Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
106 postów 11 komentarzy

Instytut Misesa

Instytut Misesa - Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej.

Inflacyjne źródło deflacji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Fed wymaga teraz rezerw na poziomie około zero procent. W czasie koniunktury nie widzi się w tym systemie rezerw cząstkowych większych problemów. Ale zapytaj o nie deponenta jednego z 92 amerykańskich banków, które stały się niewypłacalne w 2011 roku

 

Autor: David Howden
Tłumaczenie: Paweł Kot

Często słychać dziś głosy ― i to po obu stronach Atlantyku ― że poziom inflacji jest niebezpiecznie niski. Podczas gdy większość banków centralnych zakłada inflację cenową na poziomie około 2–3 procent, ogólne indeksy cen w większości krajów Zachodu spadły poniżej dolnej granicy zakładanego przedziału. Pojawia się strach przed deflacją ― apoplitoryzmofobia — jak nazywa to zjawisko Mark Thorton.

Nie wchodząc w to, czy deflacja jest dobra, czy zła, korzystna czy niekorzystna, powinniśmy określić, skąd się w ogóle bierze. (Zainteresowany czytelnik może sięgnąć po: Less than Zero: The Case for a Falling Price Level in a Growing Economy George’a Selgina i Who’s Afraid of Deflation? Philippa Bagusa, gdzie zapozna się z pozytywną stroną obniżania się poziomu cen).

Mówiąc ściśle, inflacja i deflacja mogą wynikać tylko ze zmiany w ilości pieniądza w obiegu. Zwiększenie ilości dolarów, przy niezmienionych innych czynnikach, powoduje wzrost cen. Zmniejszenie ilości dolarów będzie miało odwrotny efekt. Podczas gdy okresy inflacji mogą zdarzać się w każdym systemie monetarnym, deflacja występuje tylko w jednym ― bankowości z rezerwą cząstkową.

Dawno, dawno temu istniał system zbudowany na koncepcji utrzymywania 100-procentowej rezerwy. Osoba zanosiła swoje ciężko zarobione pieniądze do banku, składała do sejfu, zaś bank obiecywał chronić je, aż wróci po ich odbiór. Ponieważ pieniądze są w pełni zamienne (tj. nie umiemy odróżnić jednego banknotu od drugiego, tak jak ziaren kukurydzy), bank obiecywał trzymać u siebie tantundem — ilościowy i jakościowy odpowiednik zdeponowanego dobra. Innymi słowy, jeśli zdeponowałbyś jednego dolara, bank obiecałby trzymać jednego dolara w sejfie, ale niekoniecznie tego samego.

W pewnym momencie branża bankowa przerzuciła się na coś, co znamy dziś pod nazwą bankowości z rezerwą cząstkową. Bank nie był już prawnie zobowiązany do trzymania wszystkich depozytów. W końcu przecież rzadko zdarzało się, żeby wszyscy zgłosili się po swoje depozyty w tym samym czasie. Banki pożyczały część przechowywanych przez siebie depozytów i w ten sposób tworzyły większą liczbę roszczeń do pieniędzy, chociaż w sejfach nie było tylu uncji złota.

Rezerwa Federalna nakłada dzisiaj na banki wymóg utrzymywania rezerwy, minimalnego odsetka wszystkich depozytów, która musi znajdować się w skarbcach banku. Jeśli więc deponent otwiera konto w amerykańskim banku, żeby wpłacić 100 USD, wymaganą rezerwą jest kwota, którą bank musi zgodnie z prawem na stałe trzymać w skarbcu. Z resztą tej sumy bank może zrobić, co tylko chce. Zazwyczaj są to pożyczki dla innych ludzi.

Obecnie Fed wymaga rezerw na poziomie bliskim zera procent. Oznacza to, że amerykańskie banki nie są zobowiązane do trzymania żadnych depozytów. Nasz deponent mógłby więc teoretycznie zobaczyć, jak wszystkie jego zdeponowane pieniądze są pożyczane komuś innemu w tym samym momencie, gdy powierzył je bankowi.

