Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Mises o bezrobociu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Praca jest towarem jak każdy inny. Jest efektem sytuacji, w której konsumenci są skłonni zapłacić tylko za usługi, a nie zaspokajać wymagania dotyczące wynagrodzenia stawiane ze względu na pochodzenie czy przesadzoną samoocenę pracownika.

Tłumaczył:Stefan Sękowski 

Na poniższy wywiad składają się pytania autorstwa Roberta Nefa (miejscami spreparowane przez Tłumacza), kierownika szwajcarskiego Instytutu Liberalnego, oraz odpowiedzi Ludwiga von Misesa, zaczerpnięte z jego książki „Nationalökonomie” („Ekonomia polityczna”). Jej poszerzoną wersją jest najważniejsze chyba dzieło Misesa: Human Action.

Instytut Ludwiga von Misesa: W Polsce, Europie i na całym Świecie stoimy dziś przed problemem masowego bezrobocia. Jakie znaczenie ma ta kwestia dla liberalnego ekonomisty?

Ludwig von Mises: Długotrwałe i masowe bezrobocie stało się zasadniczym problemem nowoczesnej kultury. Niszczy dzieło liberalizmu. To, że miliony ludzi mogą być długotrwale wyłączone z procesu wytwarzania jest sytuacją, której nie wolno tolerować. Pojedynczy bezrobotny chce pracować. Chce zarabiać, gdyż ceni wyżej korzyści wynikające z wynagrodzenia od, dość problematycznego dla człowieka, który jest pozbawiony środków do życia, nadmiaru wolnego czasu. Fakt, iż nie może on znaleźć pracy, doprowadza go do rozpaczy. Awanturnicy dążący do dyktatury formują z bezrobotnych swoje grupy szturmowe.

ILvM: Jakie są Pana zdaniem przyczyny bezrobocia?

LvM: Jeśli poszukujący pracy nie znajdzie odbiorcy dla tego rodzaju pracy, jaki preferuje, wówczas musi rozejrzeć się za zajęciem innego rodzaju. Jeśli poszukujący pracy nie może otrzymać takiego wynagrodzenia, jakie by chciał, wówczas musi obniżyć swoje wymagania. Jeśli tego nie chce zrobić, nie znajdzie żadnej pracy; pozostanie bezrobotnym. Bezrobocie jest skutkiem sytuacji, w której pracownik może i chce czekać. Pracownik, który nie chce i nie może czekać w nieskrępowanej gospodarce rynkowej zawsze znajdzie pracę; wystarczy, że obniży swoje wymagania dotyczące zarobków lub zmieni zawód albo miejsce pracy.

ILvM: Ale czy pracobiorca jako oferujący swoje usługi nie stoi przypadkiem w konflikcie wobec pracodawcy (przedsiębiorcy poszukującego pracy na nieuregulowanym rynku) na przegranej pozycji? Czy w związku z tym nie należałoby – szczególnie w obliczu recesji – prowadzić uzasadnianą względami społecznymi politykę, regulującą stosunki na rynku pracy na korzyść pracobiorcy, by w ten sposób zapobiec możliwym nadużyciom?

LvM: Stosunek przedsiębiorców do sprzedawców swojej pracy na rynku nie różni się niczym od ich stosunku do sprzedawców rzeczowych środków produkcji. Przedsiębiorcy chcą i muszą nabywać środki produkcji tak tanio, jak to tylko możliwe. Każdy przedsiębiorca proponuje za ilość pracy, z której chce skorzystać, dokładnie tyle, ile musi zaproponować, by dojść na rynku pracy do głosu. Nie może zaproponować mniej, gdyż wtedy zostanie przebity przez innych przedsiębiorców i nie znajdzie pracowników. Nie może zaproponować więcej, gdyż musiałby wytwarzać swój produkt drożej niż jego konkurenci, sprzedając go po cenach nierentownych. Ceny rynkowe towarów ustalają wysokość zarobków. Zarobki są jednoznacznie ustalane przez podaż pracy i środków produkcji oraz ceny rynkowe towarów.

ILvM: Czy wysoka podaż pracy nie prowadzi do „monopolistycznego wyzysku” przez pracodawców?

LvM: W owej tezie o monopolistycznym wyzysku pracowników przez milczącą zmowę przedsiębiorców każda „praca” jest taka sama; istnieje podaż „pracy” i popyt na „pracę”, to znaczy na pracę jako taką bez względu na jakość tej pracy. W rzeczywistości nie ma czegoś takiego. Proponowana jest zawsze praca konkretnego rodzaju, w związku z czym popyt nie kieruje się na „pracę” per se, ale na pracę konkretnego rodzaju. Generalnie przedsiębiorcy nie stykają się z rzadkością pracy jako taką, ale szczególnie z rzadkością pracy o jakości przez nich wymaganej. Konkurencja przedsiębiorców o wyszkolonego pracownika, który oferuje usługi wysokiej jakości, którego mogliby potrzebować do swoich konkretnych celów, nie jest mniejsza niż ich konkurowanie o surowce, półfabrykaty, maszyny i narzędzia, czy konkurencja na rynku kapitałowym i pieniężnym. Zarówno możliwość rozszerzenia działalności poszczególnych przedsiębiorstw, jak i całkowitej produkcji, są ograniczone przez rzadkość pracy oraz przez nią spowodowaną rzadkość wytwarzanych środków produkcji.

ILvM: Poziom płac nie jest więc ustalany jednostronnie ani przez pracodawców ani przez pracowników?

LvM: Wyrażenia „pracownik” i „pracodawca” wynikają z poglądów, które już od dawna są nam obce. Przedstawiają fałszywy obraz rzeczy. Przedsiębiorca otrzymuje wykonaną przez robotnika pracę i płaci za nią cenę, czyli wynagrodzenie. Pracownik sprzedaje przedsiębiorcy swoją pracę i jest opłacany za jej wyświadczenie. Praca jest środkiem produkcji, a robotnik jest jako sprzedawca tego środka produkcji zależny od kształtowania się sytuacji rynkowej. Nie wymagania pracownika, lecz ocena efektów jego pracy przez społeczeństwo odpowiada za wysokość wynagrodzenia; tylko ona dochodzi do głosu przy ustalaniu wysokości wynagrodzeń, które tworzy rynek. W tym sensie praca jest towarem jak każdy inny. Nie jest to jednak skutek bezwzględności serc i zachłanności przedsiębiorców, lecz sytuacji, w której konsumenci są skłonni zapłacić tylko za usługi, a nie zaspokajać wymagania dotyczące wynagrodzenia stawiane ze względu na pochodzenie czy przesadzoną samoocenę pracownika.

