemi

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Budujemy mosty dla pana starosty

    Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930