Wielu ludzi uważa, że jest to kwestia dyskusyjna. Banki utrzymują na wszelki wypadek małe rezerwy, by mieć pod ręką pieniądze, gdy ludzie przyjdą wycofać swoje depozyty. W czasach koniunktury, gdy na rynkach istnieje duża płynność, to nie widać większych problemów w tym systemie. Zapytaj jednak deponenta jednego z 92 amerykańskich banków, które stały się niewypłacalne w 2011 roku, czy system „rezerwy cząstkowej” to kwestia dyskusyjna. Gdy banki tracą płynność, niezwykle trudno jest honorować wszystkie depozyty, a w niektórych przypadkach jest to wręcz niemożliwe.

Jest to najlepiej rozpoznany problem dotyczący systemu rezerwy cząstkowej — problem dostrzegany przez wszystkich ekonomistów — ale jest jeszcze jedna, nie mniej ważna sprawa.

Wymagając by tylko część depozytów była trzymana jako rezerwa, pozwala się bankom stworzyć więcej środków wymiany (albo bardziej poprawnie, fiducjarnych środków wymiany), niż może pokryć podaż pieniądza bazowego. Ten wzrost podaży pieniądza uruchamia siły inflacyjne, które banki centralne próbują ograniczyć do omówionego wyżej zakresu 2–3 procent.

Nie rozumie się tego, że każda deflacja może wynikać tylko z wcześniejszej inflacji. Rzeczywiście, jak pisze Murray Rothbard w swoim traktacie Ekonomia wolnego rynku:

 

Jasne jest, że inflacja to główny punkt i główny cel interwencji monetarnej. Nie może być deflacji, jeśli wcześniej w jakimś okresie nie było inflacji.

 

Zjawisko, które przeraża bankierów na całym świecie i z którym walczą z całą swoją mocą ― deflacja ― powstaje jako dzieło ich własnych rąk. Bez okresu inflacji prowadzącego do obecnej sytuacji nie byłoby zagrożenia deflacją. System bankowości z rezerwą cząstkową pozwala na ekspansję podaży pieniądza, co wytwarza warunki dla zaistnienia deflacji. Jeśli ta deflacja ma być postrzegana jako coś złego (a chciałbym podkreślić słowo „jeśli”), to sensownym byłoby jej wyeliminowanie. Powstrzymując system bankowości z rezerwą cząstkową, zlikwidowalibyśmy źródło deflacji: inflację.

Jeśli działania Fedu i wszystkich innych banków centralnych przez ostatnie trzy lata wydawały się bezładne, to nie powinno nas to dziwić. Walczą z wrogiem ― deflacją ― którego sami stworzyli. Uciekając przed przyznaniem się do winy, próbują zasłonić prawdę, dokonując coraz bardziej niepewnych i nieprzekonujących działań. Może sensowne jest teraz porzucenie systemu rezerwy cząstkowej, który jest odpowiedzialny za cały ten bałagan?

KOMENTARZE

  • Autor
    > Mówiąc ściśle, inflacja i deflacja mogą wynikać tylko ze zmiany w ilości
    > pieniądza w obiegu.

    Skoro Instytut Misesa i sam Rothbard wypisują takie rzeczy - to już naprawdę nie jest dobrze.
    Wygląda na to, że nikt już samodzielnie nie rozważa otaczającego nas świata - nikt nie uprawia już myślenia a jedynie powtarza to co przeczytał.

    Szanowni Państwo - fenomen inflacji i deflacji jest dużo bardziej fascynujący - oraz wbrew pozorom prostszy - niz to się wielu wydaje.

    W istocie inflacja i deflacja to jest TO SAMO ZJAWISKO naturalne (tak, naturalne) wystepujące w całym wszechświecie - a mianowicie ciągłe dążenie do stanu równowagi - w przypadku inflacji i deflacji chodzi o równowagę pomiedzy ilością pieniądza w obiegu a ilością dostępnych dóbr, usług i pracy (czyli tego co można za pieniądze kupić)

    Szerzej o tym tu:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/36018,fenomen-deflacji-i-inflacji-teoria-normalnosci

    Najistotniejsze jest to, że istnieją 4 różne przyczyny tego zjawiska:
    - wzrost ilości pieniądza w obiegu (inflacja)
    - zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu (deflacja)
    - wzrost ilości dostępnych dóbr - czyli bardzo upraszaczjąc: wzrost gospodarczy (deflacja)
    - zmniejszenie się ilości dostepnych dóbr - np. kataklizm (inflacja)

    Rothbard i za nim Instytut Misesa zdają się kompletnie NIE ZAUWAŻAĆ połowy z tych 4 przyczyn - pisząc tylko o pierwszych dwóch.