ILvM: Nazywa Pan pracę towarem jak każdy inny. Jednocześnie uważa Pan, że praca jest osobistą usługą świadczoną sobie nawzajem przez ludzi, która świadczy o ich godności i wolności. Czy nie ma w tym żadnej sprzeczności?

LvM: Właśnie na tym polega wolność pracownika, że przedsiębiorca pod presją rynku traktuje pracę jako towar i że pracownik nie jest dla niego niczym innym jak człowiekiem, który pomaga mu w zamian za pieniądze. Jego usługa jest opłacana, a on służy, by otrzymać zapłatę. Miłosierdzie i jego brak nie mają dla niego żadnego znaczenia. Nie jest winien pracodawcy podziękowania, tylko usługę. Dlatego przedsiębiorca w gospodarce wolnorynkowej nie musi używać przemocy wobec pracownika. Wszystkie nierynkowe systemy pracy muszą dawać pracodawcy możliwość zmuszenia pracownika do większej wydajności. Jako że więzienie odciąga pracownika całkowicie od pracy lub drastycznie zmniejsza jego wydajność, klasycznym środkiem przymuszenia niewolnych lub półwolnych robotników do pracy były kary fizyczne. W związku ze zniesieniem pracy niewolniczej bat stał się jako napęd do pracy nieskuteczny. Chłosta była symbolem pracy niewolniczej. Myślenie wolnorynkowe widzi ją jako nieludzką i niegodną, w związku z czym zniosło kary cielesne także w wychowaniu, systemach karnych oraz w dyscyplinie wojskowej. Kto uważa, że w socjalistycznym społeczeństwie byłaby możliwa walka z leniwymi pracownikami bez zastosowania środków przymusu, gdyż każdy wykonywałby pilnie swoje obowiązki, oddaje się mrzonkom.

ILvM: W końcowej fazie realnego socjalizmu rezygnowano z tego rodzaju dyscyplinowania, by nie zmniejszać akceptacji systemu. Przez to produktywność spadała poniżej zera. System musiał się zadłużać i w końcu zbankrutował. Oficjalnie nie było bezrobocia. Tak jak w gospodarce wolnorynkowej, w której według Pana też nie ma bezrobocia?

LvM: Bezrobocie jest na nieskrępowanym rynku zawsze dobrowolne. Bezrobotny widzi w nim mniejsze zło. Sytuacja na rynku może powodować spadek zarobków, ale na wolnym rynku istnieje zawsze pewien poziom płac, przy którym wszyscy chętni do pracy ją znajdą. Ostatecznie płace będą takie, że wszyscy pracownicy znajdą zatrudnienie, a wszyscy przedsiębiorcy tylu pracowników, ilu chcą zatrudnić.

ILvM: Zniżkujące zarobki nie są więc niczym innym, jak tylko drugą stroną systemu, w którym płace rosną w dobrej sytuacji gospodarczej. Nieskrępowany rynek nie odpowiada jednak dzisiejszym realiom. Na sytuację na rynku pracy wpływa się poprzez przepisy prawne oraz kolektywne uzgodnienia. Czy w takiej sytuacji przedstawione przez Pana zależności także działają?

LvM: Ależ nie, bezrobocie zależne od rynku jest czymś zupełne różnym od nieregularnego bezrobocia. To nie wynika z decyzji pojedynczego pracownika. Jest wynikiem polityki, która poprzez interwencje w działanie rynku próbuje wytworzyć wyższe płace od tych, które by na nim powstały.

ILvM: Jako środek w walce z bezrobociem proponuje się lepszy podział istniejącej pracy np. poprzez skracanie tygodniowego czasu pracy lub obniżanie wieku emerytalnego.

LvM: Jako że w takiej sytuacji płace obniżone lub podwyższone zostać albo w ogóle nie mają, albo mają w stopniu niewystarczającym, co z reguły oznacza dalszą podwyżkę płac, a przez to i zwiększenie bezrobocia.

ILvM: A jak ma się sprawa z tworzeniem nowych miejsc pracy przez państwo?

LvM: Jako drogę do stworzenia nowych miejsc pracy proponuje się roboty publiczne. Jeśli jednak pieniądze przeznaczone na ten cel mają być zdobyte poprzez pożyczki lub podatki, to nie zmienia to nic w ogólnej sytuacji. Sumy zużyte na roboty publiczne zostają odebrane innym producentom, a taki wzrost możliwości zatrudnienia pociągnie za sobą spadek możliwości zatrudnienia w innych gałęziach gospodarki.

ILvM: Bezrobocie jest dziś często uważane za nieodłączny atrybut gospodarki rynkowej i postępu. Czy nie jest prawdą, iż postęp techniczny zastępuje ludzką pracę przez automatyzację i czyni wiele miejsc pracy zbędnymi?

LvM: Laicy zawsze uważali, że postęp techniczny zabiera ludziom możliwość zarobkowania. Z tego powodu stare cechy zaszczuwały każdego nowatora na śmierć, a luddyści niszczyli maszyny. Dzisiaj wrogowie postępu technicznego mogą powoływać się na opinie ludzi uważanych za kompetentnych przedstawicieli nauki. W niezliczonych książkach i artykułach twierdzi się, że bezrobocie technologiczne jest nie do uniknięcia, przynajmniej w systemie kapitalistycznym. Ale fakt, iż prawdziwych przyczyn długotrwałego i masowego bezrobocia należy szukać w polityce płacowej związków zawodowych i w poparciu rządów, jaką owa polityka płacowa się cieszy, pozostaje dla opinii publicznej nieznanym.

ILvM: Na czym polegają błędy teorii płac związków zawodowych i ich polityki w tym zakresie?

LvM: Uważa się, że pracownicy muszą za wszelką cenę sprzedać swoją pracę, jako że pensja jest zazwyczaj jedynym ich dochodem i bez niej umarliby z głodu. Pracownik jest więc zmuszony przyjąć każdą ofertę, jeśli nie znajdzie bardziej opłacalnej. Jeśli więc przedsiębiorcy działają wspólnie, mogą dowolnie obniżać poziom płac. Aby przedsiębiorcy mieli możliwość wywierania takiego przymusu płacowego, o którym mówi spora część opinii publicznej, musieliby mieć monopol na jakiś niezbędny do każdej produkcji rzeczowy środek wytwórczy, na który mogliby ustalić ceny monopolistyczne. Jako że nie ma jednego zawsze niezbędnego środka produkcji, musieliby rozporządzać wszelkimi rzeczowymi środkami wytwórczymi. Ten warunek mógłby zostać spełniony tylko w socjalistycznym porządku gospodarczym, w którym nie istnieją ani rynek, ani ceny rynkowe.

ILvM: W konsekwencji socjalistyczny system gospodarczy stracił dziś na wiarygodności. Idea „sprawiedliwości społecznej”, którą pragnie się osiągnąć poprzez redystrybucję i interwencję państwa w gospodarkę jest jednak nadal bardzo popularna.

LvM: Jeśli nie uda się przełamać monopolu związkowej teorii płac i znieść bezrobocia poprzez odbudowę wolności kształtowania płac, to zarówno rozwinięte państwa zachodnioeuropejskie, jak i Stany Zjednoczone zmienią szybko ustrój polityczny i gospodarczy. Jeśli nie porzuci się interwencji w politykę płacową, nieodwołalnie podjęty zostanie eksperyment państwa totalnego. Jeśli nie chce się uwolnić gospodarki rynkowej od interwencjonistycznych przeszkód, przechodzi się do socjalizmu.

ILvM: Co sądzi Pan o gwarantowanej płacy minimalnej?

LvM: Przeświadczenie, że płaca powinna być co najmniej tak wysoka, by mogła zapewnić pracownikowi „należyte” wynagrodzenie, jest z pewnością bliskie pracobiorcom. Każdy pracownik ma przy tym swój pogląd na to, do czego uprawniają go jego stan i pochodzenie, oraz także na temat swojej wydajności i osiągnięć. Jednak jego wymagania i samoocena nie mają znaczenia dla procesu płacotwórczego i nie ograniczają płacy ani od góry, ani od dołu. Pracownik musi się często zadowolić mniejszą płacą, niż uważa to za stosowne. Jeśli zaproponuje mu się więcej, niż by tego oczekiwał, pieniądze weźmie bez wahania.

ILvM: Jednak nie wszyscy ludzie mogą pracować. Czy w tym wypadku ma zastosowanie cyniczne stwierdzenie „kto nie pracuje, ten niech nie je”?

LvM: Tak, istnieją też ludzie niezdolni do pracy. Są tacy, którzy nie są zdolni do jakiejkolwiek pracy i tacy, którzy choć mogą pracować, to jednak ich wydajność jest tak nisko oceniana, że nie byliby w stanie za zapłatę zapewnić sobie bytu. Takie osoby mogą zapewnić sobie utrzymanie tylko wtedy, gdy ktoś się nimi zaopiekuje. Niezdolnymi do pracy bez środków do życia zajmują się członkowie rodziny, obdarzeni dobrym sercem i poczuciem humanitaryzmu filantropi, lub publiczna pomoc społeczna. Bezrobotni nie biorą udziału w procesie produkcji, otrzymane przez nich środki nie pochodzą z wymiany. Żyją, gdyż inni się o nich troszczą.

ILvM: Zgadza się Pan więc z ideą pomocy państwowej? Gdzie leżą granice polityki społecznej?

LvM: W działalności wobec biednych korzystano z metod wspierających niechęć do pracy i bezczynność wśród zdolnych do pracy. Ogólnie rzecz biorąc, prawodawstwo w zakresie polityki społecznej nie wykraczało poza udzielanie prawnego błogosławieństwa zmianom zachodzącym na rynku pracy. Gdy wyprzedzało rozwój przemysłowy, odległość była szybko nadrabiana przez szybki rozwój przybywającego bogactwa. Gdy jednak ustawodawstwo w zakresie prawa pracy przestawało być jedynie zatwierdzeniem zachodzących zmian, lub uprzedzeniem zmian mających i tak zajść, nie było pewne, czy jest dla pracowników dobroczynne, czy raczej stanowi obciążenie. Ustawy dotyczące ubezpieczeń społecznych były dla pracownika pewnym wsparciem. Jednak jeśli środki, z których owo wsparcie pochodzi, mają zostać zdobyte poprzez obejmujący wszystkich podatek, to obciąży to zawsze pracowników. Obciążenie poprzez składki na ubezpieczenie społeczne, podatki lub inną formę kosztów pracy jest rozumiane przez pracodawcę jako podwyżka ceny, jaką musi płacić za pracę i która musi w związku z tym zostać ostatecznie wyrównana odpowiednią obniżką przypadającej na pracownika w gotówce wypłaty. W ten sposób traktowane ubezpieczenie społeczne jawi się nie jako przymus wymierzony w pracodawcę, lecz jako ograniczenie możliwości korzystania z wynagrodzenia nałożone na pracownika.

ILvM: Interwencjonizm jest dziś popierany nie tylko przez ludzi związanych z lewicą, ale także polityków „prawicowych”, w Polsce np. Prawo i Sprawiedliwość, czy Liga Polskich Rodzin. Co prawda nie chcą oni centralnie sterować gospodarką, ale pragną rozwiązywać problemy punktowymi interwencjami w działanie wolnego rynku. Czy tego typu rozwiązania rzeczywiście służą społeczeństwu?

LvM: Jeśli ograniczymy obserwację pojedynczych interwencji do ich bezpośrednich skutków, nie zauważymy skutków pośrednich ani następstw dla gospodarki jako całości. Jednak kto myśli społecznie, tzn. spogląda na rzeczy pod kątem struktury społecznej i celów, jakimi kierują się ludzie w swoim działaniu, ten musi dojść do wniosku, że interwencjonizm nie może osiągnąć postawionych przed nim celów i że z punktu widzenia ludzi, którzy go polecają, jest bezcelowy.

ILvM: Dziękujemy za rozmowę.

 

KOMENTARZE

  • Ciekawe czy Instytut mi wyjaśni...
    Dlaczego wszyscy przedsiębiorcy mieliby ze sobą konkurować?

    Dlaczego nie mieliby się zmówić w celu zmonopolizowania jakiegoś rynku?

    By nie być gołosłownym powołam się na przykład Holandii w jej złotym wieku. Kiedy to zmonopolizowali handel bałtycki, bynajmniej nie dla korzyści mieszkańców regionu. A który utracili dopiero pod argumentem brytyjskich... armat!

    I jak mamy się bronić przed wzbogaconymi przedsiębiorcami którzy swoje zyski zamienią na armaty i zaczną nam dyktować wcale nie misesowskie rozwiązania?
  • @mnich zarazy 18:59:37
    Masz to wyjaśnione przecież w artykule.

    Co do Holandii, rozumiem, że sugerujesz, że na wolnym rynku firmy będą się zbroić i zmuszać w ten sposób ludzi do korzystania ze swoich usług? Albo będą zbrojnie napadać na startupy?