    Wielka szkoda - bo te fascynujące, naturalne zjawiska można by wykorzystać dla naszej wspólnej korzyści - zamiast z nimi walczyć.
    Może kiedyś świat to zrozumie...

    PS. A kreacja pieniądza przez system bankowy zawsze oznacza jedno - że jesteśmy okradani w bardzo podstępny sposób:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/57054,kreacja-pieniadza-przez-kredyt-kradziez-tak-doskonala-ze-uznajemy-ja-za-legalna
  • @Freedom 17:38:01
    Oooo! Ciekawe czy tutaj potrafi Pan usunąć niewygodne pytania, tak jak na swoim blogu? Pan Freedom buduje swoje perpetuum mobile jak pokazałem na przykładach (na blogu Freedoma).

    Spłacone kredyty zmniejszają inflację.

    Poprosiłem Freedoma grzecznie o znalezienie błędu w przykadzie. A odpowiedź tu:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/51386,gpw-spelniony-sen-zlodziei-o-idealnej-kradziezy
    to perpetum mobile.
    Przykład 1):
    Na rynku jest 100zł.
    1) średnia pensja 10zł
    2) masło 2zł,
    3) chleb 3zł
    Bank daje kredyt na nowe 100zł.
    Teraz na rynku mamy 200zł. (boom w gospodarce)
    Po pewnym czasie pensja i ceny wzrosną (o około 100%)
    1) średnia pensaj 20zł
    2) masło 4zł,
    3) chleb 6zł
    Po spłacie kredytu na rynku znowu mamy 100zł i ceny wracają do poprzednich wartości. (deflacja i recesja)
    1) średnia pensja 10zł
    2) masło 2zł,
    3) chleb 3zł

    a tu fragment Freedoma o perpetum mobile "Freedom 1":
    > Skoro bank wykreował kredyt - i zwiększył ilość pieniądza na rynku do 200zł - to po spłacie kredytu one nigdzie nie znikają - nadal jest 200 zł w obiegu.

    Przykład 2 dlaczego akcje nie powodują inflacji:
    1) średnia kwota do wydania 10zł
    2) żywność 5zł
    3) bilet do kina 5zł
    Nowa firma wchodzi na giełdę. Pojawia się nowy produkt do kupienia-akcje:
    1) średnia kwota do wydania 10zł
    2) żywność 4zł
    3) bilet do kina 2zł
    4) akcje 4zł
    Nowy produkt powoduje spadek cen reszty towarów. (kwoty są podane tylko w celu pokazania mechanizmu)

    a tu pisze pan Freedom o perpetum mobile "Freedom 2":
    >Jak wydam 10 zł na chleb - to ich już nie mam, wydałem.
    >Jak wydam 10 zł na akcje - to nadal je mam, i jeszcze liczę, że się rozmnożą - w każdej chiwli mogę je spowrotem zamienić na złotówki żeby PONOWNIE je wydać.
  • @zke 18:00:29
    No to masz u mnie przerąbane, szanowny Panie. Oświadczam, że jest pan nieodpowiedzialnym i niedojrzałym człowiekiem w mojej ocenie - i proszę nie liczyć dalsza dyskusję.
    Prosiłem tyle razy żeby Pan nie manipulował - tylko zacytował CAŁĄ moją odpowiedź, skoro postanawia Pan dublować/przenieść dyskusję w inne miejsce (pod inną notkę)

    Nie posłuchał Pan mojej prośby - tylko nadal uprawia manipulację, wycinając fragmenty moich odpowiedzi, które na marginesie są dowodem, że Pana pytań nikt nie skasował - a nawet dostał Pan na nie odpowiedź.