    Wolny rynek może istnieć tylko tam, gdzie istnieje praworządność. W takiej sytuacji każdy może wejść na ten rynek i konkurowć z monopolistą/oligopolistą oferując lepsze od niego warunki i w ten sposób z automatu przejąć klientelę monopolisty.
    A jeżeli ten monopol jest w jakimś sensie naturalny (np. ktoś kupił sobie Wezuwiusza i sprzedaje kamienie z tejże góry), to jak będzie chciał za dużo, to ludzie nie będą tego towaru kupować w ogóle (jeżeli nie jest im niezbędny) lub przerzucą się na zamienniki i monopolista zniknie z rynku. A jeżeli nie będzie chciał za dużo, to sam fakt bycia przez niego monopolistą nie jest czymś negatywnym.

    Jeżeli natomiast chcesz argumentować, że nie zawsze da się te prawo egzekwować, to ja się oczywiście z tobą zgodzę. Jeżeli nierespektowanie prawa to margines, to nie stanowi to większego problemu. Jeżeli jednak nie jest to margines, tylko dominujący wzorzec, to w takiej sytuacji w ogóle cięzko mówić o jakimkolwiek systemie społecznym czy gospodarczym. Innymi słowy ten drugi przypadek nie może być użyty przeciwko gospodarce wolnorynkowej jako takiej.
  • @mnich zarazy 18:59:37
    Monopolizowanie ma na celu podwyzszenie ceny, a jak podwyzszasz cene robisz miejsce dla konkurencji. Jak nie podwyzszasz ceny zanaczy ze pracujesz w miare optymalnym punkcie i dla firmy i dla klientow.
    Zle mysle?
  • zbyszanna
    Proszę wyjaśnić mi przypadek Holandii.

    Niestety ale powstawały Republiki Kupieckie i narzucały siłą swoje prawa i jakoś dziwnie często zmuszały do kupowania gorszych ale za to droższych swoich towarów!

    Praworządność może istnieć tylko w silnym państwie! A to jak to państwo będzie swoją siłę wykorzystywać, i przeciwko komu zależy od... etyki panującej w danym państwie. Czy etyka oparta TYLKO o własność materialną będzie odpowiednim hamulcem dla nadużywającego siły państwa?

    Jakoś w to wątpię.
  • emk6
    Teoretycznie tak.

    A w praktyce, też tak jest?
  • @mnich zarazy 19:43:40
    Zalezy, jesli taki monopol nie kupi sobie ustawe np ze firma musi spelniac norme ktory wymaga wylozenia 1mln$ to zgoda przyblokuje konkurencje, ale w takim systemie to coby nie bylo zaden sprawiedliwy system gospodarczy nie ma szans.
  • emk6
    A kto ma określać co jest sprawiedliwe?

    I... proszę zwrócić uwagę, że Ziemie zamieszkują różne Cywilizacje mające różne spojrzenia na sprawiedliwość. Przypomnę, że był czas kiedy sprawiedliwym było... karanie śmiercią własnych niewolników!

    Instytut Misesa nie może i nie chce zrozumieć, że na świecie są Ludzie, Społeczeństwa, Państwa i Wielkie Korporacje mające w nosie ich ideały.
  • @mnich zarazy 20:07:20
    Państwo ma być silne ale nie może konkurować gospodarczo z mieszkańcami. Żeby to zapewnić prawo misi być proste i sprawiedliwe.
    To co jest sprawiedliwe mamy zapisane w sercu. Wiemy,
    że nie wolno zabijać,
    że nie wolno kraść,
    że nie wolno zniewalać,
    I to powinno być podstawą prawa, i to jest jednocześnie proste i zrozumiałe dla każdego.
    Dlaczego po wojnie ścigano zbrodniarzy skoro działali zgodnie z nazistowskim prawem? Bo nazistowskie "prawo" było lewe i działało przeciwko tym prawom wymienionym powyżej. Prawa nie trzeba wymyślać trzeba je odkryć!
  • zke
    Przepraszam ale piękne slogany i nic więcej.

    Jest bardzo, bardzo wielu ludzi którzy nie kradną i nie zabijają nie z dobroci serca, a ze strachu. A jeśli dodamy ludzi innych kultur dla który zabójstwo innego człowieka może być powodem do dumy, to mamy bardzo niestabilny i zapalny świat.

    Wspomniani naziści zostali osądzeni przez obcych, po przegranej wojnie. Zresztą dziękuję za podany przykład. Bo wspomniani naziści mieli w nosie poglądy Misesa a chcieli innym narzucić własne.

    Jak obronicie nas przed następnymi nazistami?
  • @mnich zarazy 22:11:55
    To też nie o dobroć serca mi chodzi ale o silne państwo. Takie państwo, które my będziemy kontrolować ale które nam nie będzie mogło nic zabrać ani nas zniewolić, które będzie pilnowało żeby bogatsi nie wykorzystywali swojej przewagi od omijania prawa.
    Warunkiem koniecznym do tego jest proste i zrozumiałe prawo!
    Dlaczego musi być proste i zrozumiałe? Żeby, ci którzy tymczasowo reprezentują państwo mogli być łatwo i jednoznacznie ocenieni przez tych którym służą - przez nas.
    Nikt nie twierdzi, że to będzie raj na ziemi. Nie będzie! Ale nie będzie przynajmniej piekła. Nikt nie będzie miał pretensji do nikogo, bo będzie jasne, że sam dba o swoje, a o biednych zatroszczą się dobrzy ludzie. Uważa Pan, że nie ma dobrych ludzi? No to dlaczego Pan uważa, że system w którym Państwo oparte na jakimś zagmatwanym i subiektywnym prawie nie zostanie przejęte przez jakiegoś maniaka typu Hitler? Że urzędnicy, których będzie (jest) dużo nie zostaną przekupieni przez cwaniaków?
  • Brednie sytego próżniaka
    Nie ma przymusu podjęcia pracy źle opłacanej?

    Odpowiedz jest prosta.

    Zanim bogaty schudnie biedny umrze.

    Gdzie tu alternatywa?
  • @alf 23:12:37
    Alternatywa jest prosta:
    Jeden Planista (rząd), który buduje "uczciwe" państwo, w którym nie będzie bogatych, (Korea Północna)
    albo wielu planistów (prywatne firmy), którzy rywalizują tworząc różne dobra dla wszystkich, w którym są bogaci ale biedni są bogatsi niż w państwie centralnie sterowanym. (Korea Południowa)
  • @
    @
    "Pracownik, który nie chce i nie może czekać w nieskrępowanej gospodarce rynkowej zawsze znajdzie pracę;"

    Czytałem gdzieś, że austriaccy ekonomiści krytykowali matematyzację ekonomii. I nawet uważałem to za ich zaletę!!
    Czasem się jednak matematyka przydaje. Bo w podstawówce już uczą dzieci na lekcjach matematyki, że jak pudełko mieści 10 klocków, to 20 do niego nie włoży.
    Z moich obserwacji wynika, że w Polsce nadal jest dość wysokie bezrobocie ukryte. W każdej firmie jest część pracowników, którzy pracują na 100% (albo i więcej), ale jest też niemało dekowników, poświęcających najwięcej czasu na robienie dobrego wrażenia. Gdyby nie emigracja, to realne bezrobocie byłoby rzędu kilkudziesięciu procent.
    Przy takim rozumieniu pracy nie uda się go zlikwidować - niezależnie od stopnia "nieskrępowania".

    Na przykładzie tego tekstu widać wyższość szkoły freiburskiej nad austriacką. Niemcy dostrzegli problem monopoli i w sposób bardziej realistyczny rozumieli zagadnienie pracy.
    Biorąc pod uwagę całość poglądów Misesa, teza że praca jest takim samym towarem jak każdy inny jeszcze byłaby do zaakceptowania. Bo towar w jego rozumieniu to wytwór pracy ludzkiej i tego personalistycznego czynnika nie da się ignorować. Jednak przemiany w gospodarce sprawiły, że towar przestano traktować w ten sposób, a zrównanie pracy z innymi towarami stało się problematyczne.
    Posłużę się analogią. Kiedy jesteś w domu, to piżama jest takim samym ubraniem jak każde inne. Ale tak być przestaje, gdy wychodzisz na ulicę.
  • @zke 23:55:55
    jest przymus czegoś takiego jak żołądek, pan coś na ten temat wie? I do tego przymus wykarmienia dzieci. Nie wie pan jak wielki jest to przymus? I jest cwaniactwo leberałów a'la JKM, którzy nie dostrzegają, że sprowadzanie taniej siły roboczej zaprzecza pierdółkom o wolnym ryneczku i traktowaniu pracy, jak każdego innego towaru (a prpops JKM i jego udurnionych zwolnenników: chyba pękacie z radości, że nie musimy już dopłacać do stoczni, hut, kopalni i innych bezużytecznych zakładów? Jest klawo! Zatem radujcie się!!!)
  • @Jerzy Wawro 06:06:37
    Kto powiedział, że nie można chodzić w piżamie po ulicy? A Ci w dżungli co mają listki?
  • @serendipity 09:02:02
    Nikt. Ja też nie.
  • @antykrytyka 07:38:30
    No właśnie!!! Kto się w Korei Północnej czymś takim jak głód przejmuje? Ważna jest ideologia! Jednostka się nie liczy!

    Rząd nic nie produkuje. Żeby komuś dać musi obrabować kogoś innego. Cierpią na tym biedni, bo ceny towarów idą w górę wraz z podatkami.
  • @mnich zarazy 19:43:09
    Nie jest warunkiem koniecznym istnienia praworządności istnienie silnego państwa. Silne państwo jest jednym z możliwych rozwiązań, ale na pewno nie jedynym. Panowie od Korwin-Mikkego akurat właśnie takie rozwiązanie przyjęli, chca silnego państwa opartego o proste, sprawiedliwe prawo, które nie miesza się do dobrowolnych decyzji swoich obywateli. Prawo tego państwa panowie ci chcą stworzyć na bazie wartości cywilizacji łacińskiej/chrześcijańskiej/białego człowieka/zachodniej - czy jak jej inaczej nie nazywać.
    Oczywiście wolność i sprawiedliwość mają różne znaczenia w różnych kulturach, jednak jeżeli mówimy o szkole austriackiej, czy konserwatywnych liberałach, to rozumienie wolności i sprawiedliwości jest już takie, a nie inne. I nic nas nie interesuje, że być może gdzieś indziej sprawiedliwość jest rozumiana tak a nie inaczej. O ile sam Mises nie zajmował się pojęciem sprawiedliwości, to już inny działacz szkoły austriackiej (M. Rothbard) już to pojęcie definiował. Co więcej, twierdził on, że pojęcie sprawiedliwości jest konieczne przy opracowywaniu dowolnego modelu społecznego (a więc i ekonomicznego) i nie da się od niego ucieć. Rothbard uzupełnił teorię Misesa o pojęcie sprawiedliwości właśnie.

    Co to jest etyka i czym się różni od moralności? Bo wie Pan, że to dwa rózne słowa?

    Etyka oparta o prawo własności jest kompatybilna z etyką chrześcijanina i jest to etyka racjonalna, a więc m.in. zgodna z naturą cżłowieka i nie prowadząca go do zagłady.

    O ile podstawowym prawem w etyce wolnościowej jest prawo własności, to nikt nie twierdzi (a wręcz jest zgoła odwrotnie), że na własności ma sie kończyć nasz świat. Prawo do samoposiadania i dalej do posiadania owoców naszej pracy (bo o to chodzi w prawie własności przede wszystkim i nie rozumiem, jak ktoś może widzieć w tym prawie coś zdrożnego) determinuje wprawdzie granice, w jakm ludzkie działanie może się swobodnie poruszać, ale w żadnym wypadku nie narzuca kultury materialistycznej czy konsumpcjonistycznej.

    Wracając do sedna - Pańskie pytanie zawiera wewnętrzną sprzeczność. Jeżeli od państwa wymagamy jedynie, aby respektowało nasze prawo własności (bo jest oparte o etykę własności) i uznajemy, że jedynie takie prawo to państwo przestrzega, to absurdem jest twierdzenie, że państwo takie będzie miało skłonności do nadużywania siły. Jest tak ponieważ:

    !!! Użycie siły jest niesprzeczne z prawem własności tylko i wyłącznie w przypadku gdy jest ona użyta do obrony tego prawa !!!

    Innymi słowy, państwo, które respektuje prawo własności, nie może naduzywać siły, bo wiązało by się to automatycznie z nieprzestrzegania właśnie tego prawa.

    Ja podejrzewam, ża Pan o co innego chciał zapytać. Otóż państwo może być silne, ale i obywatele, społeczeństwo, musi być jednocześnie silne. W innym przypadku następuje nierównowaga, w której człowiek jest automatycznie mielony przez tryby urzędniczej maszyny opartej o aparat przymusu. To można osiągnąć (lub starać się osiągnąć) wyłącznie poprzez zepchnięcie państwa do roli zapewniającej tylko i wyłącznie dobrze określone usługi (ochrona zewnętrzna - wojsko, ochrona wewnętrzna - policja/sądy - w modelu popularnym) oparte o proste, jednoznaczne, sprawiedliwe prawo. Prawo to musi być jak najprostsze, zeby każdy mógł na pierwszy rzut oka powiedzieć, czy dany wyrok jest słuszny czy nie.