    Powtórzę więc moją odpowiedź W CAŁOŚCI - a skoro Pan nadal tego nie rozumie - to już sam Pan sobie musi z tym poradzić, bo ja skończyłem z Panem dyskusję z powodów, o których napisałem powyżej.

    Oto cała odpowiedź na zadane pytanie:

    1.
    > Proszę pokazać (jeśli Pan potrafi) gdzie w tym przykładzie jest błąd.

    Tutaj jest bład:
    > Po spłacie kredytu na rynku znowu mamy 100zł
    Skoro bank wykreował kredyt - i zwiększył ilość pieniądza na rynku do 200zł - to po spłacie kredytu one nigdzie nie znikają - nadal jest 200 zł w obiegu.
    Tyle, że fałszywki zostały zastąpione prawdziwymi, ciężko zarobionymi pieniędzmi - a bank zarobił na oprocentowaniu fałszywek.
    Po raz kolejny mogę odesłać do mojego ostatniego wpisu - tam to wyjaśniłem: http://freedom.nowyekran.pl/post/57054,kreacja-pieniadza-przez-kredyt-kradziez-tak-doskonala-ze-uznajemy-ja-za-legalna

    Podejrzewam, że wszystkie te absurdalne i błędne teorie (o znikającym pieniądzu) biorą się stąd, że ktoś nie uwzględnia rozciągnięcia kredytu w czasie (na dziesiątki lat nawet!) - oraz nie uwzględnia że pieniądz krąży, że pieniądz to przepływy pieniądza, że pieniądz to DYNAMICZNE zjawisko - a nie "stopklatka" czy pauza w zjawisku jakim jest krążenie pieniądza w obiegu.

    To tak jakby próbować rozważać prędkość obrotów silnika na podstawie zdjęcia stojącego w garażu samochodu.


    2.
    > Proszę pokazać (jeśli Pan potrafi) gdzie w tym przykładzie jest błąd.

    Tutaj jest błąd:
    > Nowa firma wchodzi na giełdę. Pojawia się nowy produkt do
    > kupienia-akcje

    Akcje to nie jest nowy produkt - to jest semi-waluta - już to wyjaśniałem.

    Produkt jest to coś - co ktoś chce skonsumować - czyli posiąść żeby zużyć, mieć, skonsumować.
    Czy produktem w tym rozumieniu są dolary? Nie, dolary to pieniądze. Tak jak złotówki.

    Albo kupuje się dolary żeby coś za nie kupić za granicą - albo po to żeby zyskać na rosnącym kursie.
    Akcje kupuje się tylko w jednym celu, żeby zyskać na rosnącym kursie - jest to rodzaj waluty, ale używanej tylko w Polsce, bo żeby z niej skorzystać trzeba ją ponownie wymienić na złotówki po aktualnym kursie.
    Emisja akcji to kreacja takiej semi-waluty - to kreacja pieniądza.

    Jak wydam 10 zł na chleb - to ich już nie mam, wydałem.
    Jak wydam 10 zł na akcje - to nadal je mam, i jeszcze liczę, że się rozmnożą - w każdej chiwli mogę je spowrotem zamienić na złotówki żeby PONOWNIE je wydać.
  • @Freedom 19:31:26
    ....trochę się teraz boję ale zaryzykuję (nie ma już "wyrwnia" z kontekstu, bo u góry jest całość):
    >Skoro bank wykreował kredyt - i zwiększył ilość pieniądza na rynku do 200zł - to po spłacie kredytu one nigdzie nie znikają - nadal jest 200 zł w obiegu.
    Zapiszmy to matematycznie:
    100zł + 100zł = 200zł OK
    200zł - 100zł = 200zł Nowa matematyka!!! (Nobel z ekonomi i Nobel z arytmetyki)

    >Jak wydam 10 zł na akcje - to nadal je mam
    10zł - 10zł = 10zł Łał
  • @zke 20:09:48
    :)
    No zapiszmy:
    100 + 100 = 200zł. Dodawanie pan opanował.
    200zł = 200zł. Niezależnie od tego czy są u Pana w kieszeni, u mnie, u Kowalskiego, Nowaka czy innego człowieka.