    Wracając do Korwin-Mikkego, to on akurat nie jest takim do końca wolnościowcem - pomijam, że uznaje istnienie instytucji państwa, jako coś oczywistego i z prawem własności czasem ma na bakier. Np. jeżeli mowa jest o wywłaszczeniu pod budowę dróg, to on takie wywłaszczenie jako środek realizacji celu uznaje. Ale to już taka dygresja.
  • @mnich zarazy 19:43:40
    Tak, w praktyce też tak jest. Dokładnie to jest tak wszędzie, gdzie da się dostrzec elementy wolnego rynku.
  • @mnich zarazy 20:07:20
    Nic nas nie interesują inne definicje sprawiedliwości w momencie, kiedy używamy dokładnie określonej definicji tego słowa. Jeżeli misesowcy mówią o sprawiedliwości, to nie o jakimś bycie abstrakcyjnym, rozumianym przez każdego inaczej, ale o określonym znaczeniu tego słowa.
  • @mnich zarazy 22:11:55
    Zadne slogany, tylko warunki, na jakich należy prawo oprzeć. Mamy pewne aksjomaty i dzięki temu jesteśmy w stanie powiedzieć, czy dowolne prawo jest słuszne czy nie. Wystarczy rozebrać je na czynniki pierwsze i skonfrontować z tymi aksjomatami właśnie.

    I jeszcze raz, nic nas nie obchodzi subkietywność pojęcia sprawiedliwość, kiedy mówimy o określonym rozumieniu tego słowa (które jest zgodne ze znaczeniem wykształconym w cywilizacji łacińskiej zresztą).
  • @alf 23:12:37
    Pan się nie obrazi, ale to co Pan napisał, to jest populizm. Dobrze brzmi, ale niestety nie ma treści.

    W artykule jest napisane, że jeżeli ktoś chce znaleźć pracę i jej znaleźć nie może, to musi albo szukać jej w innym kierunku, albo obniżyć swoje wymagania. Na rynku na którym występuje nadpodaż pracy (a więc na takim, na którym jest wysokie bezrobocie), płace są niskie i pracownik nie liczy sie wiele, bo na jego miejsce zawsze można znaleźć następnego. Nie podoba się? To wynocha! I to jest bardzo zła sytuacja, powiedziałbym, że patologiczna.
    Jedynym trwałym i uczciwym wyjściem z tej sytuacji jest dążenie do tego, aby każdy mógł znaleźć produktywną pracę, która pozwoli się mu utrzymać na przyzwoitym poziomie. To z kolei jest możliwe tylko i wyłącznie w warunkach dobrze rozwijającej się gospodarki, gdzie dominuje popyt na pracę a nie jej podaż. I taki własnie stan gospodarki jest celem wszystkich wolnorynkowców, nawet jeżeli nie taka szlachetna motywacja nimi kieruje. Dlatego też, żeby uniknąć takiej sytuacji postuluje się ułatwienie prowadzenia działań przedsiębiorczych poprzez upraszczanie przepisów, zaniechania polityki redystrybucji dochodów (która niszczy motywację do pracy zarówno tych bogatych jak i biednych, a dodatkowo w praktyce prowadzi do ogólnego zubożenia społeczeństwa i bogacenie się pewnej dobrze określonej grupy społecznej, i nie chodzi tu wcale o najbiedniejszych) oraz obniżanie podatków, żeby ludzie swoje pieniądze wydawali zgodnie ze swoimi potrzebami bez niepotrzebnych pośredników, co nie dość, że obniży koszty pracy i produkcji (a co za tym idzie i ceny usług i towarów) to jeszcze spowoduje rozwój akurat tych dziedziń, które realizują najważniejsze potrzeby z punktu widzenia szarego człowieka, a nie urzędnika.

    Np. zlikwidowanie podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) i od firm (CIT) (oraz uproszczenie procedur zabijających przedsiębiorców) spowodowałoby w krótkim czasie drastyczny spadek bezrobocia i ogólny wzrost produktywności. Zyski z tego podatku są żadne, większość jest od firm państwowych, od urzędników, emerytów i pracowników szeroko rozumianej budżetówki (a więc jest to przekładania z jednej kieszeni do drugiej) a koszty poboru (państwo) i obsługi (firmy) kosmiczne. Ten podatek ma tylko dwie funkcje - żeby zawsze dało się kogoś przeczołgać jak trzeba (patrz Optimus), oraz żeby realizować postulat sprawiedliwości społecznej, a więc zagrabić bogatym i dać biednym (przy czym de facto to i tak biedni ponoszą tutaj ostatecznie największe koszty). I tyle.
  • @Jerzy Wawro 06:06:37
    Proszę Pana, jest napisane, że w nieskrępowanej gospodarce wolnorynkowej, a w dzisiejszej III RP, która z gospodarką wolnorynkową ma tyle wspólnego co Tusk z byciem kompetentnym. W nieskrępowanej gospodarce wolnorynkowej zawsze jest popyt na pracę przewyższający jej podaż i w takiej sytuacji twierdzenie z artykułu jest jak najbardziej prawdziwe.

    A że dzisiaj bezrobocie jest wysokie, to tego przecież IM nie neguje. Owszem, twierdzi wręcz, że sytuacja w Polsce jest pod tym względem tragiczna i dlatego właśnie stara się pokazać, że jedyne trwałe rozwiązanie problemu bezrobocia (a więc i stopniowe ale przede wszystkim trwałe polepszanie doli zwykłego robola za przeproszeniem) jest tworzenie przez przedsiębiorców sensownych i produktywnych miejsc pracy. Wszystkie inne rozwiązania powodują jedynie przeciąganie przykrótkiej kołdry w swoją stronę.

    Nie bardzo rozumiem, o co Pan chodzi z tym zaprzestaniem traktowania pracy jak towaru. Pracodawca nie zatrudnia pracownika z dobrego serca, bo jak by tym sie głównie kierował, to by poszedł z torbami (ja i Pan, jako konsumenci, byśmy go z tymi torbami puścili), tylko tym, w jaki sposób może na nim zarobić (zresztą dokładnie tym samym kieruje sie pracownik starający sie o pracę, nie idzie tam z dobrego serca, tylko zastanawia się, ile może na tym pracodawcy zarobić). I w tym ujęciu praca jest jednoznaczna z oferowanym przez pracownika towarem. Pensja to jest dla pracodawcy po prostu koszt uzyskania pewnej usługi, pewnej pracy i nic innego.
    Natomiast niestety w ogóle Pan chyba nie zrozumiał po co o tej pracy jak o towarze jest mowa. Otóż praca ta jest przedstawiona jako towar z prostego powodu: żeby zwrócić uwagę, że każde podwyższenie kosztu pracy (a więc podatki i parapodatki) i zmniejszanie jej atrakcyjności (poprzez różnego rodzaju utrudnienia w postaci skomplikowanych reguł prawnych - nie ma znaczenia, czy w dobrej czy w złej intencji uchwalonych) powoduje zniekształcenie krzywej podaży pracy, konkretnie zmniejsza dostępność pracowników o odpowiadających parametrach a co za tym idzie, powiększa bezrobocie i hamuje ogólny rozwój, który jest naszą jedyną szansą na poprawę powszechnego dobrobytu.
  • @antykrytyka 07:38:30
    Niestety, ale Pańska (przepraszam, jeżeli to jednak Pani - ciężko z nicka poznać) notatka świadczy tylko i wyłącznie o niezrozumieniu programu gospodarczego JKM i UPR/KNP w ogólności.
    Korwin-Mikke nigdy nie mówił o prostej likwidacji stoczni. On zawsze podkreślał, że przedsiębiorstwa państwowe należy sprzedawać na aukcjach bez specjlanych kryteriów (może tylko żeby licytujący nie byl firmą państwową), żeby minimalizować możliwość manipulacji i żeby osiągnąć jak najwyższą cenę (za te pieniądze miał być rozwiązany problem ZUSu). Zamknięcie stoczni tak po prostu, przez widzimisię politykierów (albo dlatego, że wzięli w łapę od kogo trzeba) jest zupełnie z tą ideą sprzeczne!
    O ile się orientuję, to akurat stocznie miały szansę na bycie rentownymi, tylko trzeba było kogoś, komu by zależało, żeby ta stocznia radziła sobie jak najlepiej (do osiągnięcia tylko w rękach prywatnego właściciela, bo o swoje dba sie najbardziej - pomijam promil altruistycznych aniołów żyjących za miskę ryżu).

    Co do dopłacania do przemysłu w ogólności, to oczywiście, że to nie ma sensu. No bo jaki jest sens zubażać całe społeczeństwo (bo przecież z pieniędzy podatników te dopłaty sa realizowane), tylko po to, żeby pewna grupa ludzi nie musiała się przekwalifikować? Po prostu nierentownych przedsiębiorstw nie ma sensu utrzymywać, lepiej jest spożytkować energię ich dotychczasowych pracowników w innych, bardziej rentownych (a więc bardziej poszukiwanych i cenionych) dziedzinach. Ma to dwie zalety: nie marnujemy pieniędzy na studnie bez dna oraz pozwalamy na rozwój innych, bardziej potrzebnych dziedziń gospodarki.

    A przymus pustego żołądka występuje tylko i wyłącznie w świecie powszechnej biedy. A z takim światem ludzie z Instytutu Misesa walczą.
  • @zbyszanna 21:54:39
    Jestem zdruzgotany. Ja mówię, że do pudełka mieszczącego 10 klocków nie da się włożyć 20 klocków, a w odpowiedzi słyszę, że przecież się da - wystarczy mieć odpowiednie pudełko. A jeśli ktoś ma zastrzeżenia do tej argumentacji, to z pewnością czegoś nie zrozumiał.
    Co to jest 'nieskrępowana gospodarka rynkowa'? Póki nie przeczytałem tego tekstu naprawdę sądziłem, że Mises to jakiś geniusz. Może zresztą i był geniuszem, tyle że opisywał sytuację 100 lat temu. Teza, którą postawił prof. Kwaśnicki: Mises wiecznie żywy nie wytrzymuje krytyki.

    Przechodząc do konkretów:
    1. Pracy jest coraz mniej w stosunku do ilości ludności z uwagi na postęp techniczny. I nic tego nie jest w stanie zmienić. Ani odkrępowanie, ani skrępowanie, ani pomalowanie wszystkiego na fioletowo. To tak oczywiste, że tylko ktoś zatracający na widok nazwiska autorytetu zdolność do myślenia może tego nie zauważyć.
    2. Można podać dziesiątki cech, które sprawiają, że praca różni się od innych towarów. Na przykład zakup pracy nie powoduje całkowitej zmiany właściciela, a kupujący nie ma pełnej swobody w użytkowaniu. Ale najważniejsze jest to, że jakość pracy jest silnie uzależniona od relacji osobowych jakie łączą pracodawcę z pracobiorcą. Tylko myśląc kategoriami XIX-wiecznymi można uznać pracę za taki sam towar jak każdy inny.
  • Misses w Polsce nie był
    By się zdziwił chłopina jak wszystko to o czym pisał NIE DZIAŁA.
  • @Jerzy Wawro 00:41:49
    Dodam takie pytania.
    -A co jeśli ceny pracy nie wystarczają na utrzymanie pracownika np 500pln/mies. Pracownik to nie maszyna, nie może odłączyć się od prądu i poczekać na zlecenia, musi żyć.
    -Co z pracownikiem na starość jeśli nie odłożył (bo zarabiał po 500pln)? na śmietnik jak maszyna (zużyty towar) czy samobójstwo?
  • @zbyszanna 21:54:39
    Polska już teraz przypomina hiper liberalne Indie, czekam aż pojawi się zawód dentysty ulicznego, gdzie za pomocą palców będą wykonywane wszystkie operacje.
    U naszych wschodnich sąsiadów bardzo popularne jest znachorstwo itp. nie dlatego, że jest skuteczne tylko ludzi przestaje być stać na wizytę u lekarza. Taki postęp.
  • Do wszystkich uważających, że "pracodawcy" mogą zmonopolizować rynek.
    Założyłem konto specjalnie żeby wyjaśnić pewną sprawę, której krytycy poglądów Misesa nie rozumieją. Pracodawcy na wolnym rynku nie są w stanie zmonopolizować rynku, bo każdy w każdej chwili może zostać pracodawcą. Dzielicie ludzi na pracowników i pracodawców. To poważny błąd. Gdy będzie zbyt dużo pracowników, a za mało miejsc pracy pracownicy stają się pracodawcami, by zarobić na prowadzeniu firmy. Tanią siłę roboczą przecież mają bo jest bezrobocie. Dlaczego dziś to tak nie działa? Z bardzo prostych przyczyn: Biurokracja, podatki i inne bariery przy prowadzeniu firmy z którymi są w stanie podołać tylko silne firmy. Rynek należy rozpatrywać bez podziału na pracodawców i pracowników. Jest pan A oraz pan B i pan C i wymieniają się towarem. Jeśli pan A sprzedaje swoją pracę panu B, to jest pracownikiem, ale jeśli za zarobione pieniądze pójdzie do sklepu coś kupić to wtedy on jest pracodawcą właściciela sklepu.