    Niech Pan główkuje dalej - może Pan w końcu zrozumie, że jak Pan bierze kredyt - to Pan te piniądze na coś wydaje, komuś przekazuje. I to, że Pan spłaca kredyt - to NIE ZNACZY, że te pieniądze u tamtej osoby z konta znikają.
    To, że Pan spłaca kredyt nie znaczy, że te pieniądze są spalane w piecu - tylko, że zmieniają właściciela.

    Co do akcji:
    10zł = 10zł (tam nie ma odejmowania, tylko zmiana postaci pieniądza, zmiana "waluty")
    10zł = 10zł niezależnie od tego, czy to jest gotówka, zapis na koncie czy inny rodzaj pieniądza, jak np. akcje o wartości 10 zł.

    Jak Pan kupuje akcje to Pan się żegna z pieniędzmi, które Pan za nie zapłacił - czy wprost przeciwnie, liczy Pan, że się rozmnożą?
    Pan kupuje akcje, żeby WYDAĆ pieniądze, czy żeby ZAROBIĆ pieniądze?

    Teraz jaśniej?
  • Należy rozróżnic analizę statyczną od dynamicznej
    Austriacka Szkoła Ekonomii ma poważny problem (niedoróbke) w kwestii analizy systemu cząstkowych rezerw. Prowadzi bowiem tylko analizę statyczną: czyli czy te rezewy są pełne (100%) czy cząstkowe, z krytycznym progiem 0% (brak rezerw). Natomiast jest jeszcze tzw. analiza dynamiczna czyli w jaki sposób rezerwy są generowane i trzymane w cyklu depozytowo-kredytowym. Ta analiza opiera się na stosunku udzielanych kredytów do depozytów przy udzielaniu kredytów. W tym wypadku mamy do czynienia z czterema sytuacjami:

    - stosunek kredytów do depozytów jest 0% - czyli bank utrzymuje 100% rezerwę;

    - stosunek kredytów do depozytów jest większe niż 0% i mniejsze niż 100% - czyli bank buduje rezerwę mniejszą niż 100% i większą niż 0%;

    - stosunek kredytów do depozytów wynosi 100% - czyli bank nie powiększa rezerw w ogóle (mimo, że wartość kredytów i depozytów wzrasta na jego książkach);

    - stosunek kredytów do depozytów wynosi więcej niż 100% - czyli bank wyzbywa się dotychczas zakumulowanych rezerw (zatem wartość kredytów i depozytów wzrasta na jego książkach, a wartość rezerw maleje).

    Tę analizę przedstawiłem na swoim blogu:

    http://gregpytel.blogspot.co.uk/2010/03/computational-complexity-analysis-of.html

    i została wykorzystana w pracy magisterskiej Mariny Stoop (pod kierunkiem prof Didier'a Sornette) w EPH w Zurichu:

    http://www.er.ethz.ch/publications/MAS_Thesis_Marina_Stoop_2010_final.pdf

    Grzegorz Pytel

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Tyrania i monopol broni

    Rządzący zdają sobie sprawę z tego, że jedynym sposobem na zachowanie ich kontroli nad ludźmi jest monopolizacja broni palnej. Wydaje się, że niebezpieczeństwo totalnego rozbrojenia zażegnać może już tylko masowe nieposłuszeństwo. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Budujemy mosty dla pana starosty

    Podobnie nieprawdziwa jest teza, że to ograniczanie inwestycji publicznych spowodowało falę bankructw. Można wręcz zaryzykować tezę, że to właśnie wzrost wydatków publicznych spowodował kłopoty na rynku budownictwa drogowego. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    Co dalej z kryzysem? - Polska

    Polskie państwo musi przyspieszyć deregulację i myśleć o sposobach obniżania wydatków zamiast podnosić podatki i łudzić ludzi wizją udanych państwowych inwestycji. Niestety, trudno być hurraoptymistą, gdy słyszy się kolejne pomysły polityków. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031