    Co do "pudełka w którym jest miejsce na 10 klocków": Nasze pudełko ma nieograniczoną pojemność. Dlaczego? Bo praca do wykonania jest zawsze!! Nie byłoby jej gdyby wykonane zostało wszystko co było do wykonania, a nie każdy człowiek ma już wszystko. Chcąc odnowić swój dom, wyjechać na wakacje, kupić nowy telewizor czy wybudować kolej podziemną powiększasz nasze pudełko. Będzie ono pełne dopiero wtedy gdy każdy będzie miał już wszystko, ale po co wtedy komu praca?
  • @manitou 07:56:32
    -To pracownik może w sklepie kupić bardzo tanie towary, które pracownicy opłacani tak jak on produkują. Normalna deflacja. Zarabia mało, ale ma bardzo tanie towary, więc go na nie stać. W czym problem? Wydajność dziś jest o wiele większa niż jeszcze 100 lat temu a wtedy ludzie jakoś żyli. Dziś będą mieli więcej, bo zwiększyła się wydajność. A jak pracodawcy będą mało płacili, a sprzedawali towary drogo to ludzie zmienią stronę i z pracowników będą stawali się pracodawcami, bo będzie to bardzo dochodowy interes i konkurencja wymusi obniżkę cen lub podwyżkę płac(raczej to pierwsze, ale to tak na prawdę jest bez znaczenia)
    -To ma jeszcze dzieci lub w ostateczności domy starców dotowane przez dobrych ludzi. Mit tego, że nie mógł odłożyć, bo zarabiał 500pln obaliłem wyżej. Dziś go stać na składkę ZUS, a na odkładanie do skarpety stać nie będzie? To absurd.
  • bełot teoretyka
    Teoretycznie i logicznie ok.
    Tylko znowu życie znowu nie stanęło na wysokości zadania i koliduje z teorią.
    Tak jak koliduje z socjalizmem i marksizmem
  • @zke 23:55:55
    Jakie to wygodne pomijac pośrednie etapy np: Katar Emiraty czy Kuwejt , z bliższych socjalna Szwecja czy dawniejsza totalitarna LIbia
  • @Flaku 21:40:11
    Przy pryncypiach:

    pensja za pracę na pełny etat pozwala na utrzymanie siebie i potomstwa

    Terminowa płaca jest absolutnie wymagalna
  • @Flaku 21:56:31
    Mordercza logika. Z kosmosu? Składka jest zabierana przymusem a odkładanie jak jest tyyyle potrzeb. Dopiero po wzroście pensji gdy starcza na rozrywkę i kulturę
  • @Flaku 21:40:11
    Według różnych szacunków, wystarczy praca od kilku do kilkunastu procent ludzi, by dostarczyć wszystkim mieszkańcom Ziemi co im się tylko zamarzy (ograniczeniem mogą być zasoby naturalne).
    Powtórzę: myślenie Misesa jest XIX wieczne..
    Ilość osób, które wykonują pracę zbędną i nikomu nie potrzebną jest moim zdaniem obecnie w Polsce wielokrotnie większa niż w PRL'u. Jeśli do tego dodać tych zatrudnionych przy bizantyjskich projektach, jakich w modelu Misesa w ogóle nie da się zrealizować (typu: budowa stadionów na Euro 2012) - to bezrobocie wzrośnie do takiego właśnie poziomu.
    Teza o nieskończonym pudełku to intelektualny wymysł bez żadnych znamion realności. Jest ona prawdziwa jedynie w jednym wypadku: gdy uznamy za pracę (zajęcie z nią równoważne) każdą czynność społecznie użyteczną i zrezygnujemy z określania ram czasowych (8 godzin).
    Ale do tego spadkobiercy Misesa nigdy nie dopuszczą. Z prostej przyczyny: jeśli ktoś wierzy w jego ponadczasową mądrość, to jest za głupi, by to zrozumieć.
  • @Jerzy Wawro 10:20:32
    W systemie niewolniczym istotnie wystarczy, że kilkanaście procent ludzi będzie pracować na resztę. Dawniej odsetek niewolników musiałbyć większy, ale dzięki postępowi technicznemu dziś wystarczy być może kilkanaście procent. Szanowny Panie tok Pańskiego rozumowania jest błędny z prostego powodu. Próbuje pan zaadoptować teorie wolnorynkowe do realiów państwa socjalistycznego. Socjalizm jest przeciwieństwem państwa wolnorynkowego. Żeby teoria wolnego rynku mogła zadziałać musi być zastosowana w kraju, stanie, wyspie lub regionie, w którym wolny rynek jest zasadą przewodnią. Takie wyspy i stany istnieją i mają się dobrze, co dowodzi o aktualności twierdzeń Missesa.
    Tak na marginesie; teorie socjalistyczne są starsze od teorii Missesa. Może wreszczie czas na zmiany.
  • @Jerzy Wawro 10:20:32
    Ale dlaczego? Jestem za zniesieniem sztucznej granicy 8 godzin.
    Teza o nieskończonym pudełku jest prawidłowa, potrzeby ludzkie są nieograniczone. Gdy się już najesz i napijesz masz ochotę na wakacje, muzykę czy cokolwiek. Proszę o jakieś sensowne argumenty a nie tylko nazywanie moich "wymysłami bez żadnych znamion realności". Oczywiście tych ludzi zatrudnionych przy zbędnej i niepotrzebnej pracy należy zwolnić. Oni mają się zająć czymś pożytecznym czyli na przykład produkcją bentley'ów dla zwykłych ludzi(dlaczego nie) lub budową domów czy produkcją kosmetyków.
    Dlaczego za pracę nie możemy uznać każdej czynności społecznie użytecznej? Taka jest właśnie definicja pracy na wolnym rynku. Za coś co nie jest użyteczne nikt nie zapłaci, ale czynności użytecznych jest nieskończenie wiele. Na przykład wytwarzanie nowych mebli do pańskiego mieszkania.
    Takie pytanie: jeśli "wystarczy praca od kilku do kilkunastu procent ludzi, by dostarczyć wszystkim mieszkańcom Ziemi co im się tylko zamarzy" to dlaczego jeszcze każdy nie ma wszystkiego co mu się zamarzy? Pracuje na świecie trochę więcej niż te kilkanaście %. Może dlatego że jeśli dostaniemy to, co nam się zamarzy to zaczyna nam się marzyć coś nowego?
    I pytanie-finisher: Jeśli kilkanaście % ludzi może wytworzyć towary jakie sobie reszta tylko wymarzy to w jakim celu ta reszta miałaby pracować? Zgodnie z Pana teorią mieliby już wszystko, więc po co im praca? Ta teza jest okropna. Mi marzą się podróże międzygwiezdne i choćby cały świat pracował to nie jest na tym poziomie rozwoju technologicznego mi tego zapewnić.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Budujemy mosty dla pana starosty

    Